Mamo, uśmiechnij się
Dorota nie przepadała, kiedy sąsiadki wpadały do nich na herbatę i prosiły mamę, by coś zaśpiewała.
Anno, zaśpiewaj, masz taki piękny głos, a jak tańczysz! zaczynała mama, sąsiadki dołączały, a bywało, iż wszystkie tańczyły razem przed domem.
W tamtym czasie Dorota mieszkała z rodzicami na wsi, w swoim domu. Był też młodszy brat, Michaś. Mama zawsze była pogodna i serdeczna, po wyjściu gości mówiła:
Przyjdźcie jeszcze, dobrze się siedziało, czas mile zleciał sąsiadki obiecywały, iż wrócą.
Mimo wszystko Dorocie nie podobało się, iż mama śpiewa i tańczy; choćby się tego wstydziła. Była wtedy w piątej klasie i pewnego dnia powiedziała:
Mamo, nie śpiewaj i nie tańcz, proszę Wstydzę się tego choć sama nie umiała dokładnie wyjaśnić, dlaczego.
Nawet teraz, jako dorosła kobieta i matka, nie potrafi znaleźć logicznego powodu. Ale Anna córce odpowiedziała:
Dorotko, nie wstydź się, gdy śpiewam. Ciesz się, póki mogę i mam siły. Przecież całe życie tak nie będzie, póki jestem młoda…
Dorota wtedy za dużo nie myślała o tym, nie rozumiała nie zawsze życie jest radosne.
Gdy Dorota była w szóstej klasie, a Michaś w drugiej, ojciec ich opuścił. Spakował rzeczy i odszedł na zawsze. Dorota nigdy nie dowiedziała się, dlaczego. Dopiero jako nastolatka zapytała:
Mamo, czemu tata od nas odszedł?
Dowiesz się, jak będziesz dorosła odpowiedziała mama.
Anna nie potrafiła jeszcze córce wyjawić, iż przyłapała męża w ich własnym domu z inną kobietą, Weroniką, która mieszkała niedaleko. Dorota z bratem byli w szkole, a Anna przypadkiem wróciła, bo zapomniała portfela z pieniędzmi.
Drzwi były otwarte, co ją zdziwiło mąż powinien być w pracy. Było przed jedenastą. Wchodząc, zastała ich w sypialni. Zaskoczenie odebrało jej mowę, a Jan i Weronika, zupełnie niezakłopotani, z uśmiechem patrzyli na nią.
Wieczorem, gdy mąż wrócił do domu, wybuchła kłótnia. Dzieci bawiły się wtedy na dworze, nic nie słyszały.
Spakowałam ci rzeczy w torbie w sypialni. Wynoś się. Nigdy ci tego nie wybaczę.
Jan wiedział, iż żona nie wybaczy, ale jeszcze próbował rozmawiać:
Aniu, głupio wyszło, zapomnijmy, mamy przecież dzieci.
Powiedziałam, odejdź zakończyła Anna i wyszła przed dom.
Jan zabrał swoje rzeczy i wyszedł, a Anna ukradkiem patrzyła za rogiem domu. Nie chciała już go znać tak bardzo ją dotknęła jego zdrada.
Dam sobie radę sama z dziećmi myślała, płacząc nie wybaczę.
I rzeczywiście nie wybaczyła. Została sama z dwójką dzieci. Wiedziała, iż będzie ciężko, choć rzeczywistość okazała się trudniejsza, niż myślała. Zaczęła pracować na dwa etaty. W dzień sprzątała szkołę, w nocy w piekarni. Była ciągle zmęczona, uśmiech zniknął z jej twarzy.
Mimo rozstania, Dorota i Michaś widywali się z ojcem. Jan mieszkał z Weroniką zaledwie kilka domów dalej. Weronika miała syna w wieku Michasia, chodzili razem do klasy. Anna nie zabraniała dzieciom spotykać się z tatą, odwiedzali go, bawili się we troje, ale na obiad zawsze wracali do siebie Weronika ich nie przyjmowała, nie częstowała. U niej tylko zabawa.
