Niedzielny tata. Opowiadanie. Gdzie jest moja córka? – powtórzyła Olesia, czując, jak zęby jej szczękają nie wiadomo czy ze strachu, czy z zimna.

newskey24.com 8 godzin temu

Gdzie jest moja córka? powtarzała Olga, czując, jak szczękają jej zęby, nie wiedząc, czy to ze strachu, czy z zimna.

Hanię zostawiła na urodzinach w pokoju zabaw w Galerii Krakowskiej. Rodziców solenizantki znała tylko z widzenia, ale oddała córkę spokojnie nie pierwszy raz była na takim dziecięcym przyjęciu, to była normalna rzecz. Tylko dziś się spóźniła autobus długo nie przyjeżdżał. Galeria stała w niewygodnym miejscu, wszyscy przyjeżdżali tu autem, ale Olga samochodu nie miała. Więc dowiozła córkę autobusem, potem wróciła do domu na korepetycje nie mogła ich odwołać i znów wyruszyła po Hanię. Spóźniła się tylko piętnaście minut biegła przez oblodzony parking ile sił, aż z trudem łapała oddech. Teraz mama solenizantki, niska kobieta o okrągłych błękitnych oczach, patrzyła na Olgę ze zdziwieniem i powtarzała:

Przecież jej tata ją zabrał.

Ale Hania nie miała taty. Oczywiście istniał, ale nigdy choćby jej nie widział.

Z Markiem Olga poznała się przypadkowo spacerowała z koleżanką po bulwarze nad Wisłą, koleżanka skręciła nogę, chłopacy zaoferowali pomoc. I jak w jakimś filmie, pochwalili się, iż studiują na AGH, a ich ojcowie to generał i profesor, tak naprawdę. Po co to mówili? Byli młodzi i głupi. Gdy Olga zaszła w ciążę, a Marek dowiedział się, iż jest studentką pedagogiki, a jej ojciec prowadzi autobus MPK wsunął jej tylko pieniądze na aborcję i zniknął.

Olga aborcji nie zrobiła, nigdy tego nie żałowała Hania była jej towarzyszką, rozważną i godną zaufania jak na swoje lata. Razem zawsze było im wesoło, a gdy Olga prowadziła lekcje, Hania bawiła się cicho lalkami potem wspólnie gotowały zupę mleczną lub jajko w koszulce, piły herbatę z ciasteczkiem z masłem. Pieniędzy nie było wiele, wszystko szło na czynsz, ale ani Olga, ani Hania nigdy nie narzekały.

Jak mogliście oddać moją córkę obcemu człowiekowi?!

Olgi głos drżał, do oczu napływały łzy.

Jak obcemu? irytowała się błękitnooka kobieta. Przecież to jej ojciec!

Olga mogła jej powiedzieć, iż żadnego ojca nie ma, ale po co? Musiała biec do ochrony, żądać nagrań kamer i

Kiedy to było?

Chwilę temu, niecałe dziesięć minut

Olga odwróciła się i pobiegła. Ile razy powtarzała Hani nie idź nigdzie z obcymi! Ze strachu nogi jej nie słuchały, wszystko przed oczami się rozmywało, kilka razy wpadła na kogoś, ale choćby nie przepraszała, tylko biegła dalej. Kierowana nagłą myślą, zawołała:

Hania! Haniaaa!

W strefie gastronomicznej Galerii był gwar, tylko parę osób zwróciło uwagę na krzyk. Olga łapczywie łapała powietrze, nie wiedząc, gdzie iść najpierw. Może nie zdążył jej jeszcze zabrać, może…

Mamusiu!

W pierwszym momencie nie dowierzała oczom. Jej córka w rozpiętej kurteczce, z przemazanym lodami policzkiem, biegła prosto do niej. Olga chwyciła ją tak, jakby bała się ją ponownie stracić, wpatrzyła się w mężczyznę. Schludny, z krótką fryzurą, w głupawym swetrze z bałwanem i lodem w ręku. Z jego twarzy można było czytać, iż Olga właśnie ma zamiar coś wykrzyczeć bo zaraz sam zaczął mówić:

Proszę mi wybaczyć, to moja wina! Powinienem czekać na panią w sali, ale te małe potwory tak ją gnębiły! Wyzywali ją, iż nie ma taty i iż nikt po nią nie przyjdzie, bo jest brzydka! Więc postanowiłem im pokazać, iż ona też ma tatę podszedłem, powiedziałem: Córeczko, chodź po lody, poczekamy, mamusia już jedzie. Nie myślałem, iż aż tak panią przestraszę

Olga cała się trzęsła. Nie zamierzała ufać obcemu. Ale czy naprawdę dokuczali Hani? Spojrzała córce w oczy ta od razu zrozumiała pytanie, pociągnęła nosem, podniosła dumnie głowę.

