Nie chcę, żeby twój syn mieszkał z nami po ślubie – historia o tym, jak troska ojca o ośmioletniego chłopca pokonała egoizm przyszłej macochy i odmieniła los całej rodziny

newsempire24.com 2 tygodni temu

Ciociu Elżbieto, możesz mi pomóc z matematyką? zapytał cicho ośmioletni Leszek, patrząc z nadzieją na narzeczoną swojego taty. Jutro mam sprawdzian, a tata będzie w pracy do wieczora.

Leszku, teraz nie mam czasu odpowiedziała, nie odrywając wzroku od laptopa, Elżbieta. Ślub już za dwa tygodnie, a masa rzeczy pozostało niezałatwiona. Chyba chcesz, żeby nasz ślub z twoim tatą był idealny?

Jasne… wymamrotał chłopiec, po czym smutny powlókł się do swojego pokoju. Elżbieta wcale mu się nie podobała, ale tata był szczęśliwy. Dla niego mógł jeszcze trochę znieść.

Mama Leszka ciężko chorowała i już nie była w stanie zajmować się synem.

Ośmioletnie dziecko nie powinno patrzeć na cierpienia ukochanej osoby.
To z takimi słowami Jerzy, ojciec Leszka, zabrał syna do siebie. Jego narzeczona nie była zadowolona z takiego obrotu spraw, ale się nie odezwała przed ślubem lepiej nie wywoływać konfliktów.

Przy Jerzym Elżbieta starała się być troskliwą i wyrozumiałą partnerką, której bardzo żal chłopca. Ale gdy tylko Jerzy wychodził do pracy, Leszka już praktycznie nie zauważała. Obce dziecko było jej całkowicie zbędne.

Na kilka dni przed ślubem Jerzemu popsuł się komputer, więc skorzystał z laptopa Elżbiety. Planował tylko gwałtownie wysłać ważnego maila, ale coś go pokusiło, żeby zajrzeć w historię przeglądarki.

Z każdą chwilą jego twarz ciemniała coraz bardziej. Gwałtownie zatrzasnął laptop, po czym poszedł do salonu, gdzie Elżbieta oglądała telewizję.

Co to za pomysły z domem dziecka dla mojego syna? wycedził przez zęby, ledwo tłumiąc złość.

O czym ty mówisz? zmarszczyła brwi Elżbieta. Miałeś tylko wysłać maila, a ty mi tu grzebiesz po komputerze! W ogóle ci nie wstyd?

Odpowiedz mi na pytanie nie zareagował na jej zaczepki Jerzy. Kto ci dał prawo decydować o cudzym dziecku?

Właśnie, cudzym! rzuciła pilot na stół Elżbieta. Przecież będziemy mieli własne dzieci, wspólne. A Leszek tylko by nam przeszkadzał. Ledwo się uczy, dostaje same dwóje i tróje. Jaki to przykład?

On przechodzi ciężki okres! Matka kona w szpitalu, wyrwany został z domu powiedział podniesionym głosem Jerzy. Jemu jest potwornie ciężko, a ty tu knujesz, jak się go pozbyć. Dobrze, iż Leszek jest w szkole i tego nie słyszy.

Nie podnoś na mnie głosu! oburzyła się Elżbieta. Ja nie muszę wychowywać twojego dziecka. Niech go zabierze babcia, skoro ci nie odpowiada mój pomysł.

Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć o tym swoim wielkim planie? Jerzy był wściekły. Po tygodniu po ślubie? Czy po miesiącu?

Za kilka dni. wzruszyła ramionami Elżbieta, kompletnie bez skrupułów. I tak wszystko już wiem. Mam znajomą w opiece społecznej, pomoże załatwić dokumenty raz dwa. Dziecku tam będzie lepiej.

Zapamiętaj sobie raz na zawsze tym razem Jerzy powiedział to zadziwiająco spokojnie nigdy nie zostawię swojego syna. Kocham go ponad wszystko. Leszek jest dla mnie najważniejszy na świecie.

A ja? zdenerwowała się Elżbieta. Mnie nie kochasz? Nic dla ciebie nie znaczę? W takim razie prawie krzyczała nie chcę, żeby twój syn z nami mieszkał po ślubie. Wybieraj: on albo ja.

On odpowiedział Jerzy bez cienia wahania. Kobietę zawsze znajdę, ale syna mam tylko jednego.