Czasem syn Weroniki przychodził też do Doroty i Michasia, wtedy sąsiedzi patrzyli z ciekawością. Anna karmiła wszystkich, nigdy nie była przeciwna chłopcu męża. Dorota już więcej nie widziała uśmiechu mamy. Była dobra, troskliwa, ale zamknięta w sobie.
Po lekcjach Dorota często chciała rozmowy, więc opowiadała mamie szkolne nowinki.
Mamo, wyobraź sobie, Henio przyniósł kotka do klasy, a on miauczał na lekcji i wychowawczyni nie wiedziała, kto to! Zganiła Heniowi, myśląc, iż to on. W końcu ktoś powiedział, iż to kot w torbie, a nasza pani wyprosiła go z klasy, a potem rodziców chciała widzieć.
Tak rozumiem odpowiadała tylko Anna.
Dorota widziała, iż nic mamie nie sprawia radości. Słyszała też, jak nocą płacze, długo stoi przy oknie, zapatrzona gdzieś daleko. Gdy dorosła, pojęła:
Mama była przemęczona, pracowała na dwa etaty, nocami nie spała. Pewnie i witamin jej brakowało. Starała się dla nas z Michasiem. Byliśmy zawsze schludnie ubrani, rzeczy czyste i wyprasowane często wspominała Dorota.
A wtedy czasem powtarzała:
Mamo, uśmiechnij się, tak dawno nie widziałam Twojego uśmiechu.
Anna bardzo kochała dzieci, ale wyrażała uczucia na swój sposób, rzadko przytulała, czasem chwaliła za dobre wyniki w szkole i grzeczne zachowanie. Świetnie gotowała, w domu zawsze panował porządek.
Dorota czuła maminyą miłość najbardziej, gdy ta pleciona jej warkocze. Gładziła ją wtedy po głowie, ze smutkiem w oczach, choćby ramionami jakby opadała. U Anny wcześnie zaczęły wypadać zęby, usuwała je, ale nie chciała wstawiać.
Po szkole Dorota nie myślała o studiach nie chciała zostawiać mamy samej. Rozumiała, iż nauka wymagałaby wyjazdu do miasta i wydatków. Znalazła pracę sprzedawczyni w sklepie niedaleko domu, pomagała mamie, bo Michaś rósł szybko, potrzebował nowych rzeczy i butów.
Pewnego dnia do sklepu wszedł Marek nie był z miejscowości, ale z sąsiedniej wioski. Od razu Dorotę polubił, choć był o dziewięć lat starszy.
Jak masz na imię, ślicznotko? Nowa tu jesteś? zapytał z uśmiechem.
Dorota. A pana nie widziałam tutaj wcześniej.
Mieszkam w wiosce osiem kilometrów stąd. Mam na imię Marek.
Tak się poznali. Marek zaczął przyjeżdżać po Dorotę samochodem po pracy, spacerowali, czasem siedzieli tylko w aucie. Raz zabrał ją do swojej wioski, gdzie mieszkał z mamą. Matka była poważnie chora, Marek był rozwiedziony żona wyjechała do miasteczka z córką, nie chciała opiekować się chorą teściową.
Gospodarstwo Marka było duże, dom też porządny. Gościł Dorotę po królewsku na stole śmietana, mięso, czekoladki. Dobrze się czuła u niego. Mama leżała w swoim pokoju.
Dorota, ożeńmy się zaproponował Marek. Bardzo mi się podobasz. Od razu uprzedzam, trzeba zaopiekować się chorą mamą, ale ja Ci będę pomagał.
Dorota ucieszyła się w duchu, ale nie pokazała po sobie. Opieka nad chorą nie przerażała jej.
Trzeba się zgodzić, pomyślała, będę miała swoje mięso i śmietanę a na głos: Dobrze, zgadzam się.
Marek bardzo się ucieszył.
Dorotko, jestem szczęśliwy! Bałem się, iż młoda dziewczyna nie będzie chciała starego wdowca. Obiecuję, nigdy Cię nie skrzywdzę, będziemy szczęśliwi.
Po ślubie Dorota przeprowadziła się do Marka. Prawdę mówiąc, nie tęskniła już za wcześniejszym domem. Michaś był już prawie dorosły, uczył się w technikum samochodowym w mieście, wracał do domu na weekendy.
