Małgorzata poznała Jacka tuż po jego powrocie z wojska.
Wyglądał jak z okładki magazynu.
Wysoki, umięśniony, zielone oczy, ciemne kręcone włosy.
Przy nim czuła się zwyczajna, choć ładna.
Jasne włosy, smukła sylwetka, miły uśmiech.
Nie wierzyła w swoje szczęście.
Spośród całej paczki wybrał właśnie ją.
— Co on w tobie widzi? — szeptały koleżanki.
— Tacy przystojniacy długo się nie zatrzymują.
— Pobawi się i pożegna.
Małgorzata tylko się uśmiechała.
Wierzyła w ich miłość.
Chodzili do kina, na tańce, spotykali znajomych.
Jacek nie sypał komplementami, ale był blisko.
Od jego dotyku kręciło jej się w głowie.
Gdy pierwszy raz przyprowadziła go do domu, matka zmarszczyła brwi.
Barbara Nowak długo milczała.
Później, sam na sam z córką, powiedziała cicho:
— Piękny mąż to cudzy mąż, córeczko.
— Tacy rzadko bywają wierni.
— Nie śpiesz się z weselem, sprawdź go.
— Zbyt on wystawkowy.
Małgorzata się obraziła.
Nie chciała słuchać wątpliwości.
Ale ziarno niepokoju już w niej zostało.
Z czasem Jacek zaczął się zmieniać.
Najpierw siłownia, potem basen, potem nowe towarzystwo.
Małgorzata zapisała się na treningi, by być blisko.
Czuła się niepewnie przy zadbanych, umięśnionych dziewczynach.
Jacek przyglądał się im z zainteresowaniem.
Ona coraz częściej wychodziła wcześniej, kryjąc łzy.
— Ale z ciebie chuchro — zaśmiał się, gdy przeziębiła się po basenie.
— Lepiej zostań w domu z książkami.
Te słowa zabolały najbardziej.
Przypomniała sobie ostrzeżenie matki.
Czuła, iż Jacek odchodzi.
Znikał coraz częściej, bez telefonu, bez wyjaśnień.
Aż przepadł zupełnie.
Nie odbierał telefonów.
— Nie dzwoni? — spytała matka.
— Nie… — szepnęła Małgorzata, odwracając twarz do ściany.
— Wstawaj zaraz! Do fryzjera marsz! — zakomenderowała Barbara Nowak.
— Nowa fryzura to pierwszy krok do nowego życia.
— Potem uszyjemy sukienkę, ty masz do tego rękę.
Kupiły materiał, Małgorzata rysowała fasony.
Starała się zapomnieć o Jacku.
Plotki o jego nowych podbojach dochodziły do niej.
Trzymała się mocno.
Na potańcówce pojawiła się z nową fryzurą, lekka i promienna.
Wszyscy się oglądali.
Zauważył ją jeden.
Tomek, cichy i niepozorny, zaczął się o nią starać.
Jego oczy patrzyły tylko na nią.
Po miesiącu oświadczył się.
— To ja rozumiem – prawdziwy mężczyzna! — powiedziała matka.
— Zakochał się, więc się żeni.
— A ty?
— Zgadzam się — cicho odpowiedziała Małgorzata.
— Kochasz go?
— A jak nie kochać?
— Jest dobry, pracowity, wierny.
— Potrzebuje mnie – tylko mnie.
Wesele było skromne, ale ciepłe.
Zaczęli od zera: pierwszy stołek, pierwszy talerz.
Po roku urodziła się córeczka.
Po kolejnych trzech – syn.
Życie ułożyło się inaczej, niż marzyła.
Ale ułożyło się dobrze.
Czasem prawdziwa miłość nie błyszczy jak gwiazda.









