Matka tuliła ją do siebie, całowała i zastanawiała się: „Do kogo ona jest podobna?” I wzdychała. Znajomi też byli zdziwieni i zadawali to samo pytanie. Czy to ktoś ze znajomych podpuścił męża, czy teściowa nabrała podejrzeń, czy może sam Wiktor zaczął wątpić w wierność żony – dość, iż pewnego dnia wrócił z pracy ponury.

twojacena.pl 1 dzień temu

Matka tuliła ją do siebie, całowała i zastanawiała się: Do kogo ona jest podobna? I wzdychała. Znajomi również byli zdumieni i zadawali to samo pytanie. Czy to któryś z kolegów podsunął mężowi myśl, czy matka zaczęła coś podejrzewać, a może sam Piotr zaczął się zastanawiać nad wiernością żony pewnego dnia wrócił z pracy pochmurny.

Piotrek, co my zrobimy? Za wcześnie. Łucji dopiero trzeci rok, niedawno dopiero odstawiła pieluchy, a ja jeszcze nie zdążyłam odpocząć… Narzekała Magdalena. Z jednego macierzyńskiego w kolejny Łucja pozostało malutka, cały czas chce na ręce. Jak z brzuchem będę ją podnosić?

Będzie nas czworo, a ty sam pracujesz. Może poczekamy z drugim dzieckiem? spytała Magdalena, sama przestraszona swoimi słowami.

Co ty kombinujesz? Wyrzuć to z głowy Piotr spojrzał na nią surowo. Wybacz, to moja wina, ale damy radę dodał już spokojniej. Znajdę dodatkową pracę.

Jak będzie dziewczynka, to w ogóle nie widzę problemu. Ubrań po starszej pełno zostało, choćby wózka nie trzeba kupować. Będą blisko wiekiem, będą się przyjaźnić. A jak będzie chłopak Piotr zawiesił głos, po czym się uśmiechnął Złożę podanie o większe mieszkanie.

I tak ustalili. Magda uwielbiała i rozpieszczała Łucję. To była przecież ich pierwsza, długo wyczekiwana córka.

Nie mogła sobie odmówić przyjemności, by znów ją przytulić, pocałować, choćby gdy brzuch stał się już widoczny. Miała nieśmiałą nadzieję, iż może to dziecko jednak nie przyjdzie na świat choć choćby przed sobą się do takich myśli nie przyznawała.

Ale los zadecydował inaczej. Ciąża przebiegała lekko, a w wyznaczonym terminie w rodzinie Nowaków pojawiła się kolejna dziewczynka.

Kiedy po raz pierwszy przyniesiono dziecko do karmienia, Magdalenę trochę zdziwił jasny meszek na główce noworodka. Obojga i Magdę i Piotra natura obdarzyła ciemnymi włosami.

Łucja też miała przy narodzinach zupełnie czarne włosy, które potem trochę pojaśniały. Może u tej będzie odwrotnie i z czasem ściemnieją pomyślała Magdalena.

Niebieskooka, jasna dziewczynka wzbudzała zachwyt wszystkich, którzy ją widzieli. Nad imieniem nie kombinowali dali jej rzadkie polskie imię: Dobrosława. Rodzice widzieli w tym sens znany tylko im.

Nikt nie umiał wyjaśnić, jak to możliwe, iż w jednej rodzinie urodziły się dwie tak różne dziewczynki. Dobrosława nie przypominała ani siostry, ani rodziców.

Im starsza była Dobrosława, tym bardziej różnice rzucały się w oczy jakby przywiało ją nieznanym wiatrem.

Z czasem jej włosy trochę pociemniały, nabrały jasnobrązowego odcienia. Spokojna, pulchna, patrzyła na świat wielkimi błękitnymi oczami.

Matka tuliła ją, całowała i znów zastanawiała się: Do kogo ona jest podobna? I wzdychała. Znajomi również pytali o to samo.

Czy to znajomi Piotra coś mu podsunęli, czy Magdalena zaczęła coś podejrzewać, czy może sam Piotr zwątpił w żonę pewnego dnia wrócił z pracy ponury.

Długo milczał, co zaniepokoiło Magdę, a potem zażądał wyjaśnień, oskarżając ją o zdradę.

Przypomniał sobie, iż Magdą kiedyś interesował się przystojny blondyn. Może to z nim była niewierna? Może się dzieci pomyliły w szpitalu? Rzadko, ale się zdarza…

Z nikim cię nie zdradzałam. To nasza córka, nikt jej nie podmieniał wybuchnęła płaczem Magdalena, broniąc się przed niesprawiedliwymi podejrzeniami.