Czas mijał. Dorota faktycznie była szczęśliwa z mężem. Urodziła mu dwóch synów jednego po drugim. Nie pracowała zawodowo, w domu miała pełne ręce roboty, dzieci, a teściowa zmarła po dwóch latach ich wspólnego życia. Gospodarstwo wymagało stałej opieki. Marek pracował i pomagał żonie.
Czasem upominał ją:
Nie noś ciężkich wiader, ja się wszystkim zajmę, ty tylko wydoj krowę, nakarm kury i kaczki, a świniami sam się zajmę.
Dorota wiedziała, iż mąż ją kocha i dba o nią, dzieci były jego oczkiem w głowie. Chociaż nigdy wcześniej nie prowadziła dużego gospodarstwa, wszystkiego się nauczyła. Marek był hojny.
Dorota, zawieźmy coś Twojej mamie mięsa, śmietany, mleka. Ona wszystko musi kupować, a u nas swoje, domowe.
Anna była wdzięczna za wszystko, ale uśmiech na twarzy wciąż się nie pojawił. choćby przy wnukach była poważna. Jeździli do niej często, Dorocie było jej żal, nie wiedziała, jak ją ożywić.
Dorotko, a może pójdziesz do księdza po radę? zasugerował Marek, na co Dorota się zgodziła.
Ksiądz obiecał modlić się za Annę i doradził:
Proś Boga, by Twoja mama spotkała na swojej drodze dobrego człowieka.
Dorota zaczęła się taka modlić.
Pewnego dnia Anna zapytała córki:
Nie pożyczysz mi trochę pieniędzy? Chcę sobie wstawić zęby.
Mamusiu, przecież ja Ci wszystko zapłacę! ucieszyła się Dorota, wiedząc, iż mama niechętnie przyjmie wsparcie.
Dała potrzebną kwotę, a Anna obiecała, iż odda. Kilka dni Dorota nie jechała do mamy, rozmawiały tylko przez telefon mąż był zajęty, pomagał wujkowi Staszkowi, który miał kupić dom na wsi niedaleko ich miejscowości, po tym jak rozstał się z żoną. Marek pomagał wujowi z formalnościami, bo stary dom wymagał remontu, a Staszek nie miał nikogo bliskiego.
Czasem Marek zaglądał do wujka, kilka razy Dorota była u niego razem z mężem. Pewnego dnia Marek wrócił do domu i mówi:
Słuchaj, mam wrażenie, iż wujek Staszek zamierza się ożenić. Przyszedłem do niego raz, rozmawiał przez telefon i coś mi się wydało…
I bardzo dobrze! przyklasnęła Dorota. Sam w domu nie będzie siedział, jeszcze młody mężczyzna, a dom taki ładny. Gospodyni się przyda.
Niedługo potem sam Staszek zaprosił ich do siebie.
Chciałem was zaprosić w gości. Odnalazłem swoją pierwszą miłość ze szkoły. Przeprowadzam ją jutro, za dwa dni zapraszam was do nas.
Po dwóch dniach Dorota z Markiem pojechali z prezentami. Kiedy Dorota weszła do domu, zamarła ze zdziwienia. Stała przed nią jej mama, Anna zawstydzona, ale promiennie się uśmiechała. Dorota zobaczyła, jak bardzo się zmieniła.
Mamusiu! Ogromnie się cieszę… Ale czemu nie powiedziałaś?
Nie chciałam zapeszać, a nuż by nie wyszło
Wujku Staszku, czemu nie zdradziłeś?
Bałem się, iż Anna się rozmyśli… A teraz jesteśmy szczęśliwi.
Marek i Dorota bardzo się ucieszyli, iż Anna odnalazła szczęście z ukochanym. Teraz jej twarz jaśniała i często się uśmiechała.
Najważniejsze, by mimo trudności nie zamykać się na ludzi i nadzieję, bo życie zawsze może przynieść nowe szczęście czasem wtedy, gdy najmniej się go spodziewamy.











