Nie ta panna młoda. Walerek był wziętym wodzirejem na weselach i jubileuszach – nie reklamował się, a zlecenia wpadały przez pocztę pantoflową. Zaczęło się przypadkiem, gdy na ślubie kolegi zawiódł zamówiony wcześniej konferansjer. Walerek chwycił za mikrofon, poprowadził imprezę tak dobrze, iż od razu dostał nowe propozycje. Wykształcony, utalentowany, udzielał się w szkolnych i studenckich kabaretach, był duszą towarzystwa. Porzucił marnie płatną pracę w instytucie naukowym i na poważnie zajął się prowadzeniem imprez, założył własną działalność gospodarczą. Lubił to robić, a pieniądze gwałtownie przebiły pensję młodego badacza. W trzydziestce był już znany, przystojny, śpiewający DJ, za którym oglądały się dziewczyny. Sam nie kwapił się do ożenku – szukał tej jedynej „na całe życie”. choćby żartował, iż najlepszą żonę wychowałby sobie ze szkolnej absolwentki, ale żadna nie spełniała jego oczekiwań. I wtedy los sprawił mu psikusa. Pewnego dnia odezwała się kobieta imieniem Kasia; potrzebowała wodzireja na wesele 17 czerwca. Podczas spotkania Walerek osłupiał – Kasia była piękna, elokwentna, pewna siebie. Myślał, iż to ona wychodzi za mąż. Gdy pojawił się jej narzeczony Robert, młodszy choćby od Walereka, zżarła go zazdrość. Od tamtej pory Walerek nie mógł o Kasi zapomnieć. Szukał pretekstów do spotkań, tracił spokój. Kilka dni przed weselem Kasia przyszła do niego „dopiąć scenariusz” – doszło do pocałunku, spędzili razem noc. Następnego dnia Kasia przekazała przez telefon, iż ślub odbędzie się zgodnie z planem. Walerek czuł się wykorzystany, rozdarty, zły na siebie i świat. W dniu wesela, tuż po rejestracji ślubu, Kasia przyjechała do Walereka. Dopiero wtedy wyszło na jaw, iż to nie ona była panną młodą, ale jej córka Ksenia, studentka z Gdańska! W rozmowach Kasia ani razu nie mówiła o sobie – walerek źle zrozumiał sytuację. Gdy upewnił się, iż Kasia jest wolna, od razu poprosił ją o rękę. Weselna noc okazała się początkem ich niezwykłego związku, w którym różnica wieku nie miała znaczenia – rodzina gwałtownie zaakceptowała wybór Walereka. niedługo na świat przyszły ich dzieci – Kasia i jej córka urodziły niemal w tym samym czasie. Nie ta panna młoda – historia walczaka, który niemal przegapił swoje szczęście, bo zbyt gwałtownie dopowiedział sobie bajkę.

polregion.pl 1 tydzień temu

Obca narzeczona

Valdek był w swoim środowisku rozchwytywany. Nigdy nie zamieszczał ogłoszeń ani w gazetach, ani w telewizji, ale jego imię oraz numer telefonu przekazywano sobie z ust do ust, takim klasycznym polskim pocztą pantoflową. Być konferansjerem podczas koncertu? Żaden problem! Poprowadzić jubileusz czy wesele? Świetnie! choćby raz prowadził zakończenie roku w przedszkolu, zyskując sympatię nie tylko dzieciaków, ale i ich mam.

To wszystko zaczęło się całkiem niewinnie. Ożenił się bliski kolega, ale umówiony wodzirej po prostu się nie pojawił. Jak się później okazało, zapił na amen. Nie było już czasu szukać zastępstwa, więc Valdek chwycił za mikrofon.

W szkole działał w kółku teatralnym, uczestniczył w studenckich kabaretach, a na uniwersytecie regularnie brał udział w festiwalach Wiosna Studencka i w Kabaretonie. Ten pierwszy raz wyszedł Valdkowi rewelacyjnie, a już w trakcie wesela dwie osoby poprosiły go, by poprowadził ich własne uroczystości.

Po studiach Valdek zatrudnił się w jednym z instytutów naukowych w Krakowie, zarabiał śmiechu warte grosze. Pierwsze pieniądze zdobyte na prowadzeniu imprez zachęciły go, brał każde zlecenie, zdobywając nie tylko porządne wynagrodzenie, ale i satysfakcję. gwałtownie jego dochody z rozrywki przekroczyły pensję asystenta naukowego niemal dziesięciokrotnie.

Po roku rzucił etat, za zaoszczędzone złotówki kupił profesjonalny sprzęt, założył działalność gospodarczą i oficjalnie zabrał się za rozrywkowy biznes. Zaczął brać lekcje śpiewu, bo głos miał mocny, a słuch wyćwiczony. niedługo stał się śpiewającym konferansjerem i do tego śpiewał kilka razy w tygodniu w jednej z krakowskich restauracji.

