Mój syn powiedział, iż podarował mi dom na wsi, ale kiedy dotarliśmy na miejsce, poczułem, jak podłoże ślizga się pod stopami. Nazywam się Ricardo i mam 78 lat.
Nigdy nie sądziłem, iż będę szukał rad u nieznajomych, a jednak tu jestem. Potrzebuję waszej opinii.
Większość dorosłego życia spędziłem jako samotny ojciec. Moja żona, Emilia, zmarła na raka, gdy nasz syn Miguel miał zaledwie dziesięć lat (obecnie ma 35). Był to trudny okres, ale udało nam się przetrwać razem. Od tego czasu byliśmy tylko we dwójkę przeciwko światu. Starałem się być jednocześnie matką i ojcem, nieustannie pracując, by zapewnić mu wszystkie możliwe szanse.
Miguel dorósł na porządnego chłopaka. Oczywiście miał chwile buntownicze, ale generalnie był miły, pracowity i zdawał się być rozsądny. Radziło mu się w szkole, dostał częściowe stypendium na studia, a po ich ukończeniu znalazł dobrą pracę w sektorze finansowym.
Zawsze byłem z niego dumny, obserwując, jak staje się udanym dorosłym. Pozostaliśmy blisko, choćby po jego wyprowadzce: regularnie rozmawialiśmy telefonicznie i spotykaliśmy się przy kolacji przynajmniej raz w tygodniu.
Tato rzekł, nie mogąc spojrzeć mi w oczy Przepraszam. Wiem, iż mówiłem o małym domku, ale to będzie lepsze dla ciebie. Tutaj będą się tobą opiekować.
Opiekować się mną? Nie potrzebuję nikogo! Jestem całkowicie samowystarczalny. Po co mnie okłamałeś?
Tato, proszę. W końcu Miguel spojrzał mi w oczy, pełne błagania.
Ostatnio zapominasz rzeczy. Martwi mnie, iż mieszkasz sam. To miejsce ma świetne udogodnienia i zawsze będzie ktoś w pobliżu, gdy będziesz potrzebował pomocy.
Zapominać? Każdy od czasu do czasu coś zapomina! krzyknąłem, łzy gniewu płynęły po twarzy.
To nieprawda, Miguel. Zabierz mnie natychmiast do domu.
Miguel pokręcił głową i wydał najgłośniejszą wiadomość dnia:
Nie mogę tego zrobić, tato. Już sprzedałem dom.
Poczucie, iż podłoże pod moimi stopami się rozmywa, ogarnęło mnie. Wiedziałem, iż zgodziłem się na sprzedaż, ale myślałem, iż mam jeszcze sporo czasu. Chciałem poznać nowych właścicieli, dobrać odpowiednią rodzinę i wyjaśnić, jak dbać o stary dąb w ogrodzie.
Dlatego to, co wydarzyło się niecały rok temu, było dla mnie szokiem. Wtorkową nocą Miguel przyjechał do mojego domu, wyraźnie podekscytowany.
Tato wykrzyknął mam wspaniałą wiadomość! Kupiłem ci domek na wsi!
Domek? Miguel, o czym mówisz?
To idealne miejsce, tato. Spokojne, ciche dokładnie to, czego potrzebujesz. Pokochasz to!
Byłem zaskoczony. Przeprowadzka tak daleko wydawała się zbyt dużym krokiem.
Miguel, nie musiałeś tego robić. Tu mi dobrze.
Lecz on nalegał:
Nie, tato, zasługujesz na to. Twój obecny dom jest za duży dla jednej osoby. Nadszedł czas zmiany. Zaufaj mi, będzie wspaniale.
Przyznałem, iż byłem sceptyczny. Dom, w którym mieszkałem, był naszym rodzinnym gniazdem od ponad 30 lat. To tam dorastał Miguel, tam Emilia i ja budowaliśmy nasze życie. Mój syn jednak wydawał się tak pewny i zachwycony, iż wierzyłem w jego decyzję. Zawsze byliśmy wobec siebie szczerzy.
Mimo wątpliwości zgodziłem się na przeprowadzkę i sprzedaż starego domu. W kolejnych dniach pakowałem swoje rzeczy, a Miguel zajął się większością organizacji. Zapewniał, iż wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Jego troska sprawiła, iż odłożyłem na bok obawy.
W końcu nadszedł dzień wyjazdu do nowego miejsca. Gdy wsiadaliśmy do samochodu, Miguel wymieniał zalety nowego lokum. Im dalej odjeżdzaliśmy od miasta, tym bardziej rośnie we mnie niepokój.
Otoczenie stawało się coraz bardziej puste. To nie była malownicza wieś, której się spodziewałem: brak zielonych wzgórz, brak pięknych krajobrazów. Zamiast przyjaznych sąsiadów i tętniących życiem ulic, znajdowały się rozległe, nijakie pola i opuszczona farma.
Domy, które kiedyś podziwiałem i rozważałem zakup w czasach, gdy Emilia jeszcze była z nami, były przytulne, otoczone przyrodą. To, co widziałem teraz, było zupełnie inne.
Miguel zapytałem czy jesteśmy na adekwatnej drodze? To nie wygląda jak ta wieś, o której marzyłem.
On zapewnił, iż jedziemy adekwatną trasą, ale unikał mojego spojrzenia.
Po około godzinie skręciliśmy na długą, krętą drogę. Na końcu ujrzałem duży, monotonnym budynek. Serce zamarło, gdy przeczytałem szyld: Sunset Haven.
To nie był domek. To była dom opieki dla seniorów.








