Ta dolnośląska wyprawa rowerowa nie zaczyna się w Strupicach, ale w Budziwojowie i w pobliskim mu Dzwonowie, gdzie zabrałam Was w poprzednim wpisie. Opowiadałam w nim o pewnym średniowiecznym fałszerzu pieczęci oraz o rycerzu, który był zbójem nad zbójami. Obaj ci delikwenci pochodzili z jednej z wymienionych wyżej wsi. Historie te prawdziwie mnie porwały i wiem, iż i Wam się podobały, dlatego postanowiłam kontynuować opowieść z tamtej fantastycznej trasy, która naszpikowana była podobnymi ciekawostkami jak dobra kasza skwarkami. Szkoda więc marnować tak świetny materiał, który zebrałam podczas tej podróży. Dzisiaj porywam Was z powrotem na ten szlak, abyście dowiedzieli się, co było dalej…
Tutaj zostawiam Wam namiary na pierwszą część tej historii, gdybyście mieli ochotę zacząć od samego początku: „Budziwojów i Dzwonów. Prawdziwa historia o podrabianiu pieczęci i rabowaniu kupców”.
Kiedy opuściłyśmy Dzwonów, skierowałyśmy się ku Strupicom. Były one bowiem na naszej liście obiektów do zbadania, ale wiedziałyśmy o nich tylko tyle, iż znajduje się na ich terenie dwór. Poza tym – kompletnie nic. Przeprawiłyśmy się więc przez Brochotkę i ruszyłyśmy do celu. Wtedy było już południe, a żar lał się z nieba niemiłosierny. Byłyśmy spalone słońcem, strasznie upocone i, co najważniejsze, konkretnie zmęczone drogą, temperaturą i pedałowaniem.
Kiedy więc dotarłyśmy do Strupic, zaplanowałyśmy mały odpoczynek przy tamtejszym pałacu. Plan realizowałyśmy bardzo skrupulatnie. We wiosce namierzyłyśmy interesujący nas obiekt i kierowałyśmy się prosto ku niemu. A droga tam była ostro pod górę, więc pomimo zmęczenia zaczęłyśmy to analizować i snułyśmy przypuszczenia, czy aby w przeszłości nie było to miejsce z fortyfikacjami? Bo teren wydawał się temu sprzyjać. W pewnym momencie dotarłyśmy na szczyt tego wypiętrzenia. Weszłyśmy na teren dawnego folwarku, po którym naprawdę sporo się zachowało, i zauważyłyśmy pałac. Podeszłyśmy do niego bliżej. Rowery zaparkowałyśmy w cieniu tuż obok niego, a same urządziłyśmy sobie naprzeciwko mały obóz. Wszyscy potrzebowaliśmy chwili wytchnienia…
Pałac Strupice koło Chojnowa Strupice koło Chojnowa
Najpierw była sielanka i euforia z dotarcia na miejsce oraz z tego kawałka zielonej trawy, na który nie padały promienie słońca. To była prawdziwa oaza. Piłyśmy wodę w milczeniu. Lonek też uzupełnił płyny i prostował łapki, obwąchując jednocześnie teren. Po chwili położył się obok i korzystał z okazji, aby się zdrzemnąć. Ja i Ines nie mogłyśmy sobie na to pozwolić, ale i tak odpoczywałyśmy.
Pamiętam, iż wtedy też podjęty został temat obiadu, bo już nam konkretnie zaczęło burczeć w brzuchach. Moja córka zaczęła szukać na mapie w telefonie po trasie jakiejś jadłodajni, ale niestety najbliższa była w Legnicy, a poza tym – kompletnie nic. To był naprawdę konkretny wygwizdów! Nie pozostawało nam więc nic innego, tylko mieć nadzieję, iż gdzieś po drodze natrafimy na jakiś wiejski sklep, który będzie akurat otwarty. To było ważne tym bardziej, iż zaczynała nam się kończyć woda. Kiedy tak o tym debatowałyśmy, z okna pałacu przyglądał się nam starszy mężczyzna, który prawdopodobnie tam mieszkał. Zobaczył przed swoim domem dwie rowerzystki z psem, które rozłożyły się na trawniku, i chyba to go zdziwiło. Kiedy podniosłam głowę i zobaczyłam, iż się nami interesuje, zawołałam: Dzień dobry! My tylko tak sobie tu chwilkę odpoczywamy w drodze!. Na co on odparł: Dobra, dobra i odstąpił od okna.
