29 marca 2024
Zawsze uważałem się za człowieka, który konsekwentnie dąży do celu. Może dlatego już jako dwudziestopięciolatek byłem dumnym właścicielem własnego mieszkania w Warszawie. Nikt mi nie pomagał ani rodzice, ani kuzyni, ani nikt z dalszej rodziny. Na wszystko zapracowałem samodzielnie, odkładając każdą złotówkę.
Kiedy poznałem Zofię, od razu straciłem dla niej głowę. Zauroczony, nieopatrznie pochwaliłem się, iż mam swoje mieszkanie. Już na początku postawiłem jednak sprawę jasno: nie zamierzam przeprowadzić się do jej mieszkania ani zapraszać ją na stałe do siebie. Ustaliliśmy, iż wynajmiemy wspólnie kawalerkę i każde z nas będzie wynajmować swoje własne lokum, by oszczędzać na wspólne auto.
Zosia zapewniła, iż to rozsądny pomysł i gwałtownie uzbiera pieniądze na wspólny wynajem. Tak minęło pół roku. Pewnego dnia zjawiła się u mnie pod drzwiami z walizką w ręku. Oznajmiła, iż straciła pracę, jest niewypłacalna i nie ma się gdzie podziać.
Poprosiła, żebym przygarnął ją chociaż na kilka tygodni. Na szczęście ma przecież rodzinę w Lublinie. Nie otworzyłem przed nią drzwi mojego domu. Uznałem, iż to tylko wymówka, by trochę mi zwalić się na głowę i korzystać z wygód na mój koszt.
Ostatecznie zakończyłem tę znajomość definitywnie. Dzisiaj wiem, jak ważne jest, by stawiać jasne granice i cenić własny wysiłek. Gdy ktoś szuka jedynie wygodnego życia cudzym kosztem, lepiej trzymać się z daleka.






![Małgorzata Tomaszewska o partnerze: Najważniejsze było dla mnie, czy mój syn go zaakceptuje [PODCAST]](https://m.mamadu.pl/3f099b66bde9ff4a8bfec0d4cc9df4be,1920,1080,0,0.webp)