Kobietę? Znajdziesz? Kto by cię chciał, poza mną? Elżbieta aż drżała ze złości. Myślisz, iż jakaś inna pokocha twojego synka? Daj spokój, cudze dzieci nikogo nie obchodzą!

Masz godzinę na spakowanie się i wyprowadzkę. Prezenty ślubne też możesz zabrać, nie żałuję powiedział Jerzy, zakładając kurtkę. Nie chcę cię więcej widzieć. jeżeli myślałaś, iż za tobą szaleję, to się grubo myliłaś. Szukałem po prostu nowej mamy dla Leszka, tylko tyle.

Jerzy, a co ze ślubem?! pisnęła Elżbieta, nie dowierzając. Myślała, iż zaraz zacznie ją przepraszać i zaakceptuje jej decyzję, a tu… on ją wyrzuca?

przez cały czas nie rozumiesz? odpowiedział zdumiony Jerzy. Ślubu nie będzie. Wybór już padł, nie na ciebie. Pakuj się. Jak wrócę, a ty dalej tu będziesz, to nie będę się patyczkował.

Zatrzasnęły się drzwi. Elżbieta bezwładnie opadła na kanapę, nie wierząc, co się właśnie stało. Przecież już czuła się tu jak u siebie… nie zamierzała się wyprowadzać.

Nagle zadzwonił domofon. Elżbieta momentalnie się podniosła z kanapy, już się choćby uśmiechała. Pewnie Jerzy żartował… no bo jak mógłby ją zostawić?

Kurier, przesyłka do pani. Proszę tu podpisać. rozległ się za drzwiami pogodny głos młodego mężczyzny.

Wściekła aż prawie złamała długopis, kiedy się podpisywała. Kurier spojrzał na nią dziwnie i zniknął, gdy tylko odebrał papiery.

W pudełku, błyszcząc w świetle, leżała wymarzona suknia ślubna. Droga, marka, wszystko… Elżbieta wpadła w szał, rzuciła nią o podłogę i specjalnie podeptała, zamieniając w niepotrzebną szmatę.

Wyciągnęła z szafy walizkę i jednocześnie zadzwoniła do przyjaciółki.

Co się stało? odebrała zmęczonym głosem. Sama nie śpisz, innym nie dajesz spać. Masz stresa przed ślubem? zrzędziła żartobliwie.

Ślubu nie będzie! warknęła Elżbieta i włączyła głośnik w telefonie. Pakuję się, przyjedziesz mnie odebrać?

Co się dzieje?! koleżanka nagle spoważniała. On cię skrzywdził?

Skrzywdził? Jasne, iż tak! Elżbieta od razu weszła jej w słowo i opowiedziała, co między nimi zaszło. Zapadła cisza. Halo, śpisz tam?

Naprawdę chciałaś się pozbyć tego dzieciaka?

A po co mi on, fuknęła Elżbieta. Swoje bym urodziła.

Wiesz co… koleżanka chwilę się nie odzywała nie rozumiem cię i nie chcę zrozumieć. Nigdy nie sądziłam, iż takie coś jesteś w stanie zrobić.

A ja mam to gdzieś odpowiedziała Elżbieta, upychając rzeczy w walizce. Przyjedziesz?

Nie, sucho odpowiedziała przyjaciółka. Zadzwoń sobie po taksówkę.

Jak tam chcesz…

***********************************************

Jerzy odebrał Leszka ze szkoły i razem poszli do parku nakarmić gołębie. Chłopiec ucieszył się, iż ma czas z tatą, ale i tak nieśmiało spytał:

Nie musisz pomagać cioci Elżbiecie w przygotowaniach do ślubu? podpytał, wyczekując odpowiedzi. Zaraz tata pewnie potwierdzi, iż muszą do domu

Nie, spokojnie powiedział Jerzy, czym totalnie zaskoczył Leszka. Ślubu nie będzie. Nie będzie ci przykro, jeżeli Elżbieta już z nami nie zamieszka? zapytał z troską, bo przy wywaleniu narzeczonej w ogóle nie pomyślał o uczuciach syna.

Nic mi nie będzie odpowiedział Leszek z promiennym uśmiechem. Szczerze mówiąc, ona wcale mi się nie podobała. Nigdy mnie nie chciała.

No to nic się nie martw powiedział Jerzy, mocno przytulając syna. Na razie będziemy we dwóch, a potem na pewno znajdzie się ktoś, kto pokocha cię jak własnego syna…

Idź do oryginalnego materiału