Nadchodzi fala drożyzny. Ekspert podaje datę

warszawawpigulce.pl 2 godzin temu

Zakupy spożywcze właśnie przestały straszyć. Masło potaniało o jedną piątą, ziemniaki o jedną czwartą, a cały majowy koszyk staniał z miesiąca na miesiąc. I właśnie w tym momencie szef największego polskiego producenta nawozów mówi, iż spokój może nie potrwać długo. Padła przybliżona data.

Tłumy klientów w sklepach. | Zdjęcie poglądowe. Fot. Shutterstock.

Dlaczego jedzenie jest teraz tańsze?

Zacznijmy od dobrej wiadomości, bo to ona jest punktem wyjścia. Inflacja w maju 2026 r. wyniosła 3,1 proc. rok do roku i okazała się wyraźnie niższa od prognoz ekonomistów, którzy spodziewali się 3,7 proc. Za niespodzianką stoi przede wszystkim żywność: w ujęciu miesięcznym produkty spożywcze potaniały o 1 proc., a rok do roku ceny żywności i napojów bezalkoholowych wzrosły zaledwie o 0,5 proc.

Niektóre kategorie wręcz runęły. Z danych GUS za marzec wynika, iż ziemniaki staniały o 25 proc. rok do roku, masło o 21,9 proc., oleje roślinne o 9,9 proc., a mleko o 3,4 proc. Powód to nadwyżki produkcyjne i wysoka podaż na rynkach światowych. Dla domowego budżetu to oddech, na który wiele rodzin czekało po latach drożyzny. Problem w tym, iż tania żywność opiera się na taniej produkcji rolnej, a jej fundament właśnie zaczyna się chwiać.

Prezes Azotów wskazuje trzeci kwartał 2026 jako moment zapalny

Marcin Celejewski, prezes zarządu Grupy Azoty, w podcaście „Biznes i Pieniądze” portalu „Business Insider Polska” ostrzegł, iż światowe ceny nawozów mogą jeszcze w tym roku gwałtownie wzrosnąć. Co istotne, nie chodzi o polskie zakłady – te, jak zapewnił, mają zabezpieczone dostawy gazu, kluczowego surowca, i pracują pełną parą. Zagrożenie ma przyjść z zewnątrz.

Mechanizm jest następujący: z problemami zmagają się producenci z Bliskiego Wschodu i Azji, a rosnące światowe zapotrzebowanie na nawozy wywinduje ceny produktów importowanych. Gdy w Europie zabraknie części asortymentu, importerzy łatający tę lukę zaczną dyktować własne, wysokie stawki. Według prezesa ceny zdecydowanie mogą rosnąć – nie z winy polskiego producenta, ale importerów uzupełniających europejski deficyt. Celejewski wskazał przy tym konkretne okno: drugą połowę roku, a zwłaszcza trzeci kwartał 2026 r., gdy rolnicy szykują się do nowego sezonu nawożenia. Wtedy, jak ostrzega, otworzy się przestrzeń dla spekulantów.

To już się raz wydarzyło w marcu – i dlatego ostrzeżenie nie jest teoretyczne

Najmocniejszy argument za tym, iż prezes nie straszy na wyrost, leży kilka miesięcy wstecz. Na początku marca 2026 r. Grupa Azoty czasowo wstrzymała przyjmowanie nowych zamówień na nawozy azotowe. Powodem był gwałtowny skok cen gazu po eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. 2 marca cena gazu wzrosła o 35-50 proc., a kolejnego dnia doszły następne zwyżki rzędu 30 proc.

To, co stało się potem na rynku, jest najlepszą ilustracją zagrożenia. Jak relacjonował później Celejewski podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, w ciągu pierwszych dwóch dni część podmiotów podnosiła ceny o 50-100 proc. powyżej stawek rynkowych. Spółka tłumaczyła, iż produkcji nie zatrzymała, realizowała wcześniejsze zamówienia, a wstrzymanie nowych miało zapobiec przerzucaniu paniki i spekulacyjnych marż na ceny nawozów. Krótko mówiąc: wystarczył jeden zewnętrzny szok, by rynek nawozowy w kilkadziesiąt godzin wymknął się spod kontroli. Trzeci kwartał może przynieść powtórkę.

Cena nawozu wędruje aż na półkę ze spożywczym

Dla konsumenta najważniejsze jest jedno pytanie: co worek saletry ma wspólnego z ceną chleba czy mięsa. Odpowiedź: bardzo dużo, tylko z opóźnieniem. Nawozy to jeden z głównych kosztów produkcji rolnej, a w produkcji samych nawozów azotowych gaz potrafi stanowić do kilkudziesięciu procent kosztów. Łańcuch jest prosty: drogi gaz podnosi cenę nawozu, droższy nawóz winduje koszt uprawy zbóż i pasz, droższe zboże i pasze przekładają się na droższe pieczywo, mięso i nabiał.

Transmisja nie jest natychmiastowa – rolnik kupuje nawóz przed sezonem, plony zbiera po miesiącach, a efekt w sklepie widać dopiero później. Dlatego szok w III kwartale 2026 r. nie uderzy w portfele od razu, ale może zacząć być odczuwalny w cenach żywności na przełomie 2026 i 2027 roku.

