Obca narzeczona.
Walerian cieszył się ogromnym powodzeniem. Nigdy nie dawał ogłoszeń do gazet ani nie pojawiał się w telewizji, ale jego nazwisko i numer telefonu przekazywano sobie szeptem, od znajomego do znajomego, niczym plotkę na ławce w parku. Potrzebny konferansjer na przegląd piosenki? Nie ma sprawy! Poprowadzić jubileusz albo wesele? Jak najbardziej! choćby kiedyś prowadził zakończenie roku w przedszkolu, zdobywając sympatię dzieci i ich mam!
Zaczęło się zupełnie zwyczajnie. Najbliższy kolega się żenił, a wynajęty wodzirej nie dotarł na miejsce potem okazało się, iż przesadził z alkoholem. Nie było czasu w szukanie zastępstwa, więc mikrofon przejął właśnie Walerian.
Już w szkole podstawowej był aktywny na zajęciach teatralnych, w liceum angażował się w amatorskie spektakle w Teatrze Logos, a na studiach był nieodłączną częścią studenckich juwenaliów i kabaretów. Tamten występ wyszedł fantastycznie, a w sali bankietowej już dwie osoby poprosiły go, by poprowadził także ich uroczystości.
Po studiach Walerian zaczął pracę w jednym z krakowskich instytutów naukowych za marne grosze. Dodatkowe pieniądze ze zleceń były dla niego ogromną motywacją podejmował się wszystkich, czerpiąc nie tylko zysk, ale i satysfakcję. Po krótkim czasie zarobki z prowadzenia imprez przekroczyły dziesięciokrotnie pensję młodszego asystenta naukowego.
Po roku zdecydował się na odważny krok: rzucił etat w instytucie, za oszczędności kupił profesjonalny sprzęt, założył działalność gospodarczą i oficjalnie zajął się rozrywką. Równocześnie uczył się śpiewu talent muzyczny miał od dziecka i gwałtownie stał się śpiewającym konferansjerem, dorabiając jako wokalista w jednej z krakowskich restauracji trzy razy w tygodniu.
W wieku trzydziestu lat Walerian był już znany jako solidny konferansjer, sprawny DJ i niezły śpiewak. Przystojny, zaradny, niezależny panny niemal same wpadały mu w ramiona i żadnej nie musiał długo namawiać. Przyjaciele zakładali rodziny i powoli także i on zaczął tęsknić za spokojem we własnym domu. Problem był jeden nie miał z kim ten dom dzielić. Przelotne znajomości stały się dla niego powierzchowne; marzyło mu się coś trwałego, na całe życie.
Trzeba sobie znaleźć uczennicę i wychować na żonę żartował. Najlepiej gdy skończy liceum, wziąć ślub, idealna żona murowana!
Prowadził więc choćby studniówki i bale maturalne, wypatrywał przyszłej wybranki. Ale współczesne dziewczyny nie spełniały jego oczekiwań. Skarżył się, iż są za bardzo nowoczesne, innego pokroju niż te, które wyobrażał sobie za żonę. Ale się nie poddawał sam żartował, iż poluje na rzadkie okazy.
Wtedy właśnie, kiedy los uznał, iż warto mu spłatać figla, wszystko się zaczęło.
Pewnego dnia zadzwoniła do niego kobieta, powołując się na wspólnych znajomych:
Potrzebujemy prowadzącego na wesele. Czy 17 czerwca jest pan wolny? Cudownie! Czy możemy się spotkać?
Spotkali się. I wtedy, jak opowiadał Walerian, po raz pierwszy zrozumiał, co znaczy stracić grunt pod nogami. Kobieta przedstawiła się jako Ksawera była zachwycająca, a takiej piękności nigdy wcześniej nie widział. Mówiła rzeczowo, jasno tłumacząc czego oczekuje. Walerian nie mógł się na nią napatrzeć los naprawdę bywa nieprzewidywalny! Piękna, a przy tym co było widać inteligentna. Rzadko spotykane połączenie! Wyglądała na 25, może trochę więcej lat, ale w rozmowie napomknęła, iż była aktywistką Związku Socjalistycznej Młodzieży, więc miała przynajmniej 40.
Dogadali wszystko, podpisali choćby umowę, choć Ksawera przekonywała, iż to niepotrzebne:
Wierzę panu, polecono pana najlepsi ludzie!
Walerian jednak zawsze podpisywał umowy dbał o formalności, a i sam czuł, iż tak mu łatwiej uwierzyć, iż to się dzieje naprawdę, a Ksawera nie jest snem z jego wyobraźni.
Nagle dzwonek powiadomił ją o nowej wiadomości.
O, to chyba mój narzeczony już na mnie czeka. Podwieźć pana?
Walerian podziękował, ale wyszedł ją odprowadzić zawsze tak robił, jeżeli państwo młodzi przychodzili osobno, by jeszcze raz przyjrzeć się ich relacji. Tym razem jednak nie ciekawość go pchała, a uczucie zazdrości.
Narzeczony go zdziwił. Spodziewał się pewnego siebie czterdziestolatka, a z auta wysiadł młody chłopak, najwyżej dwadzieścia pięć lat co najmniej kilka lat młodszy od Waleriana:
Ksaweczko, wszystko w porządku?
Ona odpowiedziała uśmiechem, jakby pytał o coś absurdalnego.
Usiadła w samochodzie, narzeczony zamknął drzwi, podszedł do Waleriana:
Pan będzie prowadził nasze wesele? Super, Sławek mnie uprzedzał, iż nie znajdziemy lepszego. Wyciągnął rękę Robert, narzeczony Ksawery, bardzo mi miło.