Od tego czasu prawie codziennie się kłócili. Zbliżało się do rozwodu. Magdalena już zaczęła się pakować, gdy Piotr w końcu się zreflektował.

Kochał żonę, nie chciał zostać sam. Chciał jedynie znać prawdę.

Przykre było ciągle słyszeć: A po kim ona taka jasna? Ani po mamie, ani po tacie…

Miał wrażenie, iż wszyscy widzą na jego głowie metaforyczne rogi. Namówił Magdalenę, by została, ale zapowiedział, iż zrobi test na ojcostwo. Magdalena znów się rozpłakała.

Jak mam zostać, skoro mi nie wierzysz? Chcesz robić test? To sprawdź też Łucję; może jej też nawędrowałam. Lepiej się od razu rozstańmy!

Piotr sam zebrał ślinę młodszej córki i włosy starszej, sam zaniósł próbki do laboratorium.

Długo wypytywał laborantki, czy nie mogą pomylić próbek, czy nie ma pomyłek, fałszerstw…

Zapewniono go, iż to niemożliwe. Trochę się uspokoił.

Dziewczynki słyszały kłótnie. Dobrosława miała cztery lata, ale już czuła, iż rodzice kłócą się przez nią.

Łucja wprost jej powiedziała:

Ty nie jesteś moją siostrą, ktoś cię nam zostawił. Przez ciebie rodzice się kłócą i chcą się rozwieść.

Dobrosława rozpłakała się; choćby mama przez długi czas nie mogła jej uspokoić, gdy wzięła ją na ręce.

A Łucja rozważała, jakby się tu pozbyć siostry. Nie będzie jej, to rodzice się nie rozstaną.

Pewnego dnia mama wyszła do sklepu, zostawiając dziewczynki same, a wróciła później. Tata był w pracy. Łucja ubrała siostrę i zaproponowała spacer, coraz dalej od domu…

Gdy Magda nie znalazła córek w mieszkaniu i nie było ich też na podwórku, wpadła w panikę.

Sąsiadka z parteru widziała, jak dziewczynki gdzieś idą, ale spieszyła na ulubiony serial, więc nie zapytała.

Zrozpaczona matka biegała po okolicznych blokach w poszukiwaniu dziewczynek. Piotr też włączył się w poszukiwania. Robiło się już ciemno, a dziewczynek nie było.

Zadzwonili na policję. Po godzinie odnaleziono obie. Najpierw Dobrosławę zadzwoniła kobieta, iż na podwórku płacze mała dziewczynka. Zaraz po tym odnaleziono Łucję; błąkała się po ciemku, nie mogła trafić do domu.

Rodzice byli tak szczęśliwi, iż choćby ich nie skarcili. Łucja nie przyznała się, iż chciała zgubić siostrę.

Rodzice znów się pokłócili; ojciec wyrzucał Magdzie, iż zostawiła dzieci bez opieki, a ona jemu, iż nigdy nie ma go w domu.

A może wpadłyby pod samochód, a może je ktoś by porwał?

Wreszcie Piotr odebrał wyniki testów. Okazało się, iż jest ojcem zarówno Łucji, jak i Dobrosławy. Nie było żadnej zdrady.

Wyjaśniono mu, iż to ukryte geny dały taki efekt. choćby jasne kobiety mają czasem dzieci o ciemniejszej karnacji i odwrotnie. Tak los płata figle za dawne grzechy przodków.

Z czasem w rodzinie znów zapanował spokój. Jednak Dobrosława czuła się obco.

Siostry nie przyjaźniły się. Łucja zachowała niechęć do młodszej siostry. Gdy się kłóciły, wypominała Dobrosławie, iż nikt jej nie kocha, iż nie jest jej prawdziwą siostrą.

Mi kupują nowe sukienki, a ty nosisz po mnie stare, bo nie jesteś prawdziwa rzucała bezlitośnie.

Dobrosława płakała, ale mamie nie skarżyła się. Łucja często ją wrobiła. Nabroiła, a winę zwalała na młodszą.

Do kogo ty jesteś podobna? Bierz przykład z Łucji ona cicho siedzi, nie broi wzdychała mama.

Po takich słowach Dobrosława stwierdziła, iż skarżenie się nie ma sensu. Mama kocha tylko Łucję.

