„Na tak dobrym weselu to dawno nie byliśmy”. Seniorzy z ziemi włodawskiej z wizytą w gminie Kodeń [ZDJĘCIA]

supertydzien.pl 9 godzin temu
Najpierw rozmowa. Potem już poszło samoPrzy wspólnym obiedzie w Domu Pielgrzyma trudno było jeszcze przewidzieć, jak zakończy się ten dzień. Pojawiły się ciepłe dania, kawa, herbata i ciasto. Początkowo rozmowy toczyły się przede wszystkim w mniejszych grupach.Nie trwało to długo.- Myśmy się wcześniej nie znali, a przy stole człowiek chwilę porozmawia i już wychodzi, iż wspólnych znajomych pół powiatu mamy - żartowała jedna z seniorek.Ktoś zaczął śpiewać, kolejne osoby podchwyciły melodię. Z jednego końca stołu odpowiadał drugi. Atmosfera oficjalnej wycieczki gwałtownie ustąpiła miejsca biesiadzie.- Jak już poszła pierwsza piosenka, to wiadomo było, iż cicho dzisiaj nie będzie - komentował jeden z uczestników.Seniorom towarzyszyli wójt gminy Kodeń Jerzy Troć, pani dyrektor Gminnego Centrum Kultury, Sportu i Turystyki w Kodniu Ewa Rafałko oraz pani dyrektor Gminnej Biblioteki Publicznej w Wyrykach Ewa Jabłońska.Ale zanim uczestnicy usiedli razem przy stole, mieli już za sobą kilka godzin wspólnej podróży.„W życiu bym nie powiedziała, iż to tak naprawdę wygląda”Autokar z seniorami z ziemi włodawskiej wyruszył po godz. 7.00. Pierwszym przystankiem były Kąty i znajdujące się tam fermy drobiu Wipasz.Uczestnicy weszli na teren obiektów, zobaczyli, jak funkcjonują i poznali stosowane w nich rozwiązania. Był czas na pytania, rozmowę z gospodarzami i poczęstunek. Na zakończenie seniorzy otrzymali również drobne upominki.- Ja tam wolę zobaczyć na własne oczy niż później słuchać, jak jeden drugiemu opowiada. Można było wejść, zapytać, zobaczyć, jak to wygląda i człowiek już coś wie - mówiła jedna z uczestniczek.Dla wielu był to przede wszystkim niecodzienny punkt wyjazdu.- Na wycieczkach człowiek kościoły zwiedzał, muzea zwiedzał, ale na takiej fermie pierwszy raz byłam. Ciekawość była, nie powiem – do takiej pracy to bym z chęcią dojeżdżał choćby od siebie z Włodawy - dodała inna seniorka.Z Kątów grupa ruszyła do Kodnia.„W Kodniu, tutaj człowiek trochę inaczej patrzy”Przez około półtorej godziny przewodnik prowadził seniorów przez Sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej Królowej Podlasia - Matki Jedności oraz otaczającą je przestrzeń, w tym Kalwarię Kodeńską. Przy kolejnych miejscach opowiadał o ich historii, znaczeniu i związanych z nimi wydarzeniach.- W Kodniu już byłam, ale tutaj zawsze się chce wracać. To jest takie miejsce, gdzie człowiek na chwilę zapomina o wszystkim innym - mówiła jedna z seniorek.Inni zwracali uwagę, iż wspólny wyjazd miał dla niej również wymiar religijny.- Dobrze, iż nie było tylko zabawy. Najpierw mogliśmy pobyć w sanktuarium, pomodlić się, posłuchać historii. Człowiekowi takie rzeczy też są potrzebne – podkreślała jedna z uczestniczek.Dopiero po zwiedzaniu cała grupa spotkała się przy wspólnym stole. I właśnie tam zaczęła się ta część wyjazdu, którą seniorzy najczęściej wspominali później w autokarze.Kurczak w ziołach, muzyka i tańcePo obiedzie przed seniorami pojawił się duży kocioł ustawiony nad ogniem. Za gotowanie zabrał się Karol Kus - kucharz i muzyk znany m.in. z programu „Smaki Polski - Kuchnia Dworska”.Miał przygotować swoje autorskie danie - kurczaka kąpanego w ziołach, oczywiście z odwiedzonych wcześniej „Naszych Ferm” Wipaszu.Nie były to jednak warsztaty, podczas których uczestnicy przez kilka godzin siedzieli i obserwowali kucharza. Kus kroił, doprawiał i wrzucał kolejne składniki do kotła, jednocześnie opowiadając o używanych produktach, ziołach, ich zastosowaniu, adekwatnościach i historii.Kurczak miał gotować się około dwóch i pół godziny. Seniorzy nie zamierzali spędzić tego czasu w krzesłach.