Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć pewną historię…
Kiedyś, dawno temu, do domu Magdy i Pawła przyszła opiekunka Halina, kobieta o ciepłym sercu i złotych rękach. Ich syn, mały Bartek, miał wtedy zaledwie kilka miesięcy. Halina nie była dla niego zwykłą nianią stała się jego opoką, jakby aniołem-stróżem. Magda, zapracowana i wiecznie zabiegana, z czasem zauważyła z zazdrością, iż jej syn zwierza się właśnie tej obcej kobiecie, a nie jej. W sercu Magdy zrodziło się coś okropnego czarna zazdrość, która tylko rosła.
Gdy Bartek skończył osiem lat, Magda podjęła decyzję: musi się pozbyć Haliny. Paweł był temu przeciwny wiedział, iż Halina to uczciwa i dobra osoba. Ale Magda była nieugięta i posunęła się choćby do podłości: schowała swoją złotą bransoletkę pod poduszkę Haliny i wezwała policję. Halinę, mimo łez i krzyków o niewinności, skazano na dwa lata więzienia. Bartek rozpaczliwie trzymał się jej rąk, ale siłą go odciągnięto
Minęło dwadzieścia lat.
Bartek miał już 28 lat i świetnie radził sobie w życiu, ale w głębi duszy wciąż tęsknił za kobietą, która podarowała mu prawdziwe ciepło. Tymczasem Magda poważnie zachorowała. Była bliska śmierci, ale śmierć wciąż po nią nie sięgała. Cierpiała niewyobrażalnie.
Którejś nocy poprosiła syna, żeby przyszedł do jej pokoju i we łzach wyznała straszną prawdę:
Bartek, nie mogę umrzeć… Śmierć nie zabiera mnie, bo mam na sumieniu straszny grzech. Skrzywdziłam niewinną osobę. Znajdź Halinę. Błagam Cię, sprowadź ją do mnie.
Bartek odszukał Halinę w małym domku na obrzeżach miasta. Bardzo się postarzała, miała spracowane, szorstkie ręce, ale jej oczy pozostały takie jak dawniej łagodne i pełne wybaczenia.
Ciociu Halino szepnął, przytulając ją mocno. Moja mama bardzo prosi, żeby pani przyszła. Odchodzi i potrzebuje pani wybaczenia.
Halina nie zawahała się ani chwili. Przyjechała z nim. Gdy weszli do sypialni, wyczerpana chorobą Magda aż drgnęła.
Dzień dobry, Halino… wydusiła, wyciągając do niej drżącą rękę.
Halina podeszła spokojnie, ujmując jej dłoń.
Przepraszam Cię, Halino. Przepraszam, iż tak Cię skrzywdziłam. Popełniłam grzech i teraz za to cierpię. Bóg nie chce mnie zabrać, dopóki mi nie wybaczysz…
Halina spojrzała jej w oczy tej kobiecie, która kiedyś zniszczyła jej życie i w jej sercu nie zostało już w ogóle miejsca na nienawiść.
Już dawno Ci wybaczyłam, Magdo. Śpij spokojnie.
Magda jakby odetchnęła z ulgą. Jej twarz się wypogodziła. Spojrzała ostatni raz na syna, potem na Halinę:
Bartek… teraz jest już Twoim skarbem. Dbaj o niego.
Tej samej nocy Magda odeszła. Halina stała się dla Bartka prawdziwą mamą, zasiadła w jego domu jak najbliższa rodzina. Bartek otoczył ją taką troską, jakiej długo jej brakowało. niedługo poznał dobrą dziewczynę, wziął ślub i Halina pobłogosławiła ich jak prawdziwa babcia dla ich dzieci.
Prawda zwyciężyła, a dobroć uleczyła wszystkie stare rany.