No i co z tego! Teraz też mam tatę!

Mężczyzna niezdarnie wzruszył ramionami, Olga wciąż nie mogła wydusić słowa.

Chodźmy już wydusiła w końcu. Późno, nie zdążymy na autobus.

Proszę, pozwoli pani, żebym was podwiózł? Skoro już tak wyszło Nie myślcie, nie jestem żadnym maniakiem! Marek jestem. Dobry człowiek! Tam siedzi moja mama, proszę bardzo, ona potwierdzi!

Wskazał siedzącą przy stoliku panią w fioletowych lokach, skupioną na lekturze książki.

jeżeli pani chce, podejdziemy, na pewno mnie zachwali!

Nie wątpię sarknęła Olga, która najchętniej trzepnęłaby nieznajomego w głowę. Dziękujemy, poradzimy sobie.

Mamo Hania pociągnęła jej kurtkę. Niech widzą, iż tata nas podwozi!

Przy wejściu do pokoju zabaw stały jeszcze solenizantka z mamą i inna dziewczynka, której imienia Olga nie pamiętała. Córka patrzyła błagalnie, a iść przez lodowisko w takim stanie byłoby trudno. Olga się zdecydowała.

Dobrze rzuciła.

Świetnie! Zaraz tylko powiem mamie!

Maminsynek zapisała w myślach Olga. Mama Marka pomachała jej życzliwie, Olga się odwróciła z irytacją. Co za głupia sytuacja!

W drodze starała się nie patrzeć na Marka, ale nie mogła nie zauważyć, jak uważnie rozmawia z Hanią. Ta śpiewała i gadała jak szalona Olga nie widziała jej jeszcze tak radosnej. Przy ich domu Hania nagle posmutniała.

Już się więcej nie zobaczymy? zapytała cicho Marka, zerkając na mamę.

Olga zobaczyła, iż Marek spogląda na nią z niemym pytaniem. Chciała powiedzieć nie, Hania, to niegrzeczne, ale widząc jej smutną twarzyczkę tylko pokiwała głową.

jeżeli twoja mama pozwoli, mogę cię zaprosić w weekend na bajkę do kina. Byłaś już kiedyś?

Naprawdę? Nie byłam! Mamo, mogę iść z tatą do kina?

Olga poczuła się niezręcznie i zaczęła tłumaczyć:

Haniu, zgodzę się, ale pod dwoma warunkami. Po pierwsze nazywanie obcego człowieka tatą nie jest adekwatne, mów pan Marek, dobrze? Po drugie na bajkę idę z wami, bo co zawsze powtarzam? Nie wolno chodzić z obcymi, choćby jeżeli wydają się mili!

Ja też jej to mówiłem wtrącił Marek. Że nie wolno chodzić z obcymi.

To mogę iść?

Przecież mówię, iż tak.

Hurra!!!

Rozsądek podpowiadał Oldze, iż powinna zakończyć te głupoty, ale nie potrafiła. Nikogo nie miała na świecie oprócz Hani. Gdyby tak mogła z kimś pogadać! Z mamą choćby Olgę pamięć o matce była zamazana zginęła, gdy Olga miała pięć lat, tyle co dziś Hania. Chłopiec wpadł do przerębla, nikt nie odważył się wskoczyć, tylko ona. Chłopca uratowała, ale sama zapadła na poważne zapalenie; zmarła w tydzień miała cukrzycę i kłopoty ze zdrowiem. Hania też odziedziczyła tę chorobę; Olga bardzo to przeżywała przecież to przez nią.

Przed kolejnym weekendem Olga dużo myślała, ale okazało się, iż martwiła się niepotrzebnie w kinie Marek przyprowadził mamę.

Nie chcę wyglądać na dziwaka, mama powie pani wszystko o mnie uśmiechnął się.

Marek to szalony chłopak odpowiedziała jego mama z uśmiechem, który mówił, iż syn jest jej oczkiem w głowie.

Gdy Marek poszedł po popcorn, jego mama faktycznie zaczęła rozmowę.

