Noworoczna noc pełna niespodzianek: Oksana w pośpiechu biegnie po majonez i koperek, a przypadkowy w…

twojacena.pl 4 dni temu

Zuza, masz chwilę? zajrzała mama do pokoju córki.
Daj mi minutkę, mamo, zaraz wyślę maila i pomogę ci odpowiedziała dziewczyna, nie odrywając wzroku od ekranu.
Skończył mi się majonez do sałatki. Źle policzyłam. I zapomniałam kupić koperku. Dasz radę zajść gwałtownie do sklepu, zanim zamkną?
Jasne, pójdę.
Wybacz, iż cię ciągnę, już ułożyłaś fryzurę. Ten cały świąteczny zamęt wywraca mi głowę westchnęła mama.
Już. Zuza zamknęła laptopa i odwróciła się do mamy. Co mówiłaś?
Wciągnęła kozaki, założyła futerko, ale czapki już nie nie chciała popsuć fryzury. Sklep był tuż obok, więc nie zmarznie. Na zewnątrz lekki mrozik, sypało drobniutkim śniegiem, jak w świątecznej bajce.
W sklepie prawie nikogo nie było. Kręcili się tylko ci, co w pośpiechu czegoś zapomnieli. Po koperku został tylko zestaw z natką pietruszki i szczypiorkiem, mocno zwiędły. Zuza chciała zadzwonić do mamy, zapytać czy taki może być, ale zorientowała się, iż telefon zostawiła w domu. Zastanowiła się chwilę, w końcu chwyciła wiązkę ziół, na pustej już półce złapała ostatnią paczkę majonezu, zapłaciła w kasie i wyszła na mróz.
Nie zdążyła odejść daleko, gdy zza rogu wyjechał samochód i oślepił ją światłami. Zuza odskoczyła w bok. Obcas kozaka poślizgnął się na skrytym pod śniegiem lodzie. Wykręciła nogę i runęła jak długa na chodnik. Torebka wyleciała na bok.
Próbowała się podnieść, ale kostka zapiekła takim bólem, iż aż łzy napłynęły jej do oczu. Wokół pusto, telefonu nie ma. I co teraz? Nie słyszała, jak zamykały się miękko drzwi samochodu.
Wszystko w porządku? Nad nią pochylił się młody facet. Dasz radę wstać? Pomogę wyciągnął do niej dłoń.
Świetnie, jeszcze nogę złamałam przez pana. Jeżdżą tu samochodami i robią ślizgawkę na drodze! warknęła Zuza ze łzami w głosie, ignorując jego rękę.
Sama sobie winna. Po co się na obcasach po nocy chodzi?
Idź już! syknęła Zuza, pociągając nosem.
Ale chcesz tu tak do rana siedzieć? Spokojnie, nie ugryzę gdzie mieszkasz?
Tam machnęła w kierunku sąsiedniego bloku.
Facet nagle odszedł, a po chwili usłyszała, jak odpala silnik i cofa samochód pod nią.
Zaraz cię podniosę. Tylko nie stawiaj ciężaru na kontuzjowaną nogę. Raz… dwa… trzy zanim zdążyła zaprotestować, uniósł ją mocno, ale delikatnie postawił na podłodze auta. Druga noga zgięta w kolanie.
Dasz radę stać? trzymał ją jedną ręką, drugą otwierał drzwi samochodu. Trzymaj się mnie i siadaj.
Torebka! zawołała, siadając na miejscu pasażera.
Facet odwrócił się, podniósł jej torebkę i wrzucił na tylne siedzenie.
Pod klatką wysiadł razem z nią, znów ją podniósł tym razem na ręce. Kopnął drzwi samochodu, żeby się zamknęły.
Pod drzwiami bloku przystanął.
Klucze w torebce? Ktoś jest w domu?
Mama.
To wpisz kod i wołaj mamę, żeby otworzyła.
Windy nie było, więc musiał nieść ją po schodach na trzecie piętro. Objęła go za szyję. Czuła, jak ciężko oddychał. W żółtym świetle klatki widziała, jak pot spływa mu po skroni. Dobrze ci tak pomyślała mściwie następnym razem nie będziesz kręcił piruetów pod sklepem.
Postaw mnie, dalej pójdę sama poprosiła przy drzwiach mieszkania.
Milczał, tylko coraz trudniej łapał oddech. Drzwi wreszcie się otworzyły i mama stanęła na progu.
Zuza?! Co tu się dzieje?!
