Mama, uśmiechnij się
Zuzanna nie lubiła, gdy sąsiadki przychodziły do nich i prosiły mamę, żeby zaśpiewała jakąś piosenkę.
Zosiu, zaśpiewaj coś, masz taki piękny głos, a jak pięknie tańczysz i mama zaczynała śpiewać, sąsiadki jej wtórowały, czasem razem tańczyły na podwórku.
Wtedy Zuzanna mieszkała z rodzicami na wsi, w swoim domu, mieli też młodszego brata, Tomka. Mama była pogodna, serdeczna, gdy goście już wychodzili, zawsze mówiła:
Przyjdźcie jeszcze kiedyś, dobrze nam było razem, miło spędziliśmy czas sąsiadki obiecywały, iż przyjdą.
Zuzannie nie podobało się, iż mama śpiewa i tańczy, choćby się tego wstydziła. Chodziła wtedy do piątej klasy i raz powiedziała:
Mamo, nie śpiewaj i nie tańcz, proszę… Wstydzę się sama nie potrafiła tego wytłumaczyć.
Nawet dziś, będąc już dorosłą i też mamą, nie potrafi sobie tego wyjaśnić. Ale Zofia odpowiedziała wtedy córce:
Zuziu, nie wstydź się, gdy śpiewam. Przeciwnie, ciesz się. Przecież nie będę już całe życie śpiewać i tańczyć, teraz jeszcze mogę
Zuzanna, oczywiście, wtedy o tym nie myślała, nie rozumiała, iż życie nie zawsze bywa radosne.
Gdy dziewczynka była w szóstej klasie, a jej brat w drugiej, odszedł od nich ojciec. Spakował rzeczy i odszedł na zawsze. Zuzanna nie wiedziała, o co między rodzicami poszło, dopiero później, będąc nastolatką, zapytała mamę:
Mamo, dlaczego tata nas opuścił?
Dowiesz się, gdy dorośniesz odpowiedziała mama.
Zofia nie mogła wtedy powiedzieć, iż pewnego dnia wróciła do domu po zapomniany portfel i zastała męża w ich łóżku z sąsiadką Lucyną. Zuzanna i Tomek byli w szkole, a Zofia nie spodziewała się nikogo. Była wstrząśnięta Lucyna i Jan patrzyli na nią, jakby nic się nie stało.
Wieczorem, gdy mąż wrócił, była straszna awantura. Dzieci bawiły się wtedy na podwórku, niczego nie słyszały.
Spakowałam ci rzeczy, są w torbie w sypialni powiedziała Zofia. Wynoś się. Nigdy ci nie wybaczę zdrady.
Jan zrozumiał, iż żona nie cofnie decyzji, ale próbował ją przebłagać.
Zosiu, każdy popełnia błędy. Przecież mamy dzieci
Powiedziałam: idź już i wyszła na podwórko.
Jan zabrał torbę i odszedł, a Zofia stała za rogiem domu i patrzyła, nie chcąc go już nigdy widzieć.
Jakoś damy sobie radę z dziećmi myślała i płakała. Zdrady nie wybaczę.
Nie wybaczyła. Została sama z dwójką dzieci. Wiedziała, iż będzie ciężko, ale nie przeczuwała, jak bardzo. Musiała pracować na dwa etaty: w dzień sprzątała szkołę, w nocy pracowała w piekarni. Była wciąż zmęczona, a uśmiechu na jej twarzy już nikt nie widywał.
Choć ojciec od nich odszedł, Zuzanna i Tomek dalej się z nim kontaktowali mieszkał u Lucyny, cztery domy dalej. Lucyna miała syna w wieku Tomka, chłopcy chodzili razem do klasy. Zofia nie zabroniła dzieciom odwiedzać ojca, czasem razem się bawili, ale na obiad wracali do domu Lucyna ich nie karmiła. Czasem jej syn przychodził z Zuzią i Tomkiem do nich, a sąsiedzi patrzyli zdumieni. Zofia wszystkich częstowała i nikogo nie wyróżniała.
Zuzanna już nigdy nie widziała mamy uśmiechniętej. Była dobra, troszczyła się o nich, ale zamknęła się w sobie.
