„Nie chcę innej synowej, więc wybieraj: Amanda albo żadna!” – matka Marka postawiła ultimatum, gdy ten chciał poślubić Magdę z niezamożnej rodziny. Lojalność wobec matki czy prawdziwa miłość? Historia wyboru, który odmienił losy wszystkich.

twojacena.pl 2 tygodni temu

Nie chcę innej synowej, a ty rób, co uważasz! powiedziała matka do syna, a jej głos wciąż rozbrzmiewa w mojej pamięci, choć tyle lat już minęło.

Marek, świeżo upieczony absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, uznał, iż najwyższa pora poprosić o rękę swoją pierwszą, szkolną miłość Małgosię. Małgosia była nie tylko urodziwa, ale i serdeczna, rozumna pisała wówczas swoją magisterkę na politechnice. Zakochani przyrzekli sobie, iż zaraz po obronie staną razem przed ołtarzem.

Kiedy Marek wyznał matce, iż zamierza się ożenić, ta odebrała mu wszelką pewność siebie. Powiedziała chłodno, iż jeżeli nie wybierze Anny z sąsiedztwa na swoją żonę, to nie zaakceptuje żadnej innej synowej. Spytała z wyrzutem, co lepsze: miłość czy przyszłość zawodowa? Od lat snuła plany, jak jej syn stanie się szanowanym lekarzem w Warszawie.

Anna, córka posła, wywodziła się z majętnego rodu, a jej rodzice znali moją matkę jeszcze z czasów, gdy chodzili razem do liceum na ulicy Krupniczej. Anna od dawna wodziła wzrokiem za Markiem, ale jego serce należało do Małgosi, której dom rodzinny nie cieszył się dobrą opinią na osiedlu. Jej matka, wdowa z czwórką dzieci i szemraną przeszłością, była tematem plotek przy każdej okazji. Co ludzie powiedzą? powtarzała moja matka.

Nie zamierzam mieć innej synowej, a ty żyj jak chcesz! wypaliła raz jeszcze.

Marek próbował nakłonić matkę do zmiany decyzji, ale ta pozostawała nieugięta. W końcu zagroziła, iż jeżeli jej nie posłucha, to odwróci się od niego na zawsze i swojego błogosławieństwa mu nie da. Marek nie znalazł w sobie dość siły, by się przeciwstawić spotykał się jeszcze z Małgosią przez kilka miesięcy, ale miłość gasła, aż w końcu ich drogi się rozeszły.

W końcu doszło do ślubu z Anną. Dziewczyna była oddana, bardzo się starała, ale wesele odwołano Marek nie chciał, by Małgosia zobaczyła jego zdjęcia, nie chciał, by wieść się rozeszła po okolicy. Dzięki rodzinie Anny wkroczył na lepsze stanowisko w jednym z banków, zamieszkał w willi na Żoliborzu. gwałtownie jednak przekonał się, iż pieniądze i wygoda nie dają szczęścia.

Marek nigdy nie chciał potomstwa. Anna po latach zrozumiała, iż nie namówi go na dziecko. Sama złożyła papiery rozwodowe kiedy się rozstawali, Marek miał już czterdzieści lat, a Anna trzydzieści siedem. niedługo znalazła nowego męża, urodziła syna i z czasem odnalazła szczęście.

Marek długo rozpamiętywał Małgosię, próbował ją odnaleźć, ale jakby rozpłynęła się w powietrzu. Dopiero później znajomy powiedział mu, iż niedługo po rozstaniu wyszła za byle kogo człowieka złego, który ją skatował na śmierć. Wtedy runął świat Marka.

Zamieszkał ponownie w rodzinnym mieszkaniu na Nowej Hucie, dnie przepijał, nocami śniąc o Małgosi. Wpatrzony w jej fotografię, nie potrafił nigdy wybaczyć matce tego, co się stałoJednej zimowej nocy usłyszał cichy dźwięk pod oknem ktoś rwał się do świata zza szyb, w których odbijała się jego przeszłość. Zbiegł po schodach, jakby znowu miał dwadzieścia lat i ktokolwiek mógł jeszcze wrócić. Nikogo tam nie było, tylko na śniegu został ślad kobiecej ręki i spleciony ze zmarzniętych stokrotek wianek. Zadrżał, przetarł oczy. Czy to tylko cień własnych pragnień? Zrozumiał wtedy, jak bardzo zmarnował i jak bardzo kochał.

Rankiem wsiadł do tramwaju jadącego przez stary Kraków. Minął park, gdzie kiedyś z Małgosią dzielili się bułką i marzeniami. Minął uczelnię, gdzie wciąż pachniało kredą i nadzieją. Nad Wisłą stanął i popatrzył w rozbieloną toń: Przebacz mi, Małgosiu wyszeptał gdybym miał drugi raz.

I wtedy spomiędzy mgły dobiegł go śmiech dziecka. Chwilę później zobaczył dziewczynkę, która biegła trzymając za rękę młodą kobietę tak znajomo jasnowłosą, tak lekko uśmiechniętą. Przez serce Marka przeszedł cichy powiew ulgi może miłość, raz zasiana, nigdy całkiem nie umiera? Odwrócił się od rzeki i powoli ruszył przed siebie, gotów na to, co miało jeszcze nadejść.

Idź do oryginalnego materiału