Nieznajomy ruszył prosto na nią mamie nie pozostało nic innego, jak się odsunąć. Postawił Zuzę, wziął głęboki oddech.
Proszę przynieść krzesło rzucił do przestraszonej kobiety przy wieszaku.
Mama gwałtownie pobiegła do kuchni po stołek, Zuza usiadła, wyprostowała bolącą nogę. Mężczyzna ukląkł przed nią.
Ja się pytam, co tu się dzieje! wybuchła mama.
Facet ją zignorował. Jedną ręką przytrzymał kostkę, drugą gwałtownie odpiął zamek buta. Zuza krzyknęła z bólu.
Co pan robi?! To boli!
Co pan wyprawia? Przecież ją boli! zawołały równocześnie Zuza i mama, patrząc z przerażeniem jak wokół kostki pojawia się sina opuchlizna.
Wezwę karetkę powiedziała mama.
To tylko zwichnięcie, jestem lekarzem. Przynieść coś zimnego, gwałtownie zarządził facet.
Mama wróciła z zamrożonym udkiem z kurczaka w siatce.
Przyłóżcie do nogi polecił, po czym podszedł do drzwi.
Odchodzi pan? spytała przestraszona Zuza.
Zejdę po bandaż do auta. Oddam też pani torebkę mruknął i zniknął za drzwiami.
Zostawiłaś torebkę w aucie?! Zuza, kto to był? Mama przysiadła obok z lodem na nodze córki.
Wyjechał zza zakrętu, potknęłam się i upadłam. Tyle wiem, przyniósł mnie z powrotem.
Pewnie oszust. Zaraz się ulotni z twoją torebką, a tam karta, pieniądze, klucze! Może zadzwonić na policję zanim ucieknie? szeptała mama.
Daj spokój, mamo. Gdyby chciał mnie okraść, zostawiłby mnie tam, na chodniku. A przyniósł mnie do domu.
No nie wiem…
Nagle zadzwonił domofon.
To na pewno on. Otwórz, mamo poprosiła Zuza.
Mężczyzna wszedł, sprawdził spojrzeniem obie kobiety, odstawił torebkę na komodę.
Proszę sprawdzić, czy wszystko jest powiedział, zdjął kurtkę i na niej przyklęknął.
Teraz będzie bolało, muszę nastawić staw. Trzymaj się stołka, będzie łatwiej.
Złapał jej stopę pewnym ruchem i zginał lekko. Zuza jęknęła, zacisnęła zęby.
Coś się pani przypala powiedział facet, zerkając na mamę.
Mama pobiegła do kuchni.
W następnej sekundzie poczuła taki ból w kostce, iż na chwilę poczerniało jej przed oczami. Trzasnęło w krzyżu.
Już, zaraz przejdzie wyszeptał facet.
Mama wpadła do przedpokoju, patrzyła na płaczącą córkę.
Nic się nie przypaliło… zaczęła, ale facet jej przerwał:
Już po wszystkim, nastawiłem. Będzie boleć kilka dni, proszę oszczędzać nogę. Pomógł Zuzie opuścić nogę, ubrał kurtkę.
Dziękuję powiedziała mama. Przepraszam, myślałam o panu nie wiadomo co… Może zostanie pan? Zaraz północ, nie zdąży pan już do domu przed Nowym Rokiem. Mam szampana, wszystko gotowe…
Facet zawahał się.
jeżeli nie będę przeszkadzać powiedział cicho.
Ależ skąd. Pomoże pan otworzyć szampana uśmiechnęła się mama.
Mamo! Zuza spojrzała na nią karcąco.
No co? Ty, młody człowieku, odprowadź Zuzę do pokoju, ja wyjmę mięso z piekarnika powiedziała mama.
Podtrzymując Zuzę, facet pomógł jej doczłapać na jednej nodze do kanapy. Próbowała ruszyć palcami, bolało, ale dało się wytrzymać. Ale najbardziej podobało jej się uczucie jego ręki na swojej talii.
Dzięki powiedziała, siadając.
Nie ma sprawy, to przecież przeze mnie ta akcja odpowiedział.
Sama się wystraszyłam, uciekłam pod auto. A ty jak się nazywasz?
Mirek. Przejdziemy na ty?
Pewnie. Naprawdę jesteś lekarzem?
Chirurg. Zatrzymałem się tu tylko, żeby kupić coś do świątecznej kolacji… odpowiedział facet.
Żona pewnie czeka, martwi się.
