Nienawiść pod płaszczykiem idei. Kto naprawdę odpowiada za spiralę agresji wobec miejsc pamięci?

wschodni24.pl 2 godzin temu

Nasz artykuł o zniszczonej tablicy pamięci poświęconej pomordowanym polskim Żydom w Serokomli odbił się szerokim echem i spotkał się z wieloma pozytywnymi reakcjami. Odezwali się do nas ludzie z całej Polski. Jedni dziękowali za podjęcie trudnego tematu, inni opowiadali o podobnych przypadkach w swoich miejscowościach.

I właśnie dlatego postanowiliśmy wrócić do tego tematu.

Bo przypadków niszczenia miejsc pamięci, tablic, pomników i symbolicznych upamiętnień jest więcej. I coraz częściej dzieje się to pod płaszczykiem walki politycznej, ideologicznej albo rzekomej obrony jakiejś sprawy. Ostatnio najczęściej w cieniu emocji związanych z wojną na Bliskim Wschodzie i hasłami o „walce o Palestynę”.

Tylko iż bardzo często nie ma to już nic wspólnego ani z pomocą, ani z solidarnością. Zostaje wyłącznie agresja.

Warto w tym miejscu przypomnieć słowa z utworu Hanna Banaszak z pięknego albumu Stoję na tobie Ziemio:

„Nie szukaj winy w sobie

To oni, oni, oni

To oni dałbyś głowę

To widać jak na dłoni”

I dalej:

„Sumienie śpi aż miło

Nic się nie przypomina

A to co jest i było

To nie jest twoja wina”

Właśnie. Sumienie.

Każdy chce mieć dziś sumienie czyste, nieskazitelne, gotowe do oceniania innych. Znacznie trudniej spojrzeć na własne słowa, emocje i działania.

Bo prawda jest taka, iż ludzie niszczący tablice pamięci czy oblewający pomniki farbą, a także ci niszczący przydrożny krzyż bardzo często są jedynie ostatnim ogniwem całego mechanizmu. Wykonawcami.

Kolejne wersy utworu Hanny Banaszak :

Więc szkoda choćby chwili

Na długie rozważania

Nic złego nie zrobiłeś

Znasz wszystkie przykazania

Bo cały świat zwariował

I wszyscy oszaleli

I wokół pełno gnębicieli

I …

Nie szukaj winy w sobie

To oni, oni, oni

To oni dałbyś głowę

To widać jak na dłoni

To zawsze oni inni

Wciąż knują coś po nocach

Ty jasny i niewinny

Przejrzysty jak przeźrocza

Środowiska skrajnych narodowców czy grup pseudokibiców, dla których mecz piłkarski staje się pretekstem do zadymy, bójki albo demonstracji agresji, są widoczne i łatwe do wskazania. To oni pojawiają się na zdjęciach i nagraniach. To oni demolują, wyzywają albo atakują.

Ale warto zadać pytanie dużo trudniejsze.

Kto tę atmosferę tworzy?

Bo przecież bardzo rzadko ktoś wydaje dosłowny rozkaz: „idź i zniszcz”. To działa inaczej. Znacznie subtelniej i niestety skuteczniej.

Pojawia się polityk, komentator albo medialny krzykacz, który codziennie buduje atmosferę podejrzliwości, strachu i pogardy wobec „innych”. Padają insynuacje. Sugestie. Oskarżenia rzucane półsłówkami. Agresja słowna ubrana w patriotyczne hasła.

I właśnie to jest prawdziwe paliwo nienawiści.

Nie dobro wspólne.

Nie troska o historię.

Nie walka o prawdę.

Tylko własne interesy, popularność, polityczne zasięgi i władzę nad emocjami ludzi.

To takich ludzi powinniśmy zacząć rozliczać społecznie. Nie poprzez kolejną falę hejtu, ale poprzez spokojne opisywanie mechanizmów, które prowadzą do agresji. Bez powielania ich propagandy. Bez darmowego nagłaśniania języka pogardy.

Bo to właśnie rozgłos jest dla nich największym paliwem.

Najbardziej niepokojące jest jednak coś innego.

Strach.

W rozmowach z nami praktycznie nikt nie chciał zgodzić się na publikację nazwiska. Ludzie boją się mówić publicznie. Boją się ocen, internetowego linczu, telefonów, konsekwencji zawodowych i społecznych.

A przecież mówimy o pamięci o zamordowanych ludziach.

Projekt przygotowywany wspólnie z Urzędem Marszałkowskim oraz Pracownią Studiów nad Holokaustem Żydów Polskich stanął dziś pod znakiem zapytania. Włodarze części miejscowości coraz częściej zaczynają mówić o obawach i strachu przed reakcjami.

I choć dziś najwięcej emocji budzą miejsca związane z pamięcią o Żydach pomordowanych podczas II wojny światowej, podobne akty wandalizmu dotykają także innych symboli pamięci i tożsamości. W dużo mniejszej skali, ale jednak, niszczone bywają również przydrożne kapliczki, krzyże czy małe miejsca kultu religijnego. To pokazuje, iż problem jest szerszy. Nie chodzi wyłącznie o historię czy narodowość ofiar. Coraz częściej chodzi po prostu o agresję, brak szacunku i społeczne przyzwolenie na nienawiść wobec wszystkiego, co dla innych ma wartość symboliczną.

Czy naprawdę doszliśmy do momentu, w którym zwykła tablica pamięci czy przydrożny krzyż staje się problemem politycznym?

A może po prostu zbyt długo pozwalaliśmy, by język agresji stawał się czymś normalnym?

Musimy zacząć edukować. Tłumaczyć. Rozmawiać innym językiem. Dbać o własną tożsamość i własne korzenie bez potrzeby niszczenia pamięci innych.

Czy to trudne? Tak.

Czy niemożliwe? Wcale nie.

Idź do oryginalnego materiału