„Masz obwisłą skórę!” — 60-letni mąż szczypał mnie w bok przy gościach, więc przyniosłam lustro i pokazałam, co zwisa u niego.

twojacena.pl 3 dni temu

Ty, Anka, zobacz co masz tutaj! Stefan, już po sześćdziesiątce, szczypnął mnie w bok, aż się wzdrygnęłam. Zrobił to tuż przed gośćmi, dokładnie tam, gdzie spod bluzki minimalnie uwypuklało się coś, kiedy siedziałam za stołem. Zgromadzenie było gwarne, już trzecie kieliszki nalewki domowej poszły w ruch, a on, zamiast trzymać fason, postanowił zabawić się moim kosztem.

Stefan, daj spokój! odsunęłam jego rękę, jakby był natarczywą muchą, ale on się tylko uśmiechał i nie dawał za wygraną.

Palce jego, krótkie jak podsmażane białe kiełbaski ze śniadań, ponownie zacisnęły się na mojej bocznej fałdce. Wcale nie bolało, ale czułam się po prostu strasznie poniżona.

Popatrz no, Zbyszek! zawołał do naszego sąsiada, który akurat mierzył widelcem do śledzia pod pierzynką. Mówię jej: Anka, odstaw te bułki na noc. A ona mi na to, iż wiek, iż hormony.

Stefan aż się rozśmiał, a jego brzuch zafalował pod białą koszulą, aż guziki wyglądały na bardzo napięte.

Jakie hormony, kochana, zwykłe lenistwo! podsumował, rozglądając się dumnie po stole.

Daj spokój, Stefan… syknęłam, a rumieniec zalał mi szyję i policzki.

Zbyszek zerkał w talerz, udając, iż szlagierem wieczoru jest dekoracyjny wzorek z majonezu. Jego żona, Bożenka, zaczęła poprawiać serwetkę, patrząc gdzieś w bok, jakby jej nagle coś śmiertelnie zajęło.

A co, prawdy nie wolno mówić? Stefan już złapał wiatr w żagle. Skóra ci wisi!

Wysunął palec i jeszcze raz skontrolował moją talię, jakby sprawdzał wyrośnięcie ciasta drożdżowego.

O tutaj masz taki wałeczek, jak u mopsa. Nieładnie, Anka.

Zapadła niezręczna cisza, przerywana tylko pracą lodówki w kuchni.

Ja się dla ciebie staram! westchnął, odchylając się na krześle z miną mentora. Żona powinna dbać o siebie, żeby przyjemnie było popatrzeć. Ot, taka natura.

Popatrzyłam mu w oczy.

Po trzydziestu latach małżeństwa, chyba po raz pierwszy tak naprawdę.

Stefan miał 62 lata. Brzuch wisiał mu nad pasem, drugi podbródek łagodnie zlewał się z szyją i opadał na ramiona mocniej niż Wisła po roztopach. Łysina odbijała światło żyrandola jak tłusty naleśnik na Tłusty Czwartek.

Czyli chodzi o to, żeby było na co popatrzeć? spytałam z takim spokojem, iż sama siebie zaskoczyłam.

W środku coś przeskoczyło. Znikł wstyd, znikło tłumienie emocji i wszelkie chęci łagodzenia sytuacji.

Była we mnie już tylko pełna jasność.

No jasne! Stefan aż się stuknął z dumą w pierś. Patrz na mnie, formę trzymam!

A jaką to formę, konkretnie? dopytałam patrząc mu w oczy.

Facet musi być facetem! Rano ćwiczę, macham pięć minut hantlami, jestem w formie. próbował wciągnąć brzuch, żeby mnie przekonać, ale efekt był marny.

Brzuch tylko się zadrżał i zaraz wrócił na swoje miejsce, na pasie, który wrzynał się w ciało.

Facet to nie worek kartofli, tylko orzeł! podsumował z nadzieją na poklask.

Orzeł, powiadasz? wstałam od stołu bez pośpiechu.

Dokąd idziesz? Obraziłaś się? zawołał za mną dolewając sobie nalewki. Na prawdę się nie obrażają, Anka! Odchudzaj się, a nie nadymasz!

Poszłam do korytarza, gdzie pachniało starymi płaszczami i pastą do butów. Tam, na ścianie, wisiało stare rodzinne lustro w ciężkiej, dębowej ramie, którą pamiętało lepsze, chudsze czasy.

Zdjęłam je z gwoździa. Było pewnie z pięć kilo, ale nie czułam tego ciężaru.

Wróciłam z lustrem do pokoju, trzymając je jak rycerską tarczę albo jak nieubłagany wyrok.

Goście aż zamarli, Bożenka otwartą buzią przestała choćby chrupać ogórek.

Stefan, wstań powiedziałam cicho, ale stanowczo.

Po co? Co, tańczyć będziemy? zdziwił się, ale gdy zobaczył moją minę, zamilkł.

Nie, będziemy podziwiać orła.

Podsunęłam mu lustro pod sam nos.

Złapał ramę, prawie go przygięło pod ciężarem.

Anka, co ty odprawiasz? w głosie pojawiła się niepewność.

Patrz. wydałam polecenie tonem, którym upomina się kota na stole. I to dokładnie.

Zerkał na siebie nieco nieprzytomnie.

No patrzę, i co z tego?

Spójrz niżej. stuknęłam palcem w szybę, tam, gdzie odbijał się jego brzuch w przepoconej koszuli. Widzisz to?

