Trzymać nie chciała
– Odchodzę od ciebie!
Tak, jak przewidziała Grażyna, moje przeczucie o Marekowym małżeństwie się potwierdziło najwyraźniej nie znał on wcale swojej żony!
– No cóż, skoro tak, to idź! Nie będziesz mnie do niczego zmuszać!
– To jeszcze nie koniec! Ja i Wanda zabierzemy dziewczynki do siebie! wykrzyknął Marek. Dzieci potrzebują zarówno taty, jak i mamy!
Grażyna poznała Marka na przyjęciu u wspólnych znajomych i od razu spodobał jej się przystojny, mało gadatliwy mężczyzna. W jego spojrzeniu było coś niepewnego, jakby zagubionego w gąszczu własnych myśli, i to wydało się jej niezwykle intrygujące. Wszyscy mężczyźni, których do tej pory spotkała, byli pewni siebie i mieli stałe wyobrażenie o twardej prawdzie życia.
Spędzili razem cały wieczór, rozmawiając po drodze, a Grażyna słuchała z rosnącym zainteresowaniem. W pewnym momencie Lidia, przyjaciółka, która zaprosiła Zuzannę na urodziny, podeszła do Grażyny, gdy Marek odszedł do toalety, i szepnęła:
– Bądź ostrożna z nim on ma przyczepkę!
– Co to znaczy przyczepka? nie zrozumiała dziewczyna.
– Dosłownie: ma dwoje dzieci!
– Dwoje dzieci? zdziwiła się Grażyna, bo przez cały wieczór nie wspomniano ani o dzieciach, ani o żonie. Skoro są dzieci, musi być i żona!
Okazało się jednak, iż żony nie było kobieta, z którą Marek planował wziąć ślub, po prostu uciekła. Zostawiła ojcu bliźniaczki, które teraz wychowuje razem z własną mamą.
Co za czarymary! pomyślała Grażyna. Mężczyzna z przyczepką to dziś rzadkość! Być może to właśnie ta niepewność wynikała z faktu, iż każdy mógłby się zagubić w takiej sytuacji.
– Dlaczego nie powiedzieliście mi o córkach? zapytała Grażyna, gdy Marek wrócił do pokoju.
– Bo wszyscy się boją odpowiedział szczerze po krótkiej chwili milczenia. I ty i tak możesz uciec. Ja naprawdę nie chcę, żebyś odczuła potrzebę ucieczki.
– Nie ucieknę! obiecała Grażyna, zdając sobie sprawę, iż nie ma już ochoty gdziekolwiek biec. Słowa jej okazały się prawdziwe.
Marek odprowadził ją do domu i umówili się na kolejne spotkanie. Podobała mu się Zuzanna, a jej serce zdobył samotny ojciec z dwojgiem trójletnich pociech, który nie dał się zaskoczyć ich obecnością.
– Mama wyrzuciła mnie z domu, kiedy Lidia zaprosiła na urodziny tłumaczył Marek. Mówi, iż zaraz zwariuję. Nie da się bawić z dziećmi!
Matkę można było zrozumieć zięć uciekł rok temu z inną, zostawiając bliźniaczki na pastwę losu. Nie oddali ich nikt, a sama matka przygarnęła je, czyniąc z tego swego rodzaju obywatelski czyn, który w naszych czasach nie jest niczym małym.
Zuzanna poczuła, iż ten cichy, nieco dziwaczny ojciec samotny bardzo jej odpowiada. Do swoich dwudziestu pięciu lat miała już za sobą nieudany związek z lat studenckich burzliwy romans, który nie doprowadził do szczęśliwego małżeństwa.
Na początku ich relacja ograniczała się do spotkań, a w obiegu znajomych panowało hasło wszystko gra, jak mawiał ukochany; oboje studiowali na ostatnim roku. Gdy jednak po ślubie zaczęli razem mieszkać, ujawniły się diametralnie różne poglądy na życie.
– No i co? powiadają ludzie, i mają rację: prawie wszyscy mają przeciwstawne przekonania. Czy więc wszyscy powinni się rozwodzić? Trzeba umieć ustępować i przyzwyczajać się!
Grażyna zaczęła się poddawać, bo mąż nie chciał tego robić moje słowo to prawo!
– Dobrze! przyznała Grażyna, choć niepokój wciąż się w niej mieszał. Wszystko, co mówił jej mąż, nie zawsze spełniało jej oczekiwania. Po ukończeniu uczelni natychmiast wzięła pracę, ale nie udało się znaleźć odpowiedniego miejsca dla Marka wszędzie coś nie pasowało.
