No i przyjechaliście, panowie? matczyny głos przeciął leniwą ciszę upalnego południa, gdy tylko samochód syna wjechał pod bramę. To była sobota, która miała być kolejną kopią wiele poprzednich. Ubrania, buty, torby wszystko na swoim miejscu. Słońce nad Lubelszczyzną stało już wysoko, wypalając resztki świeżej rosy z wielkich liści dyni. Srebrne auto terenowe Bartka, zostawiając za […]