Czasem Zuzanna wracała ze szkoły i bardzo chciała porozmawiać z mamą, więc opowiadała jej, co się działo w klasie.
Mamo, wyobraź sobie, Gienek przyniósł do klasy kociaka, ten cały czas miauczał na lekcji. Nasza wychowawczyni nie mogła dojść, kto to, myślała, iż to Gienek miauczy, i go zrugała. Aż w końcu powiedzieliśmy jej, iż w torbie ma kota. Wtedy kazała mu wyjść z klasy i poprosiła, żeby przyszedł z mamą.
No tak odpowiedziała tylko mama.
Zuzanna widziała, iż mamę już nic nie cieszy. W nocy słyszała, jak płacze i długo patrzy w okno, w jeden punkt. Jako dorosła dopiero zrozumiała.
Mama była ciągle zmęczona, pracowała na dwa etaty, nie dosypiała. Pewnie brakowało jej też witamin, wszystko robiła dla nas. Zawsze byliśmy zadbani, nasze rzeczy czyste i wyprasowane tak wspominała Zuzanna.
A wtedy prosiła tylko:
Mamo, uśmiechnij się, nie widziałam twojego uśmiechu od dawna.
Zofia kochała dzieci, ale kochała po swojemu. Nie była zbyt wylewna, rzadko chwaliła, ale doceniała ich dobre stopnie i to, iż nie sprawiali kłopotów. Gotowała smacznie, dbała o porządek dom był zawsze schludny.
Zuzanna czuła matczyną miłość wtedy, gdy mama zaplatała jej warkocze. Gładziła ją po głowie, ale była przy tym taka smutna, choćby ramiona jej jakby opadły. Zosi wcześnie zaczęły wypadać zęby, ale nie wstawiała nowych.
Po ukończeniu szkoły Zuzanna choćby nie myślała o studiach nie chciała zostawić mamy samej, wiedziała, iż nauka kosztuje. Poszła pracować do sklepu spożywczego niedaleko domu. Chciała pomóc mamie, Tomek gwałtownie rósł, był tez coraz większy jego potrzeby.
Pewnego dnia do sklepu przyszedł Michał nie był stąd, mieszkał w sąsiedniej wiosce.
Jak masz na imię, ślicznotko? zagadnął z uśmiechem. Nowa pani tu pracuje? Nigdy cię tu nie widziałem, a bywam przejazdem.
Zuzanna, a ja pana nie widziałam wcześniej.
Jestem z wioski osiem kilometrów stąd. Michał się nazywam.
Tak się poznali. Michał zaczął przyjeżdżać do niej autem, wieczorami odwoził po pracy, spacerowali, rozmawiali. Zabierał ją też do siebie mieszkał z chorą mamą, żona odeszła do miasta z córką, nie chcąc zajmować się teściową.
Michał miał duże gospodarstwo i porządny dom. Gościł Zuzannę sutą kolacją: śmietana, mięso, cukierki. Spodobało jej się u niego. Matka Michała leżała w swoim pokoju.
Zuziu, wyjdź za mnie zaproponował pewnego razu Michał. Bardzo cię polubiłem. Od razu mówię, mama wymaga opieki, ale pomogę, nie będziesz sama.
Zuzanna ucieszyła się, choć nie okazała tego po sobie.
Zgadzam się powiedziała cicho, a Michał bardzo się ucieszył.
Zuziu, kocham cię. Nie wierzyłem, iż zgodzisz się na starszego faceta po przejściach. Obiecuję, nie skrzywdzę cię, będziemy szczęśliwi.
Po ślubie Zuzanna przeprowadziła się do Michała. Szczerze mówiąc, już jej nie chciało się mieszkać w domu rodzinnym Tomek studiował w technikum samochodowym w powiatowym mieście, pojawiał się tylko na weekendy.
Minął czas. Zuzanna była naprawdę szczęśliwa z mężem. Urodziła dwóch synów, jeden po drugim. Nie pracowała w domu było co robić, duże gospodarstwo, dzieci, teściowa zmarła po dwóch latach. Michał był dobrym gospodarzem, najczęściej sam zajmował się cięższą robotą.