W jednej firmie godziny pracy nie odpowiadały mu, w innej szef był nieciekawy, w trzeciej miejsce nie spełniało żadnych potrzeb. W końcu uznał, iż co chcę, tego tu nie ma.
I w tym samym czasie Igor, dawniej rozrywkowy znajomy, osiedlił się w domu, mówiąc: Mamy wszystko, kochana!. Życie szło dalej, bo zmarła babcia zostawiła Zuzannie swoją stalinowską kamienicę w centrum Warszawy. Jednak Zuzanna nie wyobrażała sobie życia rodzinnego w takim otoczeniu. Igor nie pomagał w domu to nie królewska robota!.
– Weź sobie sług, królu! podpowiedziała żona, zmęczona noszeniem brudu za mężczyzną. Albo zamów sprzątanie!
Zuzanna zaczęła zdawać sobie sprawę, iż postawiła na niewłaściwego konia. Nie dotarła choćby do mety; Igor okazał się ciastkiem bez nadzienia. Rozczarowany mąż wrócił do matki, a Zuzanna przez trzy lata nie zwracała uwagi na żadnego mężczyznę dość już było!
Wtedy w jej życiu pojawił się Marek. Nie tylko się pojawił niedługo oświadczył się i przedstawił rodzinie: urocze bliźniaczki i matkę Zofię. Zuzanna poczuła, iż chce być z nimi; do tego momentu była po uszy zakochana.
W domu panował ciężki nastrój, co było zrozumiałe ambitna dziewczyna wpychała się w otchłań, nie z przymusu, nie pod groźbą, ale z własnej woli.
– Nie myślałam, iż jesteś taka krzyczała mama. Po co się tak zamartwiasz? Są przecież dobrzy mężczyźni, po co wybierasz patologię?
– Mamo, Marek jest zupełnie normalny! protestowała Zuzanna z trudem.
– Oczywiście, normalny! wtrącił ojciec. Ten normalny zaraz powiesi się na własnych problemach! Czy rozumiesz, co cię czeka?
– Co mnie czeka? zdziwiła się Grażyna. Gdybym urodziła swoją podwójną, co by się stało? To samo by się wydarzyło!
– Nic takiego! warknął ojciec. Dzieci własne to jedno, a cudze to drugie! Matka uciekła, ale geny nie da się wymazać! Będą rosły jak dzikie trawy co zrobisz?
Po co będą rosły jak dzikie trawy? rozmyślała Zuzanna. Z Marekiem będą mieli normalną, pełną rodzinę, z kochającym tatą i mamą. Człowiek nie kształtuje się tylko genetyką, ale i tym, co dostanie w dzieciństwie.
Na ślubie nie przybyli rodzice panny młodej, podobnie matka pana młodego została w domu z wnuczkami. Dlatego ceremonia była skromna: spotkali się w kawiarni z świadkami i tyle. Po ślubie z przyczepką wprowadził się do stalinówki.
Wkrótce w rodzinie Nowosielcowych pojawiło się trzy chłopcy: Zuzanna urodziła wspólną córkę. Powoli rodzice się ociepliwali w końcu wnuczka! i zaczęli się kontaktować, nie dzieląc dzieci, bo były bystrymi ludźmi i wiedziały, iż podziały prowadzą do konfliktów. Teraz żyją w zgodzie, dzięki Bogu.
Starsze dziewczynki chodziły do przedszkola, a najmłodsza pomagała babciom. Co ciekawe, teściowie bardzo się zaprzyjaźnili.
Pierwszą żonę Marka udało się pozbawić praw rodzicielskich rodzice i teściowa podjęły szybkie działania: Złapię go i przytnę! krzyczała Zofia. Alimenty nie udało się wyegzekwować, bo Wanda zniknęła bez śladu może to i lepiej.
Dziewczynki wiedziały, iż Grażyna jest ich niebiologiczną matką: czasem przypominały im wspomnienia z wczesnego dzieciństwa jedynie błyski o innej mamie. Ukrywanie nie miało sensu.
Czas płynął, córki rosły i cieszyły rodziców. Zuzanna i Marek pracowali zwykła, normalna rodzina. Pierwsza żona pojawiła się, gdy dziewczynkom było czternaście lat, jakby nic się nie stało, jakby minęło jedynie dwanaście lat.
Marek, wracając z zakupów, przyszedł do domu z pustą torbą: spotkał Wandę!
