Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć o tym, jak mój brat Kacper po studiach wyjechał do pracy aż do Szczecina. Plan był prosty: popracuje tam rok, odłoży trochę pieniędzy i wróci do rodzinnego Lublina, żeby kupić własne mieszkanie. No ale wiadomo, życie pisze własne scenariusze. Poznał tam pewną dziewczynę, Karolinę swoją drogą typowo polskie imię i nagle wszystko się zmieniło. Zdecydowali się na ślub, Kacper został na Pomorzu, a my tak naprawdę nigdy bliżej nie poznaliśmy jego żony.
Świetnie się składało, bo akurat kiedy się żenili, byłam w ostatnim miesiącu ciąży. Lekarz nie miałby litości, więc nie miałam szans pojechać na wesele. Tata utknął w pracy i też nie mógł się wyrwać, więc jedynie moja mama pojechała reprezentować rodzinę. Ale powiem Ci, mama ograniczyła się do typowej polskiej gościnności uśmiech, krótka pogawędka i koniec znajomości. Po ślubie młodzi polecieli w podróż poślubną, a mama wróciła kilka dni później do domu. Na odchodnym wspominała, iż Karolina jest śliczną, sympatyczną dziewczyną. Lata mijały, a my dalej nie mieliśmy okazji spędzić z nimi czasu.
I wyobraź sobie, w tym roku Kacper zadzwonił z wiadomością, iż planują wielką wakacyjną wyprawę przez całą Polskę! Najpierw mieli przyjechać do nas, potem wybierali się na wesele koleżanki Kacpra w Warszawie, dalej zjazd klasowy w Poznaniu, a na koniec urlop z rodzicami nad Bałtykiem. U nas mieli spędzić dokładnie dwa dni. Z początku byłam spokojna. Co prawda nasze mieszkanie jest malutkie, ale mieliśmy możliwość przenocowania ich w domku letniskowym teściów pod Lublinem. Teściowa nie miała nic przeciwko, żebyśmy użyli domku. Jasne, dawno nie było tam remontu, ale dało się żyć wiesz jak jest, działka jak działka.
Czekałam na nich pozytywnie nastawiona, aż wreszcie przyjechali. I od samego wejścia się zaczęło Kacper przedstawił Karolinę i zanim wypiła herbatę, już zdążyła ponarzekać. Raz, iż upał w PKP, dwa, iż wszędzie głośno, trzy iż nie mogła znaleźć miejsca na bagaż.
Pojechaliśmy na działkę, pokazuję im wszystko, a Karolina jak zobaczyła łazienkę z prysznicem i toaletą ogrodową, to miała taką minę, jakby zobaczyła ducha. Zaraz wzięła Kacpra na bok, coś mu tam szeptała i po chwili Kacper poprosił mojego męża, żeby podwiózł ich z powrotem do miasta. Karolina oznajmiła, iż z tego prysznica nie skorzysta. Pojechali do nas, ona się wykąpała, zrobiła make-up i wrócili na działkę.
Wieczorem przyszło do kolacji, a tu się okazuje, iż nic nie tknie. Ugotowaliśmy bigos, pierogi, jak u mamy wszystko co najlepsze. Ale widocznie na liście składników od razu zauważyła gluten, tłuszcz i nie wiadomo, co jeszcze, więc kończyło się na liściu sałaty i kilku ogórkach. choćby warzywa traktowała podejrzliwie, jakby były z Czarnobyla.
A jak przyszło do spania, to też nie pokój jej nie odpowiadał i wróciliśmy z całą ekipą na noc do nas, do mieszkania w bloku. Nazajutrz, jak się wybraliśmy na spacer po Lublinie, to już myślałam, iż nie dam rady Karolina kaprysiła gorzej niż mój trzylatek: raz jej gorąco, raz boli noga, zaraz jej się nudzi i w końcu zaczęła mnie pytać, kiedy odjeżdżają pociągi. Mówię Ci szczerze, chyba nigdy w życiu nie cieszyłam się tak bardzo z czyjegoś wyjazdu! Do tej pory podziwiam Kacpra, iż daje radę z takim temperamentem na co dzień. A wystarczyły im ledwo dwa dni, żeby nas wykończyćAle wiesz co jest najśmieszniejsze? Po całym tym zamieszaniu dostałam od Karoliny SMS-a z podziękowaniami. Napisała, iż lubi mieć wszystko po swojemu, ale pierwszy raz spróbowała ogórka kiszonego z naszego ogródka i chce przepis. Później zaczął się między nami taki nieśmiały kontakt najpierw o ogórki, potem o uprawę ziół na balkonie, aż w końcu wymieniamy się zdjęciami naszych dzieciaków. Ostatnio choćby zasugerowała, iż może kiedyś zaproszą nas na Pomorze i już nie boję się, iż zabraknie jej tam wygód, bo chyba wiem, iż ten jej temperament to tylko brak pewności w nowym otoczeniu.
Tak sobie myślę, iż czasem z rodziną to jak z ogórkami: na początku wydają się za kwaśne, za twarde, a potem odkrywasz, iż to właśnie one nadają potrawie charakter. Więc choć wciąż jestem pełna podziwu dla Kacpra, to teraz, kiedy patrzę na tę relację z Karoliną, trochę lepiej rozumiem, iż każdy z nas kiszony jest w innym zalewie i czasem wystarczy dać sobie szansę, by się polubić.