Po co dźwigasz wiadra, ja to zrobię, twoje zadanie to nakarmić kury, kaczki i wydoić krowę, świnie sam nakarmię.
Zuzanna wiedziała, iż mąż ją kocha, jest dobry, nie żałuje niczego rodzinie. Nauczyła się wszystkiego, a nigdy w dzieciństwie nie miała do czynienia z dużym gospodarstwem. Michał był bardzo hojny.
Zuziu, zawieziemy twojej mamie mięsa, śmietany, mleka. U nas wszystko swoje, świeże, jej przecież trudno kupować.
Zofia wszystko przyjmowała z wdzięcznością, ale nigdy nie uśmiechała się. choćby do wnuków była poważna. Zuzanna często odwiedzała mamę, żal jej było mamy, nie wiedziała, co zrobić, by mama znowu odzyskała euforia życia.
Zuziu, a może pójdziesz do księdza po radę? zaproponował Michał. Zuzanna chwyciła się tej myśli.
Ksiądz obiecał modlić się za Zofię i powiedział:
Proś Boga, żeby twoja mama spotkała jeszcze dobrego człowieka Zuzanna zaczęła modlić się o to.
Któregoś dnia Zofia poprosiła córkę:
Córko, pożyczysz mi kilka złotych? Chcę wreszcie wstawić zęby.
Mamo, oczywiście chętnie ci wszystko opłacę ucieszyła się Zuzanna, choć wiedziała, iż mama na pewno odda pieniądze.
Dała brakującą sumę, mama obiecała oddać. Przez jakiś czas córka nie mogła odwiedzić mamy, rozmawiały przez telefon, bo Michał był zajęty, pomagał swojemu wujkowi Karolowi, który postanowił się przeprowadzić na wieś. Małżeństwo mu się rozpadło, dzieci dorosły, a żona wyrzuciła go z domu. Michał pomagał mu załatwić formalności przy kupnie dobrego domu niedaleko nich.
Michał bywał u Karola, parę razy zabrał także Zuzannę. Któregoś dnia przyszedł do domu i powiedział:
Wiesz co, wydaje mi się, iż wujek Karol chce się ożenić. Słyszałem, jak rozmawia z kimś przez telefon
I dobrze robi odpowiedziała Zuzanna. Młody jeszcze, dom świetny, a gospodyni potrzebna.
Niedługo potem odwiedził ich sam Karol.
Chcę was zaprosić. Spotkałem swoją pierwszą miłość, chodziliśmy razem do szkoły. Jutro się wprowadzi, przyjdźcie do nas pojutrze.
Dwa dni później Michał i Zuzanna wybrali się do wujka z prezentami. Gdy Zuzanna weszła do domu, oniemiała ze zdziwienia. Przed nią stała jej mama, uśmiechając się nieśmiało. Zofia wyglądała na odmienioną.
Mamo! Jak się cieszę… Ale dlaczego nic nie mówiłaś?
Nie chciałam mówić, póki nie byłam pewna, iż się uda.
Wujku Karolu, czemuś nie zdradził?
Bałem się, iż Zofia się wycofa… A teraz jesteśmy szczęśliwi.
Michał i Zuzanna bardzo się cieszyli, iż los połączył Zofię i Karola. Zofia wreszcie zaczęła się uśmiechać, widać było w niej radość.
Kiedyś Zuzanna zrozumiała, iż każdy z nas czasem długo idzie przez życie ze smutkiem, myśli, iż już nic dobrego go nie spotka. Ale kiedyś może się wydarzyć cud wystarczy mieć nadzieję i otwarte serce na drugiego człowieka. Życie potrafi zaskoczyć zarówno boleśnie, jak i pięknie. Trzeba tylko wierzyć, iż po złych chwilach przychodzą te lepsze i umieć zatrzymać się, żeby zobaczyć uśmiech najbliższych.

![Blisko 60 par z medalami za pożycie małżeńskie uhonorowane w gorzowskiej Filharmonii [GALERIA ZDJĘĆ]](https://zachod.pl/wp-content/uploads/2026/05/169969c6f38064660c9be3bb03d6d198_xl.jpg)