Pozwolisz, iż będziemy na ty? On też dorastał bez taty. Cztery razy wychodziłam za mąż, ostatni był ideałem, Marek cały w niego. Ale los chciał inaczej serce nie wytrzymało, nie zdążył choćby syna potrzymać. Urodziłam szybciej, sama nie wiem jak to przetrwałam. Poprzedni mężowie pomagali Tak patrzysz jesteśmy w dobrych stosunkach, pierwszy do dziś mnie kocha, drugi okazał się nie z tej orientacji, trzeci za bardzo kocha kobiety Próbowali zastąpić Markowi ojca, ale to nie to samo. Dlatego tak przejął się Hanią w szkole też wyśmiewali go, bo nie miał taty. Robił szalone rzeczy, żeby udowodnić chłopakom, raz o mało nie zginął

Kobieta była fascynująca. Niska, żylasta, z fioletowymi włosami, w garsonce Chanel, z książką Chmielewskiej w ręku. Olgę bardzo ujęła.

Nic złego nie zamierza, po prostu dobry z niego chłopak mrugnęła. A i na ciebie, jak widzę, wpadł w oko.

Olga poczerwieniała tego jeszcze jej brakowało! Wiedziała, iż nie powinna nic zaczynać, ale żal jej było Hani

Po filmie podała Markowi pieniądze za bilety, ale on odmówił:

Zapraszam panie do kina, ja płacę!

I to Oldze nie spodobało się zawsze płaciła za siebie, nie lubiła zależeć od nikogo. Że jej się podobał? Głupie tak nie bywa.

Gdy Marek odwiózł je pod blok, Hania zapytała:

Tato, gdzie pójdziemy następnym razem?

Haniu! upomniała ją Olga.

Córka śmiesznie zakryła usta rączkami.

Może odwiedzimy Muzeum Zoologiczne? Co ty na to?

Super! Mamo, pójdziesz z nami?

Idźcie sami powiedziała sucho Olga. Weźcie ze sobą panią Elżbietę, wspominała, iż uwielbia motyle.

Pierwsza wysiadła, by zakończyć całą sytuację kątem ucha usłyszała, jak Marek powiedział do Hani:

Jak mama nie słyszy, możesz mówić na mnie tata.

Tak właśnie Hania zyskała niedzielnego tatę. Czasem Olga chodziła z nimi, czasem puszczała Hanię samą, jeżeli była z nimi pani Elżbieta wciąż czuła do Marka dystans, choć córka z ekscytacją recytowała, jak jest z nim fajnie. Zresztą sama tym się zarażała, ale nie pozwalała sobie na zbyt wiele: przecież w życiu nie podjeżdża żaden książę na białym koniu A jego mama wychwalała go tak mocno, iż Olgę czasem zastanawiało co z nim nie tak? Czy taka kobieta swatałaby syna zwykłej dziewczynie?

Ale z czasem serce Olgi miękło. Marek był delikatny zostawiał jej czekoladę na półce przy wejściu, zawsze pytał o zgodę, zanim zaprosił Hanię gdzieś, szukał wzroku Olgi w samochodzie. Szczególnie polubiła panią Elżbietę była wspaniałą rozmówczynią! Gdyby Marek nie był jej synem, to właśnie z nią Olga najchętniej by się radziła.

Pewnego razu Marek zadzwonił i coś mówił o kinie. Hania od razu się przysiadła, szepnąwszy:

To Marek?

Nim Olga odpowiedziała, Hania usiadła bliżej, uśmiechnięta.

Tak, Hania się ucieszy odrzekła odruchowo.

Chwileczkę Zapraszam Hanię, ale i panią. Chodzi mi o to, żebyśmy poszli razem. We dwójkę.

W tle rozległ się głos pani Elżbiety:

Nareszcie!

Mamo, przestań podsłuchiwać! Ojej, Olga, przepraszam Przepraszam. Ona zawsze podsłuchuje!

Hania znów szepnęła:

On zaprasza cię do kina?

Olga się śmiała:

Ja też podsłuchuję. Marek Ja

Proszę, nie odmawiaj! Jeden raz, obiecuję będę rycerzem z prawdziwego zdarzenia!

Powiedz o oczach, Marek, o oczach nie ustępowała pani Elżbieta. Powiedz jej, co mi mówiłeś, iż ma taki sam wzrok jak jej matka

Jakby ktoś oblał Olgę zimną wodą. Nie rozumiała co miała z tym wspólnego jej mama?

Marek coś krzyknął matce, a potem powiedział:

Olga, przyjadę zaraz, wszystko wyjaśnię. Mogę?

