
Przyznam uczciwie, iż dość rzadko decyduję się na takie wycieczki w przeszłość, ale po moim tekście z lutowego numeru iMagazine pt. „Dlaczego wracamy do retro rzeczy?”, jeden z Was – drodzy Czytelnicy – napisał do mnie wiadomość prywatną na X. Tym samym zasugerował, iż chętnie przeczytałby tekst będący niejako sięgnięciem do iMagowej kapsuły czasu i wydania sprzed pięciu lat. Kamilu – ten felieton i wycieczka są specjalnie dla Ciebie, a ja poszedłem o krok dalej. O czym zatem pisaliśmy w iMagazine dziesięć lat temu?
Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 3/2026
Marzec 2016 roku
Numer otwierała grafika Pawła Jońcy, który ubolewał w imieniu nas wszystkich nad tym, iż iPhone 6S ma zdecydowanie za małą baterię. Widać, niektóre narzekania się nie zmieniają – no dobra, jest dziś lepiej, ale przez cały czas przecież dyskusja o baterii zajmuje w bańce technologicznej stabilne miejsce na podium trzech najpopularniejszych tematów.
Główny temat? iPhone 5C należący do jednego z terrorystów biorących udział w masakrze na ulicach San Bernardino i Tim Cook, który odmawia w imieniu Apple udostępnienia zawartości telefonu FBI. Ale mi się wylosował numer do opisania… nie ma co. Przejdźmy więc do lżejszych tematów:
-
- 1Password udostępniło ofertę dla rodzin.
- Popularne były aplikacje typu Reflector 2, które robiły mniej więcej to samo, co dzisiejszy iPhone Mirroring – czyli umożliwiały sterowanie interfejsem urządzeń mobilnych na ekranie komputera – wbudowany w macOS. No prawie, bo w Polsce przez cały czas nie możemy korzystać z tej funkcji.
- Audiobooki kojarzone były tylko z Audioteką, a do Polski właśnie wchodził szwedzki Storytel.
- Apple kupiło LearnSprout – start-up zajmujący się tworzeniem systemu dla szkół i nauczycieli, pozwalający śledzić postępy uczniów. Dziś jest on częścią oficjalnych narzędzi Apple dla segmentu edukacji. Więcej o nich opowiadam w tym odcinku podcastu „Bo czemu nie?”.
- Apple Music i Dr. Dre zapowiedzieli własny serial pt. „Vital Signs”, który miał być „ciosem dla Netfliksa”, a przynajmniej o tym marzyło Apple. Wówczas platforma Apple TV+ jeszcze nie istniała.
- SwiftKey – popularne rozwiązanie dostarczające alternatywne klawiatury dla iOS i Androida – zostało kupione przez Microsoft za 250 milionów USD.
- W redakcji był jeszcze Tomek Szykulski, który opisywał wówczas wylewnie swoje budżetowe podróże po całym świecie. W tym numerze zabrał nas do amerykańskiego parku Yosemite i LA, wzbogacając swoje teksty autorskimi zdjęciami.
- Maja uzupełniała tę rubrykę, szukając odpowiedzi na pytanie: Jak nie zginąć w Azji?
- Łukasz Mirocha zabrał natomiast iPhone’a 6 Plus na… Spitsbergen!
- U Michała Śliwińskiego kilka się zmieniło względem stanu dzisiejszego, no może jedno – iPad Pro potrafi dziś więcej, ale już wtedy był dla niego pełnoprawnym komputerem. Z perspektywy czasu podziwiam go za wytrwałość, bo dziś wydaje mi się to jeszcze bardziej absurdalne niż wówczas. Dla mnie dopiero od września ubiegłego roku iPad Pro może w pełni nazywać się komputerem, choć tak jak Michał przez wiele lat zarzekałem się, iż jest inaczej.
- Ciekawostka – Michał wydawał wówczas także swój własny magazyn pt. „Productive! Magazine” – kto go pamięta, ręka do góry?
- W numerze nie brakowało także testów rozmaitych, dziwnych obudów do iPhone’ów 6S, z których każda próbowała udawać produkt luksusowy. Czy wiele zmieniło się na rynku tego typu akcesoriów dziś? Myślę, iż trochę tak, ale tego typu „potworki” przez cały czas możemy łatwo znaleźć w sieci. Albo… na targowiskach w ZEA.
- To był rok, w którym absolutnym hitem były torby podobne do Bluelounge Postal Bag, którą wtedy testował Norbert. Swoją drogą dziś tego typu koncept, pochodzący oryginalnie z mojej ukochanej Skandynawii, poza nią nie przyjął się jakoś wybitnie i trwale.
- Gerda wypuściła pierwszy smart zamek do drzwi, który wówczas był trochę spełnieniem marzeń większości technologicznych geeków, z drugiej strony nikt z nas nie miał absolutnie zielonego pojęcia o kierunku, w którym rozwinie się dzisiejszy HomeKit.
- W iPhone’ach były jeszcze gniazda mini-jack, zatem testowaliśmy wszelkiej maści rozgałęźniki pozwalające podłączyć dwie pary słuchawek do jednego urządzenia. Dziś, w czasach AirPods, wystarczy jeden klik i systemy dwóch niezależnych od siebie iPhone’ów załatwiają sprawę same!
- Kinga Ochendowska pisała o tym, iż czasami za bardzo tłumaczymy się przed innymi w ramach technologicznej bańki z tego, co nam w duszy gra. „Używam, bo lubię!” – tak brzmi tytuł tamtego tekstu i zdecydowanie jego przesłanie jest do dziś aktualne.
- Ja zaś pisałem o zjawisku „natychmiastozy”. Pod tym terminem ukryłem przeciążenie informacjami, które wówczas wydawało mi się „ogromne”… Gdy czytam ten tekst z perspektywy obecnych czasów, wydaje mi się wręcz komiczny.
Aha, byłbym zapomniał – Michał Zieliński narzekał na Siri. Tu akurat nic się nie zmieniło przez dekadę.
Nic zgoła innego w nadgryzionym sadzie?
Taka wycieczka do redakcyjnej przeszłości sprawiła mi, nie ukrywam, sporo frajdy. Dziesięć lat to kawał czasu, ale patrząc na to, jak rozwój naszej technologicznej i technokratycznej rzeczywistości przyspieszył w ostatnich trzech latach, przygotowanie tego typu tekstu w roku 2036 będzie jeszcze większym wyzwaniem. Jestem też przekonany, iż rzeczywistość, w której wówczas będziemy żyli, nie zmieni się z powodu smart zamka do drzwi czy fikuśnej torby na MacBooka. Ba! Nie mam pewności, czy MacBooki w obecnej formie w ogóle będą istnieć. W technologicznej bańce jestem już dwadzieścia lat i wiecie co? To niesamowite, jak bardzo i jak wiele razy się myliliśmy w swoich wyobrażeniach o jeszcze bardziej technologicznym jutrze. Istnieje spora szansa, iż dziś też się mylimy.
Jeśli artykuł O czym pisaliśmy dekadę temu nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.