Siadała więc w kącie i zamykała oczy. Wydawało jej się, iż skoro nie widzi siebie ani pokoju, to jej tu nie ma. Tak próbowała schować się przed maminych oceniającym wzrokiem i przed niesprawiedliwością słów siostry.

Łucja pierwsza skończyła szkołę, ale nie zamierzała dalej się uczyć. Po co ładnej dziewczynie studia?

Na zabawie poznała chłopaka i gwałtownie wyszła za mąż. Miał swoje mieszkanie, pomagał ojcu sprowadzać używane auta z Niemiec.

Mama, choć kochała Dobrosławę, ciągle bezwiednie stawiała starszą córkę za wzór.

Dobrosława przez całe życie czuła się porównywana i zawsze wypadała gorzej. W głowie pozostały jej także słowa Łucji z dzieciństwa. Naprawdę chodziła w rzeczach po siostrze.

Patrz, jak Łucja sobie radzi! Poszukała fajnego chłopaka. Ucz się! A ty tylko siedzisz w domu, marzysz, rysujesz. Poszłabyś się przejść mawiała mama.

Kiedy w klasie maturalnej zwrócił na nią uwagę chłopak, Dobrosława gwałtownie się zaangażowała. Tak bardzo chciała, by ktoś ją pokochał.

Długo nie wiedziała, iż zaszła w ciążę. Kiedy sobie uświadomiła, wystraszyła się i powiedziała chłopakowi.

Bardzo ją lubił, więc postanowił powiedzieć rodzicom. Tak wyszła na jaw ich tajemnica.

Matka chłopaka przyszła do Nowaków, by błagać, żeby Dobrosława nie psuła życia jej jedynakowi i namawiała ją do aborcji.

W obronie córki niespodziewanie stanął ojciec. Może chciał zrekompensować wcześniejsze błędy, a może po prostu zrobiło mu się żal córki.

Niech rodzi powiedział. Nie pozwolę zniszczyć jej życia, już się dość nacierpiała. Jak wam się nie podoba, to sami wychowamy wnuka.

Chłopaka rodzice wysłali do rodziny w innym mieście. Dobrosławę przenieśli na nauczanie indywidualne.

W szkole zagłuszano sprawę, by nie trafiła do kuratorium. Tam oskarżyliby nauczycieli nie dopilnowali, źle wychowali! Szkole by się oberwało na odprawach.

Egzaminy Dobrosława pisała w domu w obecności nauczycieli. Inni uczniowie nie powinni widzieć koleżanki w takim stanie.

Nauczycielka angielskiego zlitowała się nad nią i pomagała w pytaniach. Dobrosława z egzaminu z języka dostała świetną ocenę.

Tylko na co jej ten wynik? Urodzi, będzie siedzieć w domu z dzieckiem, nauka nie będzie miała znaczenia.

Niedługo potem ojciec niespodziewanie odszedł. Dużo pracował, stresów nie brakowało, serce nie wytrzymało.

Kładł się po powrocie z pracy do telewizora, zasnął… i już się nie obudził. Żona poszła go wołać na kolację, był jeszcze ciepły.

Mieszkanie wypełniły krzyki i płacz, przyjechało pogotowie, potem karawan. U Dobrosławy od wstrząsu zaczęła się akcja porodowa.

Wyszło na to, iż w dzień śmierci ojca urodziła synka. Takiego jak ona z jasnym meszkiem i niebieskimi jak niebo oczami.

Nie mogła być na pogrzebie leżała w szpitalu. Na wypis przyszła matka, wykończona rozpaczą. W domu rzuciła, iż to przez Dobrosławę ojciec odszedł.

Z nią wiecznie same kłopoty. Ale wnuka pokochała od razu.

Jak tu nie pokochać uroczego, jasnego chłopca, anioła? Martwiła się jednak, iż teraz nikt młodszej córki nie zechce za żonę.

Nikogo nie chcę. Własny ojciec mi nie ufał, a obcy tym bardziej nie pokocha mojego dziecka odpowiadała Dobrosława.

Synek rósł spokojny, inteligentny, jak na swój wiek bardzo dojrzały. Gdy miał pięć lat, nagle w życie Dobrosławy znów wkroczyła Łucja.

W przeciwieństwie do niej, Łucja nie mogła choćby marzyć o dziecku.

Rodzina jej męża marzyła o wnuku i spadkobiercy. Namawiali więc syna, by szukał innej żony.

