Restauracja, do której zaprosił mnie Bartosz na nasze drugie spotkanie, tryskała ostentacyjnym przepychem: miękkie światło, kelnerzy sunący niczym cienie po sali, pluszowe fotele, połyskujące żyrandole. Bartosz doskonale komponował się z tym wnętrzem garnitur szyty na miarę, drogi zegarek, ta charakterystyczna, pewna siebie półuśmiech człowieka, który zawsze gra pierwsze skrzypce.
Zamów, co chcesz rzucił lekko, choćby nie patrząc do karty. Nie znoszę, gdy kobieta się ogranicza.
Brzmiało to efektownie, jakby cytował bajkę o szczodrym księciu, ale we mnie narastał niepokój. Może przez to, jak lustrował mnie spojrzeniem, a może przez jego zbyt chętnie opowiadane historie o byłych partnerkach, które jak twierdził widziały w nim jedynie portfel.
Wybrałam sałatkę z kaczką i kieliszek rieslinga. Bartosz postawił na bogato: stek, tatar, butelka drogiego czerwonego wina. Snuł opowieści o biznesie, żalił się na płytkość ludzi, rozprawiał o wartościach i duchowej bliskości. Słuchałam i przytakiwałam, ale czułam się nieswojo jakby to nie była randka, ale egzamin, podczas którego ktoś zaraz zada podchwytliwe pytanie.
Teatr jednego aktora
Kiedy kelner położył na stole czarną skórzaną teczkę z rachunkiem, Bartosz choćby na chwilę nie przerwał swoich rozważań o upadku obyczajów. Powoli sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, potem do drugiej. Poklepał po spodniach. Jego twarz nagle straciła pewność siebie udawał zaskoczenie i zakłopotanie.
O kurczę… wymamrotał, patrząc mi prosto w oczy. Chyba zostawiłem portfel w biurze albo w drugim aucie.
Rozłożył ręce w teatralnym geście bezradności, ale nie było w nim cienia niepokoju. Nie poprosił kelnera o zaczekanie, choćby nie wyciągnął telefonu, jakby chciał zrobić przelew. Po prostu patrzył, grając swoją rolę.
No dziwna sytuacja, co nie? wyciągnął się w fotelu. Może mnie wyratujesz? Opłacisz teraz, oddam później. Albo przy następnej okazji z nawiązką.
W tej chwili stało się jasne: to nie był przypadek ani roztargnienie. Siedział przede mną dorosły mężczyzna, który na zimno zaplanował test dokładnie taki, o jakim sam przez pół wieczora opowiadał.
Czytałam o takich sytuacjach w internecie, widziałam w tanich serialach, ale nigdy nie sądziłam, iż spotka mnie to osobiście w wydaniu kogoś, kto tak chętnie chwali się swoim sukcesem.
Jego logika była dziecięco prosta: jeżeli kobieta bez słowa płaci za dwóch jest w porządku, wygodna, gotowa ratować i dźwigać ciężar. jeżeli odmówi jest materialistką, która leci tylko na pieniądze. Nagle przede mną nie siedział już przedsiębiorca, tylko niedojrzały manipulator, próbujący rozgrywać cudzymi emocjami.
Był przekonany, iż ma mnie w garści, iż perspektywa związku z partią powinna skłonić mnie do posłusznego sięgnięcia po kartę.
Chłodna kalkulacja
Z niespieszną pewnością siebie otworzyłam torebkę, zachowując zupełny spokój. Bartosz odetchnął z wyraźną ulgą dla niego sprawa była przesądzona.
Oczywiście, nie ma problemu powiedziałam łagodnie, przywołując kelnera ruchem ręki.
Czy mogliby państwo podzielić rachunek? zapytałam wyraźnie. Opłacę swoje zamówienie. Stek, wino i deser zostają po stronie dżentelmena.
Uśmiech Bartosza zniknął w jednej chwili.
Jak to? wysyczał, pochylając się do mnie. Przecież nie mam portfela.
Wiem odparłam, zbliżając telefon do terminala. Ale jesteśmy ze sobą krótko znajomi. Zapłacenie za siebie jest czymś normalnym. Kolacja mężczyzny, który sam zaprosił mnie do drogiej restauracji i zamówił najdroższe pozycje w menu, to już nie moja odpowiedzialność. Jesteś dorosły, dasz sobie radę.
Kelner zamarł, z zakłopotaniem przerzucając wzrok między nami. Bartosz czerwił się coraz bardziej, podczas gdy z niego powoli opadał ten cały pozorny blask.
Naprawdę? Przez parę złotych? Przecież mówiłem, iż oddam! Chciałem cię tylko sprawdzić…
I sprawdziłeś odpowiedziałam wstając. Nie pozwalam sobą manipulować.
Już ruszałam do wyjścia, ale poczułam, iż to jeszcze nie koniec przedstawienia. Został przy stole z rachunkiem, zły i zagubiony, bez swojego portfela.
Wróciłam, wyciągnęłam z portmonetki kilka zgniecionych banknotów i garść drobnych tych samych, które zawsze walają się na dnie torebki.
Ach tak dodałam z ironicznym uśmiechem. Skoro portfel został w aucie, to na taksówkę pewnie też nie masz?
Położyłam pieniądze obok jego kieliszka z drogim winem.
To na bilet na metro. Nie martw się, dojedziesz. Uznaj to za mój wkład w twoje badania żeńskiej duszy.
Kilka osób z sąsiednich stolików spojrzało ciekawie w naszą stronę. Bartosz wyglądał, jakby dostał policzek.
Wyszłam na ulicę.
Ten wieczór kosztował mnie tylko sałatkę i kieliszek wina nieduża cena za to, żeby na czas przejrzeć człowieka na wylot i oszczędzić sobie lat rozczarowań. Mam nadzieję, iż wyciągnął wnioski, choć tacy ludzie raczej się nie zmieniają.
A Ty co byś zrobiła na moim miejscu? Ratowała zapominalskiego kawalera czy wybrała twardą, ale uczciwą postawę?








