Moja teściowa postanowiła zamieszkać w moim mieszkaniu i oddać swoje własne mojej córce – rodzinna i…

twojacena.pl 3 tygodni temu

Dziennik. 17 czerwca

Od kiedy teściowa postanowiła przenieść się do mojego mieszkania i oddać swoje własne naszej córce, życie wywróciło się do góry nogami.

Mój mąż, Michał, wychował się w dużej rodzinie. Jego mama przez lata rodziła dzieci, aż w końcu urodziła swoją ukochaną córkę, Zosię. Dziwna strategia ale nie mnie to oceniać. W rodzinie zawsze panowały różne gry i zależności.

Kiedy wychodziłam za Michała, sądziłam, iż los mi sprzyja. Wydawał się odpowiedzialny, odważny, silny. Wiedział, czym jest rodzina, ale nigdy nie potrafił odłączyć się od swojej mamy i młodszej siostry. Teściowej raczej nie zależało szczególnie na synach, ale dobro Zosi stawiała ponad wszystko.

Zosię poznałam, gdy miała 10 lat. Na początku nie przeszkadzała mi wcale, ale po kilku latach zaczęła mnie irytować. Nie chciała się uczyć, kręciła się w towarzystwie nie najlepszych chłopaków, a wszystkim miał się zajmować Michał. Szwagierka potrafiła zadzwonić do brata w środku nocy, żeby natychmiast do niej przyjechał.

Miałam nadzieję, iż Zosia wydorośleje, wyjdzie za mąż i wszystko się ułoży. Ale gdzie tam! Gdy w końcu postanowiła się pobrać, teściowa namówiła synów, żeby zrzucili się na wesele, bo ona sama nie miała pieniędzy. Jej wybranek też ledwo wiązał koniec z końcem, więc młodzi małżonkowie musieli zamieszkać z teściową.

Dziecko, kolejne dziecko Teściowa w końcu zrozumiała, iż życie w jednym mieszkaniu z dorosłymi dziećmi i wnukami to nie jest dobry pomysł. I wtedy wymyśliła genialne rozwiązanie przeprowadzi się do nas, a swoje mieszkanie odda Zosi. Tyle tylko, iż nasze M2 kupiłam za swoje oszczędności Michał nie dołożył ani grosza. Co ciekawe, on sam nie widzi w tym nic złego, mówi: Mama pomoże nam w domu.

Mieszkamy w dwóch pokojach. Nie mam ochoty z nikim dzielić swojej przestrzeni i rezygnować z własnej wygody. Teściowa uważa, iż tak powinno być, bo jej zdaniem to najstarszy syn powinien zadbać o dobro rodziców.

Kocham Michała, rozwód choćby nie wchodzi w grę. Ale jak mam go przekonać, iż wspólne życie z jego mamą to droga przez mękę? Jak mu wytłumaczyć, iż to nie jest zwykły dyskomfort, ale prawdziwe piekło na ziemi? Może ktoś podpowie, co zrobić?

Idź do oryginalnego materiału