Zaczał zdradzać Łucję. Przeżywała to, ale nie odchodziła. Do czego miała wracać? Do matki, do biedy nie chciała wracać. Do dobrego się człowiek gwałtownie przyzwyczaja.

A w domu mieszkała znienawidzona Dobrosława z synem. Antek chodził do przedszkola, Dobrosława skończyła kurs fryzjerski i pracowała.

Łucja znowu wymyśliła, jak pozbyć się siostry. Ale teraz nie mogła już wyciągnąć jej na drugi koniec miasta. Postanowiła znaleźć jej męża.

Do nich z mężem często przychodził informatyk naprawiać komputer. Młody, sympatyczny, kawaler.

Łucja miała ochotę na romans na złość mężowi, ale informatyk był odporny na jej wdzięki.

Więc postanowiła podsunąć mu siostrę. Skoro nie chce jej, to niech bierze głupią siostrę z dzieckiem.

Wysłała mu SMS, iż chce pogadać i zaprosiła do kawiarni. Siostrze powiedziała, iż chce ją z kimś poznać przecież nie może być cały czas sama, a dorastającemu dziecku potrzebny ojciec.

Myślała, iż Dobrosława się zbłaźni. Informatyk będzie czekał na Łucję, a nie na nią. Faceci nie lubią puszystych, tym bardziej z dzieckiem. jeżeli jednak Dobrosława się spodoba będzie miała wolny pokój dla siebie!

Dobrosława odświętnie się ubrała, ładnie upięła włosy, nie malowała się niech ją zobaczy taką, jaka jest.

W kawiarni od razu go poznała. Siedział sam przy stoliku, zapatrzony w telefon.

Czy pan jest Adam? zapytała Dobrosława, podchodząc.

Tak, a kim pani jest?

Jestem siostrą Łucji. Dobrosława.

Chłopak był zaskoczony, ale zaproponował kawę.

Tu mają pyszne ciasta, może zamówić? zapytał.

Skąd pan wie?

Często tu mam spotkania z klientami odpowiedział, dalej patrząc w telefon, dzwoniąc do Łucji.

Dobrosława mu się przyglądała. Zmęczone oczy, zarost na brodzie, dłuższe, potargane włosy.

Aż ją korciło, żeby go ostrzyc. Nie wiedziała, jak się zachować, a Adam w ogóle nie zwracał na nią uwagi.

Przeszkadzam panu? zapytała w końcu.

Nie, a twoja siostra nie przyjdzie? zapytał Adam.

Nie wiem. Łucja powiedziała, iż ma pan czekać na mnie. Pewnie lepiej, żebym sobie poszła.

W tym momencie przyniesiono kawę.

Skoro już przyszłaś, wypijmy kawę razem.

Nie będę jadła ciasta odsunęła talerz.

Martwisz się o linię? Świetnie wyglądasz, pasuje ci to powiedział Adam.

Ale mężczyźni lubią szczupłe kobiety.

Kto ci to powiedział? Co wiesz o facetach?

Nic przyznała Dobrosława. Mam syna. Ma pięć lat. Łucja nie mówiła?

A miała? zdziwił się Adam.

Mimo protestu Dobrosławy która zorientowała się, iż Łucja znowu zrobiła jej żart Adam postanowił ją odprowadzić.

Szli i rozmawiali. Mówił głównie Adam, Dobrosława słuchała. Pod domem poprosił o numer.

Po co? zdziwiła się.

Chcę kontynuować znajomość. Ja dużo opowiadałem o sobie, a o tobie nie wiem nic. Zadzwonię.

Zadzwonił dopiero po tygodniu.

Wybacz, miałem dużo pracy. Dziś wieczorem mam wolne, spotkajmy się.

Dobrosławę to zaskoczyło. Miała syna, całe życie wokół niego się kręciło. Adam zadzwonił jakby o nic nie pytał… Ale postanowiła dać mu szansę.

W kawiarni zaczęła opowiadać swoją historię jak się urodziła, o rodzicach, kłótniach.

W miarę jak mówiła, sama zaczęła patrzeć na swoje życie inaczej, jakby jego oczami.

Po wyjściu z kawiarni zaczepił ich bezpański kundel. Poszli do sklepu Adam kupił mu chleb i kabanosy.

Przy kasie starsza pani przede nimi długo liczyła drobniaki. Adam zapłacił za nią, dodał od siebie czekoladę, kiełbasę i lody.

Po co jej lody? zapytała Dobrosława.

Wiesz, miałem babcię. Bardzo lubiła lody, ale prawie nigdy ich sobie nie kupowała zawsze szkoda było jej pieniędzy.