- Mówią, iż kurczak musi się długo gotować. No to co mieliśmy robić? Jak grał pan Karol to nie dało się nie tańczyć - śmiała się jedna z uczestniczek.Kus przeplatał opowieści kulinarne śpiewem, a seniorzy gwałtownie podejmowali kolejne piosenki. Jedni tańczyli, inni śpiewali przy stołach, jeszcze inni zaglądali do kotła i dopytywali o przepis.- Przyjechaliśmy na wycieczkę, a zrobiło się wesele. Tylko młodej pary brakowało - podsumował jeden z seniorów.„Chcieliśmy dać im czas, żeby naprawdę się poznali”Za inicjatywą stała pani dyrektor Gminnego Centrum Kultury, Sportu i Turystyki w Kodniu Ewa Rafałko. Pomysł od początku zakładał stworzenie seniorom z różnych gmin okazji nie tylko do udziału w wycieczce, ale przede wszystkim do poznania się i wspólnego spędzenia czasu.W przygotowania zaangażowali się wójt Jerzy Troć i gmina Kodeń, a zaproszenia skierowano do starostwa oraz samorządów ziemi włodawskiej.- Chcieliśmy wyjść z zaproszeniem poza naszą gminę i dać seniorom możliwość nawiązania nowych znajomości. Takie spotkanie potrzebuje czasu: na pierwszą rozmowę, wspólny posiłek, przełamanie nieśmiałości. Dlatego przygotowaliśmy program na cały dzień. Wójt Jerzy Troć i gmina Kodeń wsparli nas organizacyjnie, a dzięki wsparciu naszego partnera, firmy Wipasz, mogliśmy zrealizować go w takim zakresie. Największą satysfakcję dawało mi to, iż uczestnicy coraz swobodniej rozmawiali, śpiewali i bawili się razem. Wtedy było widać, iż nasz pomysł spełnia swoją rolę - mówi pani dyrektor Ewa Rafałko.O znaczeniu takich spotkań mówi równie dyrektor Gminnej Biblioteki Publicznej w Wyrykach – pani Ewa Jabłońska.- W pracy z seniorami trzeba pamiętać o potrzebie kontaktu z drugim człowiekiem, rozmowy i przynależności do grupy. Dlatego warto organizować spotkania również poza własną miejscowością, zapraszać do poznawania nowych osób. W Kodniu widziałam, jak gwałtownie uczestnicy znaleźli wspólny język. Rozmawiali, podejmowali przyśpiewki, razem wychodzili do tańca. Było dużo swobody i radości. To dla nas, osób pracujących w instytucjach kultury, wyraźny sygnał, iż takie inicjatywy są potrzebne i warto je rozwijać - podsumowuje.Organizatorzy zapowiadają, iż po takim przyjęciu pierwszego spotkania chcą pracować nad kolejnymi i nadać inicjatywie charakter cykliczny.„Jeszcze by się człowiek pobawił”Kiedy po blisko jedenastu godzinach seniorzy ruszyli w drogę powrotną, dzień wcale nie zakończył się wraz z zamknięciem drzwi autokaru.- Człowiek jechał na wycieczkę, a tu i zwiedzanie, i tańce, i tyle dobrego jedzenia - podsumowywał jeden z uczestników.Inni znaleźli krótsze określenie:- Na tak dobrym weselu to dawno nie byliśmy.Około godz. 18.00 autokar wrócił z seniorami do ziemi włodawskiej. Po całym dniu zwiedzania, rozmów, wspólnego stołu, gotowania i chęć do odpoczynku była równie widoczna jak do kolejnego wyjazdu.- Do domu trzeba było wracać, a jeszcze by się człowiek pobawił.Jedna z uczestniczek miała już choćby gotową odpowiedź na pytanie o kolejne spotkanie:- Jak będą zapraszać drugi raz, to ja już jestem spakowana!
Idź do oryginalnego materiału