Walerian najbardziej chciałby rzucić się na Roberta, zetrzeć z jego twarzy uśmiech, ale tylko uprzejmie uścisnął mu dłoń.
Walerian. Miło mi.
Od tego dnia Walerian stracił spokój i sen. Szukał każdej okazji, by zadzwonić do Ksawery, usłyszeć jej głos, móc ją zobaczyć. Ślub zbliżał się nieuchronnie, a on czuł się coraz gorzej, wręcz wariował. Zwierzył się z tego jedynemu zaufanemu przyjacielowi, który nieco złośliwie zapytał:
A co ze szkolnymi pannami do wychowania na żonę?
Walerian tylko machnął ręką:
Daj spokój, jakie panny! Ksawera jest idealna, nikogo innego nie chcę!
To jej powiedz! doradził przyjaciel, ale Walerian natychmiast zaprotestował:
Zwariowałeś? Ona wychodzi za mąż, znaczy kocha faceta. Co miałaby do mnie czuć?
Czasem wpadał do niego uśmiechnięty Robert z zaproszeniem albo wiadomością od Ksawery. W takich chwilach Walerian miał ochotę go udusić. Myślał już nawet, żeby zrezygnować z tej pracy, mieć spokój ale to oznaczałoby nie zobaczyć już Ksawery nigdy. W końcu kapitulował.
Na dwa dni przed ślubem Ksawera znów zjawiła się u Waleriana, jak mówiła dopieszczać scenariusz, by było idealnie. Ponieważ w jego biurze trwał remont, spotkali się w jego mieszkaniu. Rozmawiali na tematy mniej lub bardziej powiązane z weselem, śmiali się, atmosfera była lekka, wyczuwalne napięcie i radosne podekscytowanie. Gdy omówili ostatnie szczegóły Walerian zaproponował lampkę szampana:
Za perfekcyjny ślub!
Ksawera bez wahania się zgodziła:
Z przyjemnością!
Uśmiechała się promiennie, dla niego była najpiękniejsza na świecie. Promile dodały mu odwagi, więc pocałował ją. A ona odwzajemniła pocałunek totalnie nieoczekiwanie. Oboje stracili głowy.
Walerian obudził się nad ranem, zdezorientowany. Czy mu się tylko śniło? Ale obok na poduszce czuł subtelny zapach jej perfum wydarzyło się naprawdę! Rozterki, poczucie winy i strach czy ślub się nie odbędzie? Zadzwonił do Ksawery:
Cześć
Odebrała jakby nic się nie stało:
Cześć! Jak się masz? Przepraszam, iż wyszłam po cichu, ale wiesz jutro ślub!
Więc ślub będzie? spytał cicho.
Oczywiście! Czemu miałby być odwołany?
Nie mógł pojąć: jak można być tak cynicznym? Jak ona spojrzy narzeczonemu w oczy? Rozważał choćby sabotowanie uroczystości, ale gwałtownie uznał, iż i tak jej pragnie takiej, jaka jest, niezależnie od wszystkiego.
Przyjechał do restauracji wcześniej niż zwykle. Dekoratorki kończyły jeszcze swoją pracę, łypiąc na niego z ukosa. Nagle podeszła do niego Ksawera.
Witaj. Uciekłam zaraz po rejestracji, musiałam cię zobaczyć szeroko się uśmiechnęła Ale co z tobą, Walek?
Nic nie rozumiem wyjąkał Walerian. Rejestracja była? I uciekłaś?
Jasne. Po co miałabym krążyć po mieście z młodymi, jak u ciebie mi lepiej? Cieszysz się?
Jakimi młodymi? Ty nie jesteś narzeczoną?
Ksawera przez chwilę patrzyła na niego zdziwiona, po czym wybuchnęła najczystszym śmiechem, jaki kiedykolwiek słyszał.
Oczywiście, iż nie! To moja córka, Ksenia! Studiuje w Gdańsku, wczoraj wróciła! spoważniała i dodała: Ty naprawdę myślałeś, iż to ja wychodzę za mąż?
Że dwa dni przed ślubem śpię z kimś innym? To masz o mnie zdanie
Dopiero teraz dotarło do Waleriana, iż Ksawera nigdy nie mówiła ja albo my, tylko narzeczona i narzeczony. I Robert nigdy nie nazwał jej Ksenia, a tylko na pani. Jak mógł tego wcześniej nie zauważyć? Przez chwilę było mu głupio ale już po chwili zorientował się, o co powinien zapytać:
A ty jesteś wolna?
Kiedy przytaknęła, bez namysłu rzucił:
Wyjdź za mnie! Proszę!
Wesele było zachwycające, prowadzący jak zawsze wspiął się na wyżyny. Goście byli zauroczeni. Po przyjęciu młodzi podeszli się pożegnać.
Dzięki panu! Nie wiemy, jak się odwdzięczyć za tak piękny wieczór!
Ja się już odwdzięczę podeszła Ksawera Wy idźcie, limuzyna czeka. Ja tu wszystkiego dopilnuję.
Nowina, iż Walerian ożenił się ze starszą od siebie o dziewięć lat Ksawerą, gwałtownie rozniosła się po rodzinie. Najpierw wszyscy patrzyli na to z rezerwą, ale gdy zobaczyli jego żonę, jednogłośnie stwierdzili:
W takiej nietrudno się zakochać!
Ksawera i jej córka Ksenia urodziły dzieci z dwutygodniową różnicą.
Każde spotkanie zmienia nasze życie czasem warto spojrzeć uważniej i nie oceniać z pozorów, bo prawdziwe szczęście czeka najczęściej tam, gdzie byśmy się go nie spodziewali.
