Nienasycona rodzina

newsempire24.com 10 godzin temu

No to co, drodzy goście? Najedliście się? Napiliście? Zadowoliłam was? zapytała Zuzanna, wstając przy głowie długiego stołu.

Tak, siostro, odparł Borys z satysfakcją, zawsze jesteś na topie!

Zdecydowanie tak! dodała Natalia, wspierając brata. Razem z mamą uczyłyśmy się gotować, a ja nigdy nie wyjdzie tak pysznie, jak przy tobie! Dlatego zawsze cię zapraszam na moje uroczystości!

Mamo, powiedziała Ania, a ja znowu nie mogę wyjść z siłowni! Ale nie mogłam przestać!

Mamusia, wtrącił się Andrzej, zaraz przyślę ci żonę, żebyś ją nauczyła gotować.

Dlatego właśnie wziąłem cię za żonę! wykrzyknął Wacław, sycąc się i podnosząc kieliszek. Przepraszam!

Zadowolona, co? uśmiechnęła się szeroko Zuzanna. A teraz, moi kochani, zrobiła krótką pauzę, w której z jej twarzy zniknęła radość, wynocha z mojego domu!

To był ostatni obiad, który dla was przygotowałam! I ostatni raz, kiedy się dla was męczyłam! Nie chcę już was ani widzieć, ani słyszeć, a choćby o was nie myśleć!

Chwyciła z stołu ciężką salaterkę i z całej siły rzuciła nią na podłogę!

Dość, maluchy! Koniec tańców! rzekła z groźnym uśmiechem. Nie dam się już dłużej wykorzystywać, zwłaszcza przez was!

Nad stołem zapadła cisza, goście zszokowani do głębi. Mogli się spodziewać takiego zachowania od kogokolwiek, ale nie od Zuzanny spokojnej, pomocnej, poddanej.

Co to ma znaczyć? zapytał Wacław.

Za to natychmiast dostał policzek od żony.

gwałtownie dzwońcie, ona ma napad psychiczny! krzyknęła Natalia.

Zuzanna chwyciła karafkę z resztą soku:

Kto sięgnie po telefon, dostanie w głowę! uśmiechnęła się delikatnie. A wy? Dlaczego tak staliście? Rączki w nogi i rozbijajcie się! Moje nienasycone szczeniaki!

Zuzanno! ostro powiedział Borys. Jako starszy brat mówię ci: uspokój się i weź się w garść!

Nie! odparła z uśmiechem. Nie chcę już wam służyć! Nie będę, nie zamierzam! Nie będę spełniać waszych kaprysów i biec za wami, bo nie każdy sam coś zrobi! Dość!

Co cię tak ugryzło? zapytał Wacław, pocierając zaróżowiałą policzkę. Wszystko było w porządku!

Nie zebrałam was tylko tak usiadła na krześle i odrzekła, odchylając się. Wasza bezczelność przeszła już wszystkie granice, i to od dawna! Ostatni wasz manifest pokazał mi, jak bardzo się narozowaliście. Dlatego już nie chcę was w swoim życiu!

Przecież nic nie zrobiliśmy odparł Andrzej.

Dokładnie, synku! dodał.

***

Mówią, iż życie trzeba przeżyć dobrze. Nie ma co się kłócić. Ale co to znaczy dobrze? Każdy, kogo zapytam, ma własną odpowiedź.

Zuzanna miała czterdzieści pięć lat i była pewna, iż żyje adekwatnie. W najgorszym wypadku nie mogła sama sobie zarzucić niczego złego. Była trzecim dzieckiem w rodzinie, z dwoma starszymi braćmi i jedną siostrą. Rodziców cieszyła, braci kochała, siostrę nie przeszkadzała. Ukończyła szkołę, podjęła pracę. Nie liczyła na gwiazdy, ale nie szukała też łatwych dróg.

W pewnym momencie wyszła za mąż, urodziła dwoje dzieci. Była wierną, kochającą żoną, zawsze wspierała męża, nie krzyczała bez powodu. Była dobrą mamą, wychowała i wyedukowała dzieci, a potem wypuściła je w życie. W dorosłym życiu nie zerwała kontaktu z braćmi i siostrą pomagała, świętowała, rozwiązywała problemy, cieszyła się ich sukcesami. Uznała się za dobrą, wrażliwą i rozumną osobę. Dlatego uważała, iż żyje adekwatnie.

Jednak w czterdziestym piątym roku życia poczuła, co to znaczy zostać porzuconą w samotności, i to w najgorszym momencie.

