Mój brat, Tomasz, gdy skończył studia, przeprowadził się do Wrocławia, by podjąć tam pracę. Plany miał proste pomieszkać rok, odłożyć trochę pieniędzy i wrócić do rodzinnego Kielc, żeby kupić własne mieszkanie. Jednak życie postawiło mu na drodze inną możliwość. Poznał tam dziewczynę Jagodę, zakochali się, a po niedługim czasie postanowili wziąć ślub. Tomasz został więc we Wrocławiu na stałe. Nikt z naszej rodziny nie znał jeszcze Jagody. Los sprawił, iż podczas ich ślubu byłam w dziewiątym miesiącu ciąży i lada dzień miałam rodzić, więc oczywiste było, iż nie dam rady nigdzie się ruszyć. Tata nie mógł dostać w pracy urlopu, dlatego na ślubie była tylko moja mama. Mama spotkała wtedy pierwszy raz Jagodę, ale nie zbliżyły się jakoś szczególnie po prostu poznanie i tyle. Pojechali z Tomaszem w podróż poślubną, a mama wróciła do Kielc kilka dni później. Mówiła, iż Jagoda była ładna, uśmiechnięta i sympatyczna. Minęły lata, a my wciąż nie mieliśmy okazji lepiej poznać żony mojego brata.
Niespodziewanie w tym roku Tomasz zadzwonił z radosną wieścią planuje wakacyjną podróż po Polsce razem z Jagodą. Na pierwszy ogień mieli przyjechać do nas do Kielc na dwa dni, potem udali się na wesele kolegi mojego brata, następnie na zjazd klasowy, a potem jeszcze spotkanie z jego teściami nad Bałtykiem, by na końcu wrócić do Wrocławia. Wszystko zapowiadało się świetnie. Fakt, iż nasze mieszkanie nie jest duże, ale mieliśmy do dyspozycji działkę i murowany domek moich teściów pod Kielcami. Teściowa bez problemu zgodziła się udostępnić nam to miejsce. Choć domek od dawna nie był remontowany, spokojnie można tam było mieszkać. Byłam dobrej myśli, interesująca tej wizyty i ucieszona, iż w końcu spotkam bratową.
Przyjechali zgodnie z planem, ale niemal od pierwszej chwili pojawiły się kłopoty. Tomasz przedstawił mi Jagodę. Już przy powitaniu zaczęła narzekać iż w podróży było jej strasznie gorąco, iż hałas, iż autobus niewygodny, i tak w kółko. Później przyjechaliśmy na działkę. Oprowadziłam ich po domku; Jagoda spojrzała na łazienkę i prysznic z takim niesmakiem, jakby ktoś tam rozlał benzynę. Zaraz zaprosiła Tomasza do krótkiej rozmowy na osobności, po czym brat wyszedł z prośbą, czy mój mąż może ich zawieźć do centrum. Okazało się, iż Jagoda nie zamierza korzystać z naszego prysznica. Pojechali do naszego mieszkania, tam się umyła, poprawiła makijaż i wrócili.
Następnego dnia okazało się, iż nie chce jeść niczego, co przygotowaliśmy. Choć naprawdę staraliśmy się były domowe pierogi, schabowy, świeży chleb, ciasto. Czepiała się, iż gluten, tłuszcz, nie wiadomo co jeszcze. Ostatecznie zjadła tylko ogórki i paprykę, a choćby na te patrzyła podejrzanie. Do pokoju, który dla nich przygotowaliśmy, też nie chciała wejść, bo „za ciasno” i „za duszno”, więc znowu wróciliśmy na noc do miasta, do naszego mieszkania. A kiedy wybraliśmy się razem na spacer po centrum Kielc, była bardziej marudna niż mój trzyletni Jaś ciągle coś było nie tak: a to upał, a to nogi bolą, a to nudzi się, a to zachciało jej się wracać.
Przyznam szczerze, odetchnęłam z ulgą, gdy ruszyli dalej w drogę. Zastanawia mnie, jak Tomasz wytrzymuje z nią na co dzień. Nas, całą rodzinę, wykończyła w dwa dni. Ta sytuacja przypomniała mi, iż choćby w rodzinie warto czasem zachować dystans i akceptować odmienność nie wszyscy muszą być tacy jak my ani my nie musimy wszystkim przypaść do gustu. Czasem najważniejsze to nauczyć się odpuszczać i po prostu cieszyć się własnym życiem.