Produkt Zmiana ceny (rok do roku, dane GUS za marzec 2026) Zależność od kosztów nawozów i pasz
Ziemniaki -25 proc. Wysoka (uprawa polowa)
Masło -21,9 proc. Pośrednia (pasze dla bydła)
Oleje roślinne -9,9 proc. Wysoka (rzepak, uprawa polowa)
Mleko -3,4 proc. Pośrednia (pasze)
Zboża -1,6 proc. Bardzo wysoka (bezpośrednio nawozy)

Europejski nawóz z samego założenia jest droższy

Pod jednorazowym szokiem gazowym kryje się trwalsza presja, o której mówi prezes Azotów. Europejscy producenci nawozów płacą za uprawnienia do emisji dwutlenku węgla w ramach systemu ETS, co bezpośrednio podnosi koszt produkcji. Mechanizmem, który miał wyrównać szanse wobec importu spoza Unii, jest CBAM – graniczny podatek węglowy nakładany na towary sprowadzane z państw trzecich.

Według Celejewskiego problem polega na tym, iż producenci unijni ponoszą wyższe koszty niż konkurencja spoza UE, a bez korekty ETS lub realnie działającego CBAM konkurencyjność europejskich zakładów będzie spadać. To nie jest spór abstrakcyjny: jeżeli krajowa produkcja stanie się nieopłacalna, Europa uzależni się od importu – i wróci do punktu, w którym to zagraniczni pośrednicy dyktują ceny. Grupa Azoty prowadzi w tej sprawie rozmowy z Ministerstwem Rolnictwa i Komisją Europejską.

Warszawa, Kraków, Poznań: tu szok żywnościowy zaboli najmocniej, bo ceny w tych miastach i tak są najwyższe

Choć nawozy powstają z dala od miast, skutki ich podrożenia trafią do Warszawy, Krakowa czy Poznania ze zdwojoną siłą – i to z prostego, portfelowego powodu. W tych trzech miastach, żywność jest droższa niż gdziekolwiek indziej. Zwłaszcza w Warszawie, gdzie jej ceny są o około 15 proc. wyższe od średniej krajowej. Tam, gdzie przeciętne gospodarstwo w Polsce wydaje na jedzenie od 1300 do 1800 zł miesięcznie, w stolicy miesięczny koszt wyżywienia jednej osoby potrafi przekroczyć 1700 zł.

To oznacza prostą arytmetykę: każdy procent ogólnopolskiej podwyżki żywności przekłada się w metropoliach na większą kwotę w złotych niż gdziekolwiek indziej. To też rynki, na którym dominują gospodarstwa jedno- i dwuosobowe kupujące gotowe produkty zamiast taniej, sezonowej żywności wprost od rolnika – a więc bardziej narażone na marże całego łańcucha dostaw. jeżeli więc ostrzeżenie prezesa Azotów się sprawdzi i jesienna fala drożyzny nawozowej dojdzie do sklepów na przełomie roku, rodziny w dużych miastach, a szczególnie w Warszawie, odczują ją jako jedne z pierwszych i najdotkliwiej. Dziś tania żywność maskuje to ryzyko, ale właśnie dlatego warto patrzeć na kalendarz, a nie tylko na obecne ceny.

Korzystaj z taniej żywności, ale planuj z wyprzedzeniem

Nie da się powstrzymać globalnego rynku nawozów, ale można przygotować domowy budżet na ewentualną jesienną zmianę pogody w sklepach:

  • Wykorzystaj obecny dołek cenowy. Masło, oleje i produkty z długim terminem przydatności są teraz tańsze niż od dawna. To dobry moment, by zrobić zapasy tego, co da się przechować.
  • Obserwuj III kwartał 2026. To wtedy, według prezesa Azotów, ma się rozstrzygnąć sytuacja na rynku nawozów. jeżeli ceny nawozów ruszą latem, ceny żywności mogą zacząć rosnąć na przełomie 2026 i 2027 roku.
  • Nie panikuj. Marcowy wstrząs pokazał, iż część podmiotów wykorzystuje panikę do podbijania cen o 50-100 proc. Gwałtowne podwyżki po pierwszych, niewielkich wzrostach, to często spekulacja, która potem jest korygowana, a nie trwały trend.
  • Mroź i przetwarzaj sezonowe warzywa. Skoro ziemniaki i warzywa są teraz wyjątkowo tanie, sezonowe zakupy i mrożenie realnie obniżą koszt jesienno-zimowego koszyka.
  • Porównuj sklepy. Różnica między najtańszym a najdroższym koszykiem tych samych produktów potrafi sięgać ponad 20 proc. W obliczu możliwej podwyżki to najprostsza dźwignia oszczędności, na którą masz realny wpływ.
  • Czytaj etykiety pochodzenia. Krajowe produkty rolne mogą być mniej narażone na skok cen importowanych nawozów niż żywność z państw silnie zależnych od importu – choć ostatecznie liczy się cały globalny rynek surowca.
Idź do oryginalnego materiału