Pałac w Strupicach koło Chojnowa Dawna rezydencja w Strupicach
Pomimo iż na obszarze dawnego folwarku cały czas ktoś się kręcił, to nikt nie bronił nam ani odpoczywać, ani robić zdjęć. Zaczęłam pracę nad swoim archiwum fotograficznym po zaledwie kilkunastu minutach. Ines z Lonkiem zostali na trawniku, a ja poszłam uwieczniać ten obiekt.
Rezydencja nie była okazała – raczej niewielkich gabarytów i skromna. Najbardziej reprezentacyjna jej część mieściła się przy wejściu głównym, gdzie stoją cztery piękne kolumny podpierające balkon, będący teraz już bez balustrad. Myślałam, iż kiedyś tam widniały, ale po obejrzeniu archiwalnego zdjęcia tego zabytku okazało się, iż wcale nie.
Ten dawny jaśniepański dom to typowy wiejski dworek, usytuowany na terenie gospodarstwa. To założenie, w którym budynek mieszkalny znajduje się tuż obok obiektów gospodarczych, wiele mówi o ówczesnych lokatorach. Nie mogli oni pozwolić sobie na to, aby mieszkać z dala od zapachów ulatniających się z obór i stajni. Mieli oni wprawdzie na tyłach niewielki park, przed progiem pierdyknęli sobie kwiatowy klombik, a przy pałacu posadzili platana, ale widać gołym okiem, iż szalonego bogactwa to tam nie było…
Pałac Strupice. Zdjęcie archiwalne. Źródło: https://polska-org.pl/899889,foto.htmlDzieje Strupic koło Chojnowa można podzielić na dwa wyraźne etapy. Pierwszym z nich jest czas przed XIX wiekiem. Najwięcej możemy się o nim dowiedzieć z płyt nagrobnych zachowanych na tamtejszym cmentarzu. Przez stulecia całe osada przechodziła z rąk do rąk dawnych śląskich rodów. Ich członkowie fundowali i opiekowali się tutejszą świątynią, a po śmierci zostali w niej pochowani. Stary kościół uległ jednak zawaleniu w drugiej połowie XVIII wieku i trzeba było usunąć jego gruzy. Na jego miejscu powstał drugi, ale o tym w dalszej części tego opowiadania. W każdym razie płyty i epitafia przez cały czas tam są, wbudowane w mury nowej świątyni. Na początku XIX wieku do Strupic wprowadziła się rodzina Müllerów. Przejęła majątek i wybudowała pałac, który stoi tam do dziś. Oni również założyli tamtejszy ogród oraz wznieśli tuż obok nowego kościoła – który już wtedy istniał – rodzinny grobowiec, albo mauzoleum, jak kto woli.
Pałac w Strupicach Müllerowie…
Dzięki zachowanej częściowo płycie w tymże mauzoleum wiemy, jak nazywał się pierwszy z Müllerów, który zapoczątkował gospodarowanie tego rodu w Strupicach. Był to pan Carl Christian Sigismund Müller, urodzony 26 stycznia 1775 roku w Rosenau, a zmarły 16 stycznia 1843 roku właśnie tutaj, w Strupicach. Piastował on urząd państwowy – był starostą oraz królewskim radcą dworu ówczesnego powiatu złotoryjsko-chojnowskiego. Zajmował więc wysokie stanowiska w pruskiej administracji na terenie Dolnego Śląska.
Mauzoleum rodziny Müller w Strupicach
Z racji sprawowanego urzędu oraz sporego majątku ziemskiego wchodził również w skład śląskiego Sejmu Prowincjonalnego w Legnicy, gdzie reprezentował interesy innych posiadaczy ziemskich. Wiemy o nim także, iż w październiku 1840 roku podał się do dymisji, ponieważ czuł się już stary i zmęczony, a i zdrowie zaczynało mu szwankować. Jego prośba o zwolnienie z obowiązków została rozpatrzona pomyślnie – ustąpił ze stanowiska, zachowując dożywotnio honorowy tytuł Królewskiego Radcy Dworu.
Płyta nagrobna wszystkich pochowanych w mauzoleum członków rodu Müller. Główne źródło wiedzy o nich. Müller był bogatym mieszczaninem, który urządził się na wsi. Było to wówczas powszechnym zwyczajem wśród patrycjuszy, których środki finansowe na to pozwalały. Nie był jednak szlachcicem, czego dowodzi brak przedrostka „von” przed jego nazwiskiem na płycie nagrobnej. Mimo to wysoki stan materialny pozwolił mu na zakup majątku w Strupicach, mającego status dóbr rycerskich. Posiadał również herb mieszczański z wyobrażeniem ptaka z rozpostartymi skrzydłami, opatrzony dewizą „USQUE RECTE”, co tłumaczy się jako „Zawsze adekwatnie” lub „Zawsze prosto”. To właśnie on wzniósł przy świątyni w Strupicach wspomniane wyżej wspaniałe rodowe mauzoleum. Carl Christian Sigismund Müller zmarł w wieku 67 lat, co w tamtym czasie oznaczało, iż był już bardzo starym człowiekiem. Spoczął we wzniesionym przez siebie grobowcu.