– Jaka Wanda? zapytała żona; od dawna nie wspominano o niechcianej matce dziewczynek. Co więcej, zapomniała, iż tak się nazywała.
– Moja Wanda! odparł Marek.
Słowo moja przeszyło ją: kim była wtedy? Grażyna poczuła niepokój wszystko wydawało się niezmienione, a jednak nie do końca.
– Gdzie ją spotkałeś?
– W naszym sklepie!
– Co robiła? Czyżby i ona szła po zakupy?
– Wydaje się, iż po prostu stała
Po prostu stała? Czy naprawdę czekała na kogoś? Co z tego wyniknie? pomyślała Grażyna i głośno zapytała:
– Co ci powiedziała? Co ci powiedziała?
– No, powiedziała! niechętnie wyjaśnił mąż.
– Co? Dlaczego mam z ciebie wyciągać wszystkie kolce?
Okazało się, iż Marek znowu spotkał największą miłość swojego życia Wandę, która nie zmieniła się ani w calu, niczym cukierkowa konfitura. Była dla niego iskrą, rozświetlającą szarą codzienność.
Wanda przyznała, iż wzięła się w garść. Nie było już żartów jej związek z innym mężczyzną, młodszym, nie przyniósł dzieci.
– Czy więc zaczniemy od nowa, Olekdziecko? powiedziała Wanda, delikatnie dotykając jego dłoni.
Tak nazwała go w najintymniejszych chwilach ich własny szyfr. Marek poczuł się jakby nagle wrócił w czasie, jakby te długie lata nie istniały.
– Pamiętają mnie dziewczynki? spytała Wanda.
Dziewczynki od dawna nie wspominały jej miały inną mamę Grażynę.
– Oczywiście, pamiętają! okłamał mężczyzna; w miłości wszystkie środki są dopuszczalne.
– No to do przodu: matka jest matką! kontynuowała piękna kobieta. Wiem, iż jesteś żonaty! Rozwódź się, zabierz dziewczynki i wróćmy do tego, co było!
Wymienili numery telefonów: Zadzwoń, czekam! i Marek poszedł do domu. Jak mu powiedzieć żonie o wszystkim? O rozwodzie i o zabraniach dziewczynek? Mężczyzna stracił rozum i postanowił działać bezwzględnie. Nie dbał już o dobrą Zuzannę ani o dwie przyzwyczajone do niej córki widział jedynie cel, nie dostrzegając przeszkód. Hormony, powiedzmy, były jego jedynymi sojusznikami.
Marek wziął głęboki oddech i wykrzyknął:
– Odchodzę od ciebie!
Jak przewidziała Grażyna, przeczucie się spełniło Marek nie znał swojej żony na wylot. Jedno krótkie spotkanie z byłą żoną wystarczyło, by wszystko zamazać.
Zuzanna chwilę się zatrzymała, zebrała siły, po czym odparła:
– No cóż, skoro tak odchodź! Nie będziesz mnie zmuszał do niczego!
– To nie koniec! My z Wandą zabierzemy dziewczynki! warknął Marek. Dzieci muszą mieć ojca i matkę!
– Tak? zapytała spokojnie żona. A kto ci je da?
– Kto da? My jesteśmy biologicznymi rodzicami, a prawo po naszej stronie! Każdy sąd stanie po naszej stronie!
– Co? nie zmieniając tonu, odpowiedziała żona. A co z tym, iż ich mama jest pozbawiona praw rodzicielskich? Zapomniałeś, iż prawo jest po stronie matki?
– Rozwiążemy to! powiedział Marek. I z opieką też! Ty tylko ostrzeż dziewczynki!
– Nie, nie, nie! sprzeciwiła się żona. Kto wymyślił, ten i prowadzi.
Tego niedzielnego popołudnia wszyscy byli w domu. Wtedy kochający ojciec ogłosił dziewczynkom sensacyjną nowinę: niedługo będziemy razem!
– To już jesteśmy razem! krzyknęły razem Ania i Tosia.
– Nie, mam na myśli waszą prawdziwą mamę! wyjaśnił ojciec.
Dziewczynki spojrzały na siebie, po czym Ania zapytała:
– O kim ty mówisz? Czy to nasza mama? i wskazała na bladą Grażynę.
– Nie, macie inną, biologiczną mamę!
– To ta, co uciekła sto lat temu? I której Zofia zawsze chciała nad…przyznać? Teraz o niej mWtedy wszyscy zrozumieli, iż najważniejsze jest, by żyć w zgodzie, choć los splatał ich drogi w nieprzewidywalny sposób.