Odeszła pół roku temu, nie wytrzymała moich dyżurów. Zabierała córkę i wróciła do swojej mamy.
Muszę wyglądać okropnie szepnęła Zuza zawstydzona.
Przeciwnie.
I tak w trójkę spędzili sylwestra. Jak wejdziesz w nowy rok, tak go przeżyjesz.
Gdy Mirek wyszedł, Zuza poszła spać z mamą, ale nie mogła zasnąć. Wciąż czuła na talii jego dłoń, na rękach niosących ją po ciemnej, zaśnieżonej klatce. Takie rzeczy się pamięta.
Rano mogła już stawać na nodze. Kostka nabrzmiała jeszcze bardziej, bandaż ciągnął, ale dało się chodzić.
Radość była wielka, kiedy Mirek znów ich odwiedził. Zdjął bandaż, obejrzał nogę, znowu zawinął fachowo.
Wszystko dobrze. Możesz już stanąć?
Przecież jesteśmy na ty. Tak, mogę odparła Zuza.
Herbaty? spytała mama.
Innym razem, muszę na dyżur.
Przyjedziesz jeszcze? spytała gwałtownie Zuza.
Uśmiechnął się tylko.
Dwa miesiące później Zuza wprowadziła się do niego.
Przecież on choćby nie jest rozwiedziony. Co jak wróci żona? kręciła głową mama, gdy Zuza pakowała torbę.
Nie wróci. On mówił, iż ona kogoś ma.
No nie wiem, chyba się spieszysz.
To był szczęśliwy rok. Zuza była zazdrosna, gdy Mirek jeździł do córki i widywał się z byłą żoną. Widziała jej zdjęcie była piękna.
Mieszkając z nim, coraz lepiej rozumiała, czemu poprzednia żona wymiękła. Mirkowi ciągle wypadały dodatkowe dyżury. Nocne, święta, weekendy a w szpitalu młode pielęgniarki… Trudno się nim nie zauroczyć. Ale gdy był w domu, Zuza promieniała.
Minął rok. I choć nie wszystko było kolorowe, to był dla niej dobry czas. Mirek wciąż nie zakończył formalnie małżeństwa to jedyne, co ją martwiło. Mama non stop powtarzała, żeby z nim porozmawiała, wszystko ustaliła. Ale Zuza zwlekała.
W sylwestra krzątała się w kuchni. W pokoju błyszczała choinka, na łóżku czekała nowa sukienka. Zuza sprawdzała mięso w piekarniku, kiedy zadzwonił telefon. Gdy weszła do pokoju, Mirek stał przy oknie i coś mówił do słuchawki.
Dobrze, zaraz będę powiedział i spojrzał na Zuzę.
Znowu cię do szpitala wzywają? spytała załamanym głosem.
Nie. Żona dzwoniła. Córka płacze, czeka na mnie i nie chce spać sama. Tylko ją utulę i wracam.
Mirku, za trzy godziny jest północ… Głos Zuzki się łamał.
Zdążę, poważnie. Położę ją spać, dam prezent i wrócę. Cmoknął Zuzę w policzek i wyszedł.
Zuza próbowała się nie złościć, nie być zazdrosna, ale nie umiała. Wszystko przygotowane, nowa sukienka… Zegar wybijał kolejne minuty, a Mirka nie było. Nie dzwoniła, może prowadzi? Wysłała mu SMS, bez odpowiedzi.
Gdy już zupełnie straciła nadzieję, popatrzyła z żalem na stół, zdmuchnęła świeczki. Teraz lepiej rozumiała byłą żonę Mirka. A jeżeli mama miała rację i żona wróci? Co wtedy z nią? Przecież kocha Mirka.
Nie mogła już wysiedzieć. Przypomniała sobie o starszej pani z parteru. Mirek mówił, iż ona jest samotna, nigdy nie miała ani męża, ani dzieci. Teraz Zuza też była sama. Witać Nowy Rok w pojedynkę? To nie do pomyślenia.
Z kuchni wzięła dwa pojemniki, do jednego włożyła sałatkę, do drugiego kawałek ciasta i zeszła na parter.
Starsza pani długo nie otwierała. Zuza zmieszana wytłumaczyła po co przyszła. W końcu zatrzeszczał zamek i pojawiła się maleńka, przygarbiona kobiecina, prawie nic nie widząca.
Przyniosłam pani trochę sałatki i ciasta. Mam nadzieję, iż się pani nie obrazi, jeżeli się poczęstuję.