Grobowiec Müllerów znajduje się na terenie kościoła w Strupicach niedaleko pałacu
Wszystko, co po sobie zostawił, otrzymał jego syn – Carl Louis Alexander Müller. Przyszedł on na świat 28 czerwca 1800 roku, również w Rosenau, a zmarł 15 września 1872 roku w Strupicach i spoczął obok swojego ojca. On także piastował wysokie stanowisko, gdyż został Królewskim Radcą Sprawiedliwości. Ożenił się z Valdą Marią z domu Hein, urodzoną 10 sierpnia 1805 roku w Głogowie. Ona również zmarła w Strupicach i spoczęła w rodzinnej krypcie.
Ta marmurowa tablica inskrypcyjna znajduje się nad wejściem do mauzoleum. „Wy jednak Mnie zobaczycie, bo Ja żyję i wy żyć będziecie”. (ew. Jana)Jan ze Strupic
Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do pałacu, gdyż chciałabym pokazać Wam, jak wygląda on na tyłach i co pozostało tam z dawnej jego świetności. Obejrzałam sobie ten teren w miarę dokładnie, gdyż zafascynował mnie fakt, iż był on w przeszłości majątkiem rycerskim. Czyli iż moje przeczucie towarzyszące wchodzeniu pod górę w celu dotarcia do dworu nie było wyssane z palca. W Dzienniku Urzędowym Województwa Dolnośląskiego wpadłam na ciekawą informację dotyczącą tej miejscowości. Napisano tam, iż nazwa Strupice (według niemieckiego historyka) oznaczać ma rzekę lub wodę, i może mieć to związek ze starą fosą, która potem została zagospodarowana na zarybione stawy. Ale dopiero na końcu robi się najciekawiej, bo wymienia się w tym źródle konkretną osobę – a mianowicie rycerza Hansa von Straupitz, czyli po naszemu Jana ze Strupic, który to miał być jednym z pierwszych panów na Strupicach.
Pałac w Strupicach. Wyjście ogrodowe. Znacie mnie już dość długo i prawdopodobnie domyślacie się, ile euforii znalazłam w tym odkryciu. Niestety, euforia trwała bardzo krótko, gdyż gwałtownie okazało się, iż ów rycerz nie jest możliwy do namierzenia w żadnym innym źródle, a tam, gdzie go znalazłam, nie podano żadnych odnośników. Ja wiem, iż w oficjalnych dokumentach, takich jak Dziennik Urzędowy Województwa Dolnośląskiego, podaje się gotowe ustalenia konserwatorskie, plany zagospodarowania oraz opisy historyczne zabytków bez zamieszczania w nich bibliografii czy bezpośrednich odnośników źródłowych (takich jak numery konkretnych średniowiecznych dokumentów, sygnatury akt z archiwów czy nazwisko tego konkretnego niemieckiego historyka) – ale to bardzo utrudnia mi pracę. Dlatego nie mając innego wyjścia analizuję otrzymane informacje w taki sposób, iż przepuszczam je przez własną bazę danych, którą zebrałam podczas wszystkich moich wojaży dolnośląskich i trzymam ją w swojej głowie.
I stało się tak, iż spojrzałam na mapę tego terenu z XVIII wieku i ustaliłam, iż przy rezydencji nie ma żadnych śladów fosy. Może była, może została zasypana, a może w innym miejscu stał wtedy dwór, ale nie mam na to dowodów. Za to teren mówi sam za siebie: jest tam wysoko i to idealna miejscówka na założenie ufortyfikowanej osady w średniowieczu, bo to spore wypiętrzenie. A więc logika broni się sama! Teraźniejszy pałac najpewniej został wzniesiony w miejscu wcześniejszego dworu, być może obronnego. Druga kwestia dotyczy tego tajemniczego niemieckiego historyka, którego nazwiska z jakichś powodów nie podano, i – idąc dalej – tej jego teorii, iż nazwa Strupice ma coś wspólnego z rzeką, wodą lub fosą.