Wyjaśnienia bardzo były jej potrzebne Chodziła z kąta w kąt, dopóki Marek nie przyszedł, a Hania, jakby czując powagę chwili, usiadła do rysowania.

Powinienem był od razu powiedzieć zaczął Marek. Chciałem, ale tak mi się spodobałaś Nie chciałem, żebyś myślała, iż to przez twoją mamę. Bałem się, iż mnie znienawidzisz. Bo ona przez mnie zginęła

Mówił nieskładnie, plątał się w wątkach, patrzył na nią z prośbą. Olga się trzęsła, jak wtedy, gdy bała się, iż Hania zaginęła.

Wybaczysz mi?

Nie odezwała się ani słowem przez cały monolog, tylko z trudem wycisnęła:

Muszę się zastanowić.

Mamo, wybacz tacie

Marek porozumiewawczo zrobił wielkie oczy do Hani, przypominając ich umowę. I spojrzał na Olgę. Powtórzyła:

Potrzebuję czasu. Muszę pomyśleć, rozumiesz?

Chciała zapytać tysiąc rzeczy, ale nie umiała choćby wykrztusić słowa. Za to, gdy zadzwoniła pani Elżbieta, wszystko się wyjaśniło.

On nie wiedział, iż ona nie żyje chroniłam go. Kiedy się wygadałam, Marek postanowił was odnaleźć. Chciał pomóc, ale wszystko wyszło nie tak On zakochał się w tobie od pierwszego wejrzenia! Bał się, iż go źle zrozumiesz. Nie obwiniaj go to on chciał udowodnić chłopakom, iż jest mężczyzną bez ojca. Wszyscy bali się wejść na lód, a on poszedł i

Pani Elżbieta broniła syna, nie naciskała. Hania naciskała za to aż nadto!

Mamo, on jest super! Kocha cię, powiedział mi! I będzie moim prawdziwym tatą, rozumiesz?

Olga rozumiała. Ale czy to wszystko nie jest na wyrost?

Minął prawie miesiąc, a Olga nie mogła się przemóc, by się z nim spotkać. Nie odbierała telefonów, nie czytała wiadomości. Im dłużej to trwało, tym bardziej chciała z nim porozmawiać, ale tym bardziej wydawało się to niemożliwe.

Hania obudziła ją w nocy płakała, narzekała na ból brzucha. Już dzień wcześniej się skarżyła, ale Olga zrzuciła to na zbyt kwaśny kefir. Teraz Hania wyraźnie była rozpalona termometr nie był konieczny.

Z drżącymi rękami zadzwoniła po karetkę, a potem nie wiedząc czemu do Marka.

Przyjechał z karetką, w domowych spodniach, rozczochrany. Pojechał z nimi do szpitala, uspokajał, obiecywał, iż będzie dobrze, choć sam miał głos pełen niepokoju.

Zapalenie otrzewnej nie jest tak źle, będzie dobrze!

Olga sama chwyciła go za rękę nie wiedziała, czy po to, by jego uspokoić, czy siebie. W poczekalni było chłodno, nie mieli ze sobą nic ciepłego, siedzieli obok siebie, grzejąc się wzajemnym ciepłem.

Do lekarza pobiegł pierwszy, pytał o operację. Olga tylko siedziała i bała się ruszyć. Gdyby coś się stało Hani, nie przeżyłaby tego.

Ale wszystko skończyło się dobrze. Lekarze zrobili, co trzeba, Hania była dzielna walczyła, choć była w krytycznym stanie.

Jakby dobry anioł czuwał nad nią powiedział lekarz, a Olga wyszeptała: dziękuję, mamo.

Marek długo dziękował lekarzowi, a ten nakazał im jechać do domu do Hani i tak nie wolno wchodzić, na razie jest w szpitalu, a rodzicom trzeba odpocząć.

Podwiózł ją pod blok, Olga czekała, aż Marek poprosi o wejście ale milczał. Wtedy powiedziała:

Już świta. Chodź, zaparzę ci kawę.

I zrozumiała, iż naprawdę tego chce żeby został. Żeby był obok. Na zawsze.

Hania zdrowiała zdumiewająco gwałtownie wszyscy lekarze i pielęgniarki zauważyli.

Bo mam i mamę, i tatę mówiła.

Nikt poza Olgą i Markiem nie rozumiał, skąd w jej głosie tyle szczęścia…

Idź do oryginalnego materiału