Co?

Skóra ci wisi! wypaliłam, parodiując jego wcześniejszy ton. I leży, Stefan, nie tylko wisi.

Anka! chciał odłożyć lustro, ale mu nie pozwoliłam.

Trzymaj! docisnęłam ramę do jego rąk. To tu nad paskiem to mają być stalowe mięśnie?

Zbyszek wydał z siebie dziwny dźwięk, tłumiąc śmiech, aż się zakrztusił.

Nie, kochany, to jest koło ratunkowe oznajmiłam bezlitośnie. Gdybyśmy się przypadkiem utopili w sadle.

Stefan aż poczerwieniał, jakby połknął paprykę z bazaru.

A te boki? To orle skrzydła czy uszka od tucznika przed świętami?

Przestań! wysyczał, kręcąc się nerwowo. Ludzie patrzą, po co mnie poniżasz?

Niech patrzą! podniosłam głos. Chciałeś prawdy? Jesteś naszym domowym estetą, rozliczasz innych, więc rozliczmy ciebie!

Odsunęłam się krok do tyłu, żeby lepiej go zobaczyć.

Pokaż się w świetle drążyłam. Bokiem się ustaw!

Nie będę… zaczął, ale momentalnie ucichł.

Bokiem! rzuciłam ostro.

Podporządkował się jak pod hipnozą, nieporadnie się odwracając.

W odbiciu zobaczyłam profil daleki od rzeźby antycznej.

I szyję a raczej trzecią fałdę pod włosami.

Widzisz te fałdy na karku? wypaliłam obojętnie jak pani doktor. Klasyczny mops, Stefan, rodowodowy.

Bożenka już choćby się nie kryła, schowała twarz w serwetkę, ramiona drżały jej ze śmiechu.

A tu, pod brodą? byłam nieugięta. To ile masz na wymianę, trzymasz schab na czarną godzinę?

Jestem facetem! squeeknął, ale to brzmiało słabo i żałośnie. Facetom wolno!

Ach, facetom wolno? parsknęłam chłodno. To jak mi się po dwóch dzieciach zrobiła jedna fałdka, to znak lenistwa, a u ciebie to męskość w pełnym rozkwicie?

Podeszłam bliżej i spojrzałam mu w oczy.

A ty, co przez dziesięć lat pilot od telewizora to max co podniosłeś, teraz wytrzęsłeś galaretę zamiast udowodnić formę?

Szarpnęłam lustro z jego rąk, aż się od razu wyczuło, iż mu ręce omdlały.

Stał w środku pokoju, zdyszany, z rozpiętym guzikiem pod szyją, który właśnie się poddał i zniknął gdzieś pod fotelem.

Cała orla duma Stefanowi wyparowała.

Został zwykły, zmieszany pan po sześćdziesiątce, który właśnie zdał sobie sprawę, iż jest cóż golasem.

I to nie chudzielcem.

Siadaj powiedziałam już spokojnie, stawiając lustro pod ścianą, opierając je o komodę. I jedz.

Walił na krzesło, ono ledwo to wytrzymało.

Żeby mi już więcej słowa, choćby pół, nie było o mojej sylwetce poprawiłam włosy przy tym samym lustrze.

Podeszłam do niego i dodałam cicho:

Bo mogę ci to lustro powiesić dokładnie naprzeciw twojego miejsca przy stole. Na kolację będziesz patrzył prosto w oczy swojemu pelikanowi.

Zbyszek już głośno rechotał, pociągając nosem, a Stefan nagle zrobił się bardzo malutki, wbił wzrok w talerz i zabrał się do marynowanych grzybków.

Napięcie rozpłynęło się, jakby ktoś wreszcie otworzył szeroko okno i wpuścił świeże powietrze do zaduchu.

Usiadłam dumnie na swoim miejscu szefowej domu i pokroiłam sobie wielki kawał tortu napoleona, który piekłam od rana, przekładając blaty kremem, i który miałam dzielnie nie jeść żeby nie utyć.

Krem wyciekł bokiem, ciasto chrupnęło pod widelcem.

Anka, podrzuć i mi porządny kawałek poprosiła cicho Bożenka.

I mi też! przyłączył się Zbyszek, nalewając sobie kompotu. Może mi też skrzydła urosną, jak ciasta zjem.

Stefan spojrzał na mnie z nowym rodzajem szacunku, zerknął potem na tort i na lustro pod ścianą, gdzie w odbiciu zobaczył swoje nogi pod stołem w dwóch różnych skarpetkach jedna czarna, druga granatowa.

Domowy orzeł, ech

Przepraszam, Anka mruknął, nie patrząc mi w oczy. Palnąłem głupio.

Jedz, Stefan, jedz powiedziałam z radością, zamykając się w smaku kremu. Potrzebujesz siły.

Uniósł brew pytająco.

Do podnoszenia hantli puściłam oczko. Przecież jesteś naszym sportowcem.

Wieczór potoczył się swoim torem, narzekaliśmy na ceny, pogodę, emerytury, i nikt już nie wracał do tematu mojej talii.

Coś się zmieniło.

I wiecie co? Dawno nic nie smakowało mi tak dobrze jak ten napoleon.

Od tego wieczoru lustro stoi sobie w salonie.

A Stefan, mijając je, automatycznie wciąga brzuch i prostuje ramiona.

O wiszącej skórze nie wspomniał już ani razu.

Pewnie boi się rozbudzić pelikana.

Idź do oryginalnego materiału