To ze mną też jesteś z litości, jak z tym psem i starszą panią? zapytała Dobrosława.

Zwariowałaś? Bardzo mi się podobasz. Jesteś jasna, dobra. A zwierzątek i starszych ludzi mi żal. Mam pieniądze, czemu nie mogę pomóc?

Pies pochłonął wszystko i poszedł swoją drogą.

No i jak było? zadzwoniła tego wieczoru Łucja.

Dobrze odpowiedziała Dobrosława.

Co dobrego?

Spotykam się z Adamem. Dzięki, iż nas poznałaś.

Co? Ten flegmatyk ci się podoba?

Jest bardzo dobry. Ciekawie się z nim rozmawia. Powiedział, iż bardzo mu się podobam.

Łucja coś mamrotała i rozłączyła się. Niedługo potem przyszła do ich domu.

Dobrosława położyła Antka spać i już miała dołączyć do mamy i siostry, gdy usłyszała ich rozmowę w kuchni i przystanęła w drzwiach.

Tej idiotce zawsze się udaje. Chciałam zrobić Adama w konia za to, iż mnie spławił, a on zakochał się w tej krowie.

Co ty gadasz? Masz przecież męża oburzyła się mama.

Mąż… Szuka sobie nowej, rozwód to tylko kwestia czasu. Co ja mam robić, mamo?

Może przesadzasz?

Nie, mamo. Czemu tak? Gruba, głupia, w cudzych włosach dłubie. choćby syna ma, a ja nie mogę urodzić.

To we mnie miał się zakochać! To dzięki mnie się poznali. Lepiej by było, żebym ją wtedy do kanału wepchnęła!

Co ty mówisz?…

Mamo, co się dzieje?! wykrzyknęła nagle Łucja, a Dobrosława wbiegła do kuchni.

Mama złapała się za serce, ciężko łapała powietrze, przewracała oczami. Dobrosława zadzwoniła na pogotowie.

Lekarze zdążyli na czas. Po udarze nie było poważnych konsekwencji.

Dwa miesiące później Dobrosława wyszła za Adama i przeniosła się z synem do niego.

Ale mamę odwiedzała niemal codziennie. Łucja pokłóciła się ze wszystkimi i wyjechała szukać szczęścia

Rodzice myślą, iż dzieci są małe, niczego nie rozumieją, a kłócą się przy nich. A dzieci wszystko słyszą i wyciągają wnioski.

Często walka między siostrami o miłość rodziców czy uwagę chłopaków bywa okrutna. Zemsta obraca się przeciw temu, kto ją knuje.

Dzieci nigdy nie słuchają dorosłych, ale nigdy się nie mylą, naśladując ich.

James Baldwin

Słowa, które słyszy córka czy są to słowa wsparcia i troski, czy te, które ranią przyjmowane są przez nią jako prawdy o niej samej i o relacjach z ludźmi.Dobrosława długo jeszcze wracała myślami do wydarzeń z przeszłości. Czasem, patrząc na syna bawiącego się z Adamem, łapała się na tym, jak mocno trzyma się blisko jakby chciała nadrobić wszystkie stracone uściski z własnego dzieciństwa. Jednak jej dom już był inny. Delikatność Adama, jego cierpliwość i cichy śmiech wypełniały mieszkanie spokojem, którego kiedyś tak bardzo pragnęła.

Po jakimś czasie Łucja zadzwoniła. Rozmowa była krótka, dziwnie ostrożna, jakby obie bały się dawnych ran. Po zakończeniu, Dobrosława odłożyła telefon i poczuła dziwne westchnienie ulgi smutek i wybaczenie splecione w jedno. Wiedziała już, iż nie powinna walczyć o czyjąś miłość za wszelką cenę; iż czasem, żeby ją zyskać, wystarczy pokochać najpierw siebie i dać sobie prawo do szczęścia.

Kiedyś, jako dziewczynka, ukrywała się w kącie, zamykając oczy, by nie istnieć. Dziś już nie była niewidzialna. Siedziała w jasnej kuchni, przy stole z rodziną, a przez okno wpadało letnie światło. Rozmawiali, śmiali się, dzielili codzienność. I choć życie nie przestało zadawać pytań o podobieństwo, o sprawiedliwość, o wybory matek i córek Dobrosława znała już odpowiedź.

Bo w końcu, czasem drugie imię szczęścia to Dobrosława.

Idź do oryginalnego materiału