No wejdź, dziecko powiedziała słabo staruszka.
W mieszkaniu było czysto, przytulnie, choć nie zobaczyła choćby kawałka choinki, czy świątecznego stołu. W kącie cicho brzęczał mały telewizor.
O, dzięki ci. Siadaj. Zaraz zrobię herbatę powiedziała pani i powłóczyła do kuchni.
Ty z Mirkiem Tomaszewskim mieszkasz? spytała, nastawiając wodę.
Tak odpowiedziała Zuza.
Staruszka skinęła głową, jakby to honorowała.
Jego żona nikogo nie zauważała, nie witała się. Tylko o sobie myślała, nie pracowała. Ty jesteś inna. Jego dzisiaj pewnie znowu wzywali do pracy?
Do córki pojechał.
Staruszka znów pokiwała głową.
Wróci, zobaczysz. On porządny, mądry facet.
A pani jest sama?
Sama całe życie. Mogłam mieć dziecko, ale… co tu opowiadać. Też kiedyś się zakochałam. Przyjaciółka zabrała mi ukochanego.
Jak to?
Po szkole poszłam do medyka, do miasta. Mój Romek został na wsi. W sylwestra pojechałam do niego. Ale autobus się zepsuł, koło poszło. Ciężko było, ciemno już. Nie było wtedy telefonów. Kierowca poszedł po pomoc do pobliskiej wsi, my czekaliśmy. Ale do północy blisko… Pomyślałam, iż szybciej pójdę pieszo. Zaczął sypać śnieg, rozszalał się wiatr. Ale szłam, miłość pchała do przodu. Sylwestra przywitałam na szosie. Kiedy doszłam do wsi, odmroziłam twarz i palce. Kilka dni leżałam z gorączką. Jak wyzdrowiałam, przyjaciółka powiedziała, iż Romek z nią, iż jest z nim w ciąży. Zraniło mnie to strasznie. Nie wybaczyłam. Odeszłam, wróciłam do miasta i nie widziałam go już więcej. Dopiero po latach dowiedziałam się, iż o ciąży kłamała, a Romek zapijał się i zamarzł pod własnym domem. A był taki dobry…
Nigdy już nikogo nie pokochałam. A trzeba było wtedy porozmawiać, wybaczyć. Całe życie mogłoby się inaczej potoczyć. Otarła łzy.
Widziałam przez okno, jak z tobą Mirek wracał. Tak szczęśliwy nigdy z tamtą nie wyglądał. Jak kochasz, wybaczaj, nie zazdrość. Albo uciekajcie gdziekolwiek, bo ona nie da wam żyć. Nie powielaj moich błędów. Rób, jak serce ci mówi.
Zuza wróciła do mieszkania, schowała jedzenie do lodówki. Mirek wrócił dopiero następnego dnia.
Przepraszam. Nie wiem, co mi się stało. Może coś dolała mi do herbaty. Dopiero godzinę temu się obudziłem z ogromnym bólem głowy.
Czemu nie rozwiedziesz się z nią? Ciągle ją kochasz?
Zupełnie nie. Gdybyś ją znała, nie pytałabyś nawet. Zależy mi tylko na córce. Zuza, wiem, iż czekałaś na mnie, wyobrażałaś sobie Bóg wie co. Nic się tamtej nocy nie wydarzyło. Wierzysz mi?
Zuza przytuliła się i spojrzała mu w oczy.
Wyjedźmy gdziekolwiek. Przecież lekarz jest potrzebny wszędzie. Jesteś świetnym chirurgiem…
Nie mam siły teraz o tym gadać. Głowa mi pęka. Porozmawiamy później, dobrze? Kocham cię, wiesz?
Zasnął, a Zuza patrzyła na niego i przypominała sobie słowa starszej pani.
Córka jeszcze malutka. Dzieci gwałtownie zapominają. I tak nie mieszkają już razem pół roku. To żona wszystko robi, żeby mnie zniechęcić. ale się myli. Będę walczyć o Mirka. Gdy się obudzi, na pewno o tym porozmawiamy…
Zuza wyłączyła lampki na choince i wślizgnęła się pod kołdrę, przytulając mocno do Mirka.
Kocham. To słowo wszystkiego nie wyraża. Ale kocham cię. Na różne sposoby można to powiedzieć, ale ja kocham ciebie.
Enny Hall:
Kiedy kochasz, można wybaczyć wszystko… oprócz tego, iż przestają cię kochać.

Idź do oryginalnego materiału