Pałac w Strupicach. Wyjście ogrodowe. Tajemniczy Pan Strup
Skądinąd dowiedziałam się, iż Strupice to klasyczna nazwa patronimiczna. Co to oznacza? Chodzi o to, iż pochodzi ona od imienia albo przezwiska konkretnej, żyjącej kiedyś osoby, która najprawdopodobniej założyła tę osadę. Była więc jej zasadźcą. Tak więc idąc tym tropem, wychodzi na to, iż nasze Strupice powołał do istnienia człowiek zwany Strupem. A końcówka „-ice” w językach słowiańskich oznaczała potomków albo podwładnych. Wynika więc z tej kalkulacji, iż Strup założył wieś, która zwała się Strupice, co można dosłownie tłumaczyć jako „osada ludzi Strupa”.
Natomiast samo słowo „strup” mogło oznaczać na tych ziemiach w czasach, gdy wieś ta została powołana do istnienia – czyli około 1300 roku – coś zeschłego, chropowatego, na przykład na twarzy. Mogły to być blizny po ospie albo innej zakaźnej chorobie, czyli po naszemu po prostu strupy. Gość był oszpecony, brzydko wyglądał i przez to dostał taką ksywkę. Gdyby był garbaty, zwano by go Garbusem, gdyby utykał na jedną nogę – Kulawym, a gdyby głośno i zawzięcie krzyczał na podwładnych, pewnie przylgnęłoby do niego miano Pyskacza i na pewno przezwisko takie sprawiłoby, iż ludzie zapomnieliby jak człowiek ten naprawdę miał na imię, bo już zawsze pozostawał dla nich Strupem. Takie to były czasy!
Co ciekawe, ta moja teoria o „Panu Strupie” znajduje stuprocentowe językowe potwierdzenie, jeżeli przyjrzymy się przedwojennej, niemieckiej nazwie tej wsi, czyli Straupitz. Językoznawcy i historycy badający te tereny całkowicie odrzucają bajki o wodzie czy rzece! Okazuje się, iż niemieckie Straupitz to nic innego jak dawna próba zapisania naszego słowiańskiego słowa przez niemieckich osadników, którzy z czasem zmienili wymowę „u” na „au”. Jeszcze lepiej widać to u naszych sąsiadów na Łużycach. W języku dolnołużyckim nazwa ta brzmi Tšupc i wywodzi się wprost od słowa tšup (lub górnołużyckiego strup). Dla mnie sprawa jest jasna jak słońce: zarówno polskie Strupice, jak i niemieckie Straupitz oznaczają dokładnie to samo – osadę ludzi surowego, naznaczonego bliznami „Pana Strupa”, którego potomkiem całkiem realnie mogł być Jan ze Strupic!
Pałac w Strupicach. Wyjście ogrodowe. Strupice „Matka”
Że to wszystko prawda, potwierdza niesamowity fakt geograficzny. jeżeli spojrzymy nieco na zachód, na historyczne Łużyce Dolne, odnajdziemy tam… kolejne Strupice! Dokładnie tak – w niemieckim Spreewaldzie do dziś istnieje miejscowość Straupitz, której oficjalna, słowiańsko-łużycka nazwa brzmi właśnie Tšupc. Żadnej wody przy pałacu, żadnych lokalnych fos – czysty, twardy i szorstki słowiański rodowód, który przetrwał w nazwach miejscowości w różnych częściach dawnych ziem słowiańskich!
Ale dlaczego Wam o tym teraz wspominam? Ponieważ te Strupice na Łużycach jeszcze bardziej rozpaliły moją wyobraźnię, która w tamtej chwili dosłownie dochodziła do temperatury wrzenia. Ustaliłam już, iż łużyckie Straupitz i te nasze pod Chojnowem piszą się dokładnie tak samo. A w tamtych odległych czasach bywało przecież tak, iż z Łużyc przybywali do nas na Śląsk koloniści – nierzadko zniemczeni poprzez napływ ludności niemieckojęzycznej na ich rdzenne tereny, bo u nich po prostu zrobiło się już za ciasno.
Według mojej intuicji i niestandardowego kojarzenia faktów – na które wprawdzie brakuje mi twardych dowodów naukowych – wynika z tego prosta zależność: pan Strup przybył z Łużyc na Dolny Śląsk i przytargał ze sobą nazwę miejsca, z którego pochodził. A iż panował wtedy powszechny zwyczaj nazywania nowo powstałych osad od miana ich zasadźcy, zgodnie z tą modą nasz przybysz ochrzcił swoją nową, śląską wieś Strupicami. niesamowite prawda?
Pałac w Strupicach. Wyjście ogrodowe i widok na dawny park. Zakładając, iż tak było, mamy pierwsze Strupice na Łużycach – położone w dzisiejszych Niemczech, w kraju związkowym Brandenburgia, tuż obok historycznego i malowniczego Chociebuża w regionie Spreewald – z których na Śląsk prawdopodobnie przybyli rycerze z rodziny