***

Pani Zuzanno Michałowska powiedział lekarz po obiedzie, wszystkie wyniki są w porządku, nie ma przeciwwskazań. Czy umawiamy operację?

Oczywiście, doktorze odpowiedziała ze smutkiem Zuzanna. Decyzja już podjęta.

Rozumiem odrzekł lekarz, zauważając jej przygnębienie ale nie zaszkodzi być ostrożnym.

Proszę przystąpić machnęła ręką Zuzanna. Im szybciej, tym lepiej.

Dobrze zapisał w kartotece. Dziś jeszcze obiad, jutro nic, pojutrze operacja.

Odwrócił się do sąsiadki z łóżka:

Katarzyno, twoje wyniki nie są dobre, musimy to wyjaśnić.

Dobrze, panie Olek odparła Katarzyna.

Gdy lekarz odszedł, Zuzanna zapytała:

Co się stało, iż jesteś tak przygnębiona? Boisz się operacji?

To też, skinęła głową. Mąż jeszcze spojrzała na telefon.

Mój mąż odstawiał mnie przy śpiewach zaśmiała się Katarzyna. Myślę, iż dzieci wrócą do mamy, a on sam będzie organizował przyjęcie! Nic nie szkodzi, później się naprawi. Może i on poszedł w inną stronę?

Z ostatniej wiadomości głosowej słyszę, iż już w pełni dorosły Zuzanna ściągnęła wargi. Wie, iż mam operację! Dlaczego nie wspiera? Zamiast tego pije z kumplami!

Ech, wszyscy tak są odrzuciła Katarzyna. Kot w domu, myszy w kącie!

I tak, wciąż boli przyznała Zuzanna. Usunięcie macicy to poważna sprawa. Chociażby odrobinę wsparcia Mówiłam mu, iż się boję i iż potrzebuję pomocy. A on po dwóch krótkich wiadomościach znika!

Katarzyna była dziesięć lat młodsza od Zuzanny, więc nie miała doświadczenia, by ją pocieszyć, więc rozmowa ucichła.

Zuzanna nie poszła na kolację i nie wzięła ze sobą nic, bo przed operacją musiała pościć. Leżała cicho, patrząc w sufit. Przypomniała sobie, jak kiedyś Wojciech w pracy złamał obie nogi. Codziennie odwiedzała go w szpitalu, przywoziła jedzenie, czyste ubrania, siedziała z nim do późna. Po wypuszczeniu go do domu, brała urlop, żeby mu pomagać. Nie odmówiła mu nic wody, jedzenia, mycia, pielęgnacji.

Dlaczego on tak mnie traktuje? zapytała Zuzanna, kiedy Katarzyna wróciła z kolacji.

Nie tylko twój! uśmiechnęła się Katarzyna. Wszyscy tak robią! W pracy uczą, iż kobieta ma siedzieć przy mężczyźnie!

Zuzanna szukała pracy od trzech lat, przez znajomych starała się znaleźć lepsze stanowisko. On za to nie chciał nic robić, dopóki nie zagroziła rozwodem i alimentami.

Mój się udało odparła Zuzanna.

Twój ma inną słabość odparła Katarzyna, machając ręką. To tylko wykorzystujący typ! Trzeba ich gwałtownie ujarzmić, inaczej będą ciągnąć się po szyję i walić nogi!

Zuzanna zaczęła wątpić, czy nie przesadza z mężem, czy nie jest tylko nerwowa przed operacją.

To się nie wyklucza odpowiedziała Katarzyna. Fakt, iż od niego nie słyszysz miłe słowa, jest oczywisty. Mój mąż przynosi mi codziennie soki, owoce, dzwoni i wysyła serduszka w telefonie.

Zuzanna odwróciła się i okryła kocem głowę.

***

Głodzenie się, choćby gdy jest się bardzo głodnym, nie jest łatwe. Zuzanna planowała rozmawiać z sąsiadką, ale lekarze i badania ciągle ją przyciągali, więc Katarzyna pojawiała się rzadko i krótko.

Telefon w ręku:

Bliscy nie odmawiają rozmowy, żeby zabić czas pomyślała Zuzanna.

Syn Andrzej nie odebrał telefonu, wysłał tylko wiadomość, iż oddzwoni. Córka Ania dwukrotnie odrzuciła połączenie, po czym numer stał się niedostępny.

Dobre dzieci mruknęła Zuzanna, będąc zdezorientowaną.

Nie odbierają? zapytała Katarzyna, łapiąc oddech między badaniami.

Wyobraź sobie! odparła Zuzanna. Czy naprawdę tak trudno jest odpowiedzieć mamie?