Valdek miał 30 lat, był atrakcyjny, całkiem majętny i znany jako niezły wokalista, DJ oraz świetny prowadzący, potrafiący uratować każdą zabawę. Nigdy się nie ożenił po co? Dziewczyny same do niego lgnęły, wystarczyło skinąć gotowe na wszystko. Ale przyjaciele stawali przed ołtarzem, rodziły im się dzieci i z czasem Valdek też zaczął myśleć o własnym spokojnym szczęściu rodzinnym. Tylko z kim? Lekkoduchy interesowały go tylko na krótko, on chciał żony raz, a dobrze na całe życie.

Trzeba by poznać jakąś licealistkę, wychować ją pod siebie, a jak stuknie osiemnastka wziąć ślub. Wtedy będzie idealna żona! żartował.

Zaczął choćby prowadzić studniówki i zakończenia roku w szkołach, z nadzieją, iż może wypatrzy odpowiednią kandydatkę. Ale współczesne dziewczyny go rozczarowywały, były zupełnie inne niż w jego wyobrażeniach. Nie poddawał się łatwo wypatrywał młode, jak sam mawiał, polował na rzadkie okazy. I właśnie wtedy los postanowił z niego zadrwić.

Zwyczajnie niczego nie przewidywało. Zadzwoniła kobieta, powołała się na znajomych:
Potrzebujemy prowadzącego na wesele. Ma pan wolny termin 17 czerwca? Świetnie! Możemy się spotkać?

Spotkali się. I właśnie wtedy, opowiadał Valdek, pierwszy raz naprawdę poczuł, co to znaczy ziemia usuwa się spod nóg. Kobieta, która przedstawiła się jako Ksenia, zaparła mu dech w piersiach dotąd takie widział tylko na ekranie. Mówiła konkretnie, mądrze, rzeczowo: trzeba to i to, wszystko jasne. Valdek nie mógł oderwać od niej wzroku, myśląc z zazdrością: ktoś miał szczęście! Piękna, inteligentna rzadkie połączenie! Na oko wydała mu się dwudziestoparolatką może trochę starszą. Ale w rozmowie wspomniała o działalności w ZSP, więc musiała mieć co najmniej czterdzieści lat.

Załatwili wszystkie szczegóły, dogadali warunki i podpisali umowę, choć Ksenia protestowała:
Ale po co? Ufam panu, ma pan świetne rekomendacje!

Valdek zawsze pracował na umowę nie tylko jej przestrzegał, ale i wymagał tego samego. I teraz nie odpuścił:
Muszę mieć wszystko papierowo, rozliczam się z urzędem skarbowym i nie chcę kłopotów.

W głębi duszy czuł też, iż potrzebuje materialnego dowodu: to się dzieje naprawdę, ta kobieta istnieje.

Wtedy jej telefon dał sygnał SMSa:
O, właśnie przyjechał po mnie narzeczony. Podwieźć pana?

Valdek odmówił, ale wyszedł ją odprowadzić. Zawsze tak robił, kiedy narzeczeni przychodzili osobno, żeby zobaczyć jak się zachowują. Tym razem jednak zapędzała go nie ciekawość, ale coś w rodzaju zawiści. Narzeczony zaskoczył go doszczętnie myślał, iż będzie to zadbany czterdziestolatek, tymczasem wyskoczył z samochodu chłopak młodszy od Valdka!

Ksenia, wszystko w porządku?
Ona tylko uśmiechnęła się szeroko: Jak zwykle! Wsiadła, chłopak zatrzasnął drzwi i podszedł do Valdka:
Pan będzie prowadził nasze wesele? Bardzo mi miło, Sławek tyle o panu mówił iż jest pan najlepszy. Podał rękę Przepraszam, nie przedstawiłem się Ksenia mnie potem zruga. Jestem Robert, narzeczony.

Najchętniej Valdek rzuciłby się na tego Roberta z pięściami, zlikwidował mu tę szczęśliwą minę, ale tylko uścisnął jego dłoń:
Valdek. Również miło mi pana poznać.

Od tego dnia Valdek stracił spokój i sen. Szukał byle pretekstu, by zadzwonić do Kseni, usłyszeć jej głos, jeszcze raz się z nią spotkać. Dzień wesela nieubłaganie się zbliżał, a on czuł, iż od tego wariuje. Jedynemu przyjacielowi, któremu się zwierzył, ten docinał żartobliwie:
A co ze szkolnymi? Tak chciałeś sobie uformować idealną żonę?
Valdek machał ręką:
Jakie tam szkolne! Ksenia to kobieta idealna, nikogo więcej nie chcę.

To się jej przynajmniej wyznaj, doradzał kolega, ale słyszał tylko:
Zwariowałeś? Przecież wychodzi za mąż znaczy kocha. A na co jej moje głupie wyznania?

Robert czasem wpadał, zawsze z szerokim uśmiechem:
Ksenia mówiła, żeby panu przekazać…
W takich chwilach Valdek miał ochotę go rozszarpać, z trudem powstrzymywał się od ciętej riposty. Myślał już nawet, by zrezygnować z prowadzenia wesela, choćby ucierpiała jego opinia! Ale wtedy nie zobaczyłby już Kseni… I tu zawsze miękł.

Dwa dni przed weselem Ksenia przyszła do mieszkania Valdka (w biurze trwał remont), by jak sama powiedziała dopieszczać scenariusz, żeby wszystko było idealne. Rozmawiali, żartowali, oboje byli w świetnych nastrojach. Po ustaleniu szczegółów Valdek zaproponował toast:
Za idealne wesele!
Ksenia ochoczo się zgodziła:
Chętnie!

Śmiała się beztrosko, wydawała mu się jeszcze piękniejsza. Szampan dodał mu odwagi, więc w pewnym momencie ją pocałował. I ku jego zaskoczeniu odwzajemniła pocałunek. Zakręciło mu się w głowie.

Valdek obudził się nagle. Usiadł na łóżku, rozejrzał się. Czyżby to był tylko sen o najlepszej nocy w życiu? Ale powąchał poduszkę na niej pozostał delikatny zapach jej perfum. A więc to się wydarzyło. Dręczony wątpliwościami, zadzwonił do Kseni:
Cześć…
Ona, jak gdyby nigdy nic, odpowiedziała wesoło:
Cześć, jak się masz? Wybacz, wyszłam po cichu, ale sam wiesz, cała masa rzeczy do zrobienia przecież ślub już jutro!

A więc ślub się odbędzie? Valdek zapytał głucho.
Oczywiście! Dlaczego miałby się nie odbyć? Wszystko wspaniale!

Jak to możliwe, żeby kobieta była tak cyniczna? Toż to ślub za chwilę, a ona bez śladów skrupułów patrzy potem narzeczonemu prosto w oczy? Valdek nie mógł się odnaleźć. Zrujnować im ten ślub? Ale czy jest mu potrzebna taka osoba? I musiał przed sobą przyznać: jest. Każda jej wersja.

Następnego dnia przyjechał do restauracji wcześniej. Dziewczyny dekorujące salę zerkały na niego z ukosa. I wtedy…

Nie wierzył własnym oczom: do niego podeszła Ksenia.
Cześć. Uciekłam zaraz po rejestracji, tak bardzo chciałam się z tobą zobaczyć, powiedziała promieniując szczęściem. Ale co się z tobą dzieje, Valdek?!

Nic nie rozumiem, wydukał, Była rejestracja? A później uciekłaś?
No tak, głuptasie. Po co mam się szwendać z młodymi po mieście, skoro lepiej z tobą spędzić czas. Czy nie cieszysz się?

Z młodymi? To nie ty wychodzisz za mąż?!

Ksenia przez moment wpatrywała się w niego osłupiała, po czym wybuchła śmiechem. Jej śmiech był tak szczery, iż Valdek sam zaczął się śmiać.
Nie, oczywiście! To moja córka, Krysia! Studiuje w Warszawie, wczoraj właśnie przyleciała, uśmiech nagle zgasł Myślałeś, iż to ja wychodzę za mąż? Że dwa dni przed ślubem sypiam z kim innym? Musiałeś mnie mieć za niezłą… zawahała się osobę.
I nagle zrozumiał. Ksenia ani razu nie powiedziała ja ani my zawsze mówiła narzeczona z narzeczonym. Robert nigdy nie mówił do niej per Krysia, tylko zawsze pani Ksenia i na pani. Jak mógł tego wcześniej nie zauważyć? Wyszedł na głupca… I wtedy zadał najważniejsze pytanie:
A ty? Jesteś wolna? a kiedy przytaknęła, natychmiast wypalił: Wyjdziesz za mnie? Proszę…

Wesele wypadło fantastycznie, prowadzący był pełen klasy i humoru, goście zachwyceni. Młodzi podeszli do Valdka z podziękowaniami:
Dziękujemy! Nie wiemy, jak się odwdzięczyć za ten wieczór.
Ja się nim zajmę, podeszła Ksenia, Was już limuzyna czeka. Dopilnuję wszystkiego!

Wieść, iż Valdek żeni się z kobietą starszą o dziewięć lat, gwałtownie rozniosła się w rodzinie. Najpierw byli sceptyczni, ale gdy zobaczyli pannę młodą, powtarzali:
W takiej to można się zakochać!

Ksenia i Krysia urodziły dzieci w odstępie dwóch tygodni.

Po tych wszystkich zawirowaniach nauczyłem się jednego. Czasem dopiero los, zsyłając nieporozumienia i nieoczekiwane sytuacje, stawia na twojej drodze coś ważniejszego niż ślepe poszukiwania ideału. Szczęście jest tam, gdzie potrafimy je posłać i rozpoznać, gdy jest naprawdę blisko.

Idź do oryginalnego materiału