— O, Kinga, cześć! Do mamy przyjechałaś? — zawołała sąsiadka z balkonu.
— Dzień dobry, Pani Halino. Tak, do mamy.
Pani Halina westchnęła ciężko.
— Powinnaś z nią pogadać. Zupełnie oszalała po tym rozwodzie, biedaczka.
— Co pani ma na myśli? — Kinga zesztywniała.
— Mam bezsenność. Często wstaję wcześnie.
— I co z tego?
— Pewnego dnia patrzę przez okno. Piąta rano, podjeżdża taksówka.
— I?
— Twoja matka wysiada. Wyglądała niecodziennie. Zdaje się, iż podchmielona.
Kinga milczała chwilę.
— Sąsiedzi już szeptają — dodała Pani Halina. — W jej wieku!
— To jej życie, Pani Halino.
— I po co wyrzuciła ojca? Zbłądził, ale kto nie grzeszy?
— Dziękuję za troskę. Porozmawiam z nią.
Kinga ruszyła szybkim krokiem do domu.
Matka pół roku temu wyrzuciła ojca. Złapała go na zdradzie.
Kinga prosiła, żeby się nie spieszyła. Mówiła, iż ludzie się mylą.
Matka była nieugięta.
Co dziwne, nie wpadła w depresję. Zaczęła żyć pełnią życia.
Nowe ciuchy, kursy tańca, bary, koleżanki.
Rzeczy, których Kinga wcześniej u niej nie widziała.
Dla Kingi to było trudne do zaakceptowania.
Sama niedługo wychodzi za mąż. Planują dzieci.
A matka w barze do świtu? Jaka z niej babcia?
Jak przedstawić ją teściowej? Jedna dzierga swetry, druga imprezuje po nocach.
Gdy Kinga weszła do mieszkania, matka powitała ją z czajnikiem w ręku.
Uśmiechała się szeroko. Miała na sobie elegancki beżowy zestaw.
Manicure, pedicure, przedłużone rzęsy. Wyraźnie cieszyła się życiem.
— No i co, jak Krzysiek? — zapytała, stawiając filiżanki.
— Wszystko w porządku. A u ciebie?
— Znakomicie! Wczoraj z dziewczynami szalałyśmy w barze do rana.
— Tak?
— Najpierw tańce, potem karaoke. Co za frajda!
— Pani Halina już mi opowiedziała — wtrąciła Kinga ciemnym głosem.
— Co opowiedziała?
— Że wróciłaś o piątej rano. I byłaś pijana.
Mama parsknęła śmiechem.
— No a jak myślałaś? W barze piją herbatę?
Kinga nie wytrzymała.
— Mamo, nie uważasz, iż trochę przesadzasz?
— W czym konkretnie?
— Nie masz dwudziestu lat. Jakie tańce, jakie kluby?
— A jakie powinnam mieć?
— Powinnaś być dobrym przykładem. Będziesz babcią!
— Jestem kobietą, która w końcu jest wolna.
— Ale tyle lat byłaś z tatą! Jak możesz tak wszystko przekreślić?
Mama zamilkła. Potem odparła spokojnie, ale stanowczo.
— Twój ojciec mnie zdradził. To nie był błąd, tylko wybór.
— Wiem, ale…
— Nie chcę już być obsługą domową. Chcę żyć. Dla siebie.
— Masz prawie pięćdziesiąt lat, mamo!
— No i co? Nie muszę starzeć się według harmonogramu.
Kinga poczuła, iż posunęła się za daleko.
— Przepraszam. Nie chciałam cię urazić. Po prostu się martwię.
— jeżeli się mnie wstydzisz, nie zapraszaj na ślub.
— Nie o to chodzi.
— Nie zamierzam zasłaniać siwizny chustą. Ani nosić workowatych sukienek.
— Mamo…
— Będę tańczyć. Może choćby flirtować. Czuję się dobrze.
— Chcę, żebyś była na ślubie. Tylko…
— Tylko ciocia Halina nie pochwali? Niech się czepia.
— To nie takie proste.
— Dla mnie proste. Ja wreszcie żyję.
Gdy Kinga wróciła do domu, opowiedziała wszystko narzeczonemu.
— Nie wiem, jak to przyjąć — powiedziała.
Krzysiek tylko się zaśmiał.
— Moim zdaniem twoja matka ma więcej odwagi niż my obie razem.
Kinga spojrzała na niego zdziwiona.
— Naprawdę tak myślisz?
— Naprawdę. Niech tańczy, dopóki może.
Kinga pomyślała o matce w beżowym zestawie.
O jej śmiechu, o nowym blasku w oczach.
Może Pani Halina się myliła.
Może matka wcale nie oszalała.
Po prostu zaczęła żyć od nowa.