Dorośli? dopytała.

Już choćby nie mieszkają razem.

To zapomnijcie, mamo! Spotkasz ich tylko wtedy, kiedy coś będą potrzebować! Z gniazda wyfrunęły pisklęta, teraz tylko wiatr je niesie!

Mój najstarszy ma szesnaście, już mnie nie ceni. Gdy mieszkają osobno, rodzice stają się zbędni. Dobrze, iż przyjdą na pogrzeb!

Nie, nie! Mamy świetne relacje! zapewniła Zuzanna.

To po co nie odbierają?

Katarzyna pobiegła dalej, a Zuzanna zamyśliła się.

Naprawdę, czy tak trudno znaleźć chwilę, by porozmawiać z mamą? Ostatnio ich wizyty były tylko po pieniądze. Nie pożyczki, po co nie chcą pomóc.

***

Smutno było bardzo. Katarzyna jednak trafiła w sedno: Pisklęta odleciały. Teraz żyją własnym życiem. O rodzicach wspominają tylko, gdy potrzebują czegoś.

Znowu zadzwoniła do męża. Nie było odpowiedzi. Wysłała wiadomość, pozostała nieodczytana.

Ojej, Wojtku! mruknęła. Nie byłoby tak źle, gdybyś nie dzwonił!

Wieczorem w końcu napisał: Gdzie są nasze oszczędności? Pensja skończyła się, nie wiemy, co jeść! A wynagrodzenie dostał trzy dni temu.

Coś się stało! oceniła Zuzanna. Impreza jak góra, wino jak rzeka!

Nie odpowiedziała mu. Gdyby choćby wspomniał, iż się troszczy, mogłaby się czuć lepiej, ale niech sam radzi sobie.

***

Brat Borys odebrał telefon, ale powiedział, iż jest zajęty i rozłączył się.

No tak, zajęty zauważyła Zuzanna.

Katarzyny nie było, więc nie usłyszała odpowiedzi. Przypomniała sobie, jak pół roku mieszkała w dwóch domach, kiedy Borys został porzucony przez żonę, zostawiając dzieci. To ja zajmowałam się nimi, kuchnią, sprzątaniem, dopóki nie znalazł nowej partnerki.

Musiałam mediować między jego potrzebą miłości do własnych dzieci a moim pragnieniem, by były moje. Po półtora roku nie dostałam ani słowa podziękowania. I znów jest zajęty.

Kiedy zadzwoniłam wieczorem, tylko krótkie sygnały i koniec połączenia.

Dziękuję, braciszku, za czarną listę!

Przypomniał sobie, iż Zuzannie czeka poważna operacja. Kiedy poprosił o dziecko na miesiąc, po raz pierwszy odmówiłam, tłumacząc się zabiegiem.

***

Siostra Natalia poświęciła Zuzannie jedynie pięć minut. Nie pytała choćby o zdrowie.

Kiedy będziesz zdolna? Mój szwagier przyjedzie z dziesięcioma krewnymi. Zakwaterujemy ich w hotelu, ale muszą jeść w domu i będą wymagać sporych przygotowań! Jesteś jedyną nadzieją!

Nie wiem, Natalio odpowiedziała Zuzanna. Operacja jest trudna. Po niej dwa, trzy tygodnie w szpitalu, potem zwolnienie na rekonwalescencję. Lekarze mówią, iż to choćby pięćdziesiąt dni.

Nie, nie! Nie tak się robi! Musisz wrócić w trzy tygodnie, jak sztylet! To kuzyni męża, ważniejsi niż ja!

Natalia, boję się wyznała Zuzanna.

No dalej, nie kombinuj! Chichot i w cholerę! Muszę już iść!

To było bolesne. Chichot i w cholerę!

A co, iż operacja jest ryzykowna? Mogą się pojawić komplikacje! Bóg wie, co może się stać! mruknęła Zuzanna, patrząc na telefon. Potrzebuję kucharki, a mam prawie pięćdziesiąt lat i wciąż nie wiem, jak gotować!

Natalia ciągle wzywała młodszą siostrę, by ta obsługiwała jej gości kolegów, przyjaciół męża, różne uroczystości. Zuzanna nie odchodziła od kuchenki dwa dni, a nikt jej nie zapraszał przy stole.

Co ty robisz? skarżyła się Natalia. To obca kompani!

Zuzanna przygotowała wszystko dla tej obcej firmy, a nikt tego nie dostrzegał.

Zuzanna odwróciła się, wzięła pustą salaterkę i ruszyła w nowe życie, już nie patrząc wstecz.

Idź do oryginalnego materiału