Mam 62 lata, a od prawie czterdziestu lat uczę języka polskiego w liceum ogólnokształcącym w Krakowie. Moja codzienność płynie spokojnym, ustalonym rytmem: dyżury na korytarzu, Mickiewicz, umiarkowanie ciepła herbata i stosy wypracowań do sprawdzenia.
Co roku w grudniu daję moim uczniom zadanie: Wywiad ze starszą osobą o najpiękniejszym wspomnieniu świątecznym. zwykle wzbudza to ich niechęć.
To jeden z tych tematów, których nie znoszą.
Tym razem jednak spokojna Marta podeszła do mnie po dzwonku na lekcję.
Pani Barbaro, czy mogę zrobić wywiad z Panią? zapytała, ściskając w rękach kartkę z zadaniem.
Roześmiałem się: Oj, kochana, moje wspomnienia są bardzo nudne. Lepiej zapytaj babcię czy sąsiada kogoś, kto przeżył prawdziwe przygody!
Nie ustąpiła. Ale ja chcę zrobić wywiad właśnie z Panią powtórzyła z przekonaniem w oczach.
Ostatecznie zgodziłem się: Dobrze, jutro po lekcjach, tylko jeżeli zapytasz mnie o keks, to uprzedzam, iż wyrażę swoją niechęć bez ogródek. Uśmiechnęła się: Umowa stoi.
Nostalgia i powroty
Następnego dnia siedziała przede mną w pustej sali. Otworzyła zeszyt i lekko kołysała się na krześle.
Jak wyglądały święta w Pani dzieciństwie? zapytała.
Opowiadałem o nieudanym keksie, o tym, jak tata włączał kolędy na starym gramofonie, i o roku, kiedy choinka przechyliła się, jakby miała już wszystkiego dość.
Mogę zapytać o coś bardziej osobistego?
Kiedy spytała, czy przeżyłem kiedyś w święta coś romantycznego, poczułem ukłucie starego żalu.
Był ktoś… Nazywał się Andrzej. Byliśmy młodzi i szaleni, śniliśmy o przyszłości, której nie znaliśmy.
40 lat poszukiwań
Minęło kilka dni. Marta pojawiła się, trzymając telefon z szerokim uśmiechem.
Pani Barbaro, chyba znalazłam tego Pani Andrzeja!
Nie wierzyłem. Kogo znalazłaś?
Nie mogła powstrzymać radości, pokazując mi ekran z ogłoszeniem: Szukam dziewczyny, którą kochałem przez 40 lat. Serce zaczęło mi bić szybciej.
To przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Na zdjęciu była… ja, kiedy miałem 17 lat, w niebieskim płaszczu, z charakterystycznie przekrzywionym zębem.
Napisać do niego? spytała Marta, szukając moich oczu. Nie byłem w stanie wykrztusić słowa.
Kiedy Marta zadeklarowała gotowość do kontaktu, w sercu rozgorzała mi nadzieja. Zrozumiałem, iż mi nie zapomniał i przez tyle lat mnie szukał.
W końcu wymieniliśmy kilka wiadomości i umówiliśmy się w kawiarni na Kazimierzu. Długo wybierałem coś, w czym poczuję się sobą, takim jakim jestem dziś.
Spotkanie, które odmieniło wszystko
Gdy zobaczyłem Andrzeja, był już zupełnie inny, ale w oczach ciągle miał ten sam ciepły, szczery błysk.
Basiu powiedział cicho i w tamtej chwili, zawieszeni gdzieś między przeszłością a teraźniejszością, poczułem, iż przez cały czas jesteśmy sobie bliscy.
Rozmowa znów przeniosła nas do dawnych lat wróciły wspomnienia, emocje, tamte młodzieńcze przeżycia. Opowiadaliśmy sobie, jak toczyło się nasze życie, ale żadne z nas o tamtym uczuciu nie zapomniało.
Przez te wszystkie lata byłeś dla mnie kimś wyjątkowym.
Poczułem wtedy, iż nadzieja naprawdę zawsze istnieje i może nasze życie jeszcze się nie skończyło. Z Andrzejem nie dostaliśmy szansy kiedyś, ale teraz możemy napisać własną historię od nowa.
Podsumowanie
Chociaż los nie szczędził nam trudności, to spotkanie z Andrzejem pozwoliło mi uwierzyć, iż nigdy nie jest za późno. Czyż nie w tym tkwi sens życia w możliwości zaczynania od nowa? Dziś jestem gotowy na przyszłość i z euforią czekam na to, co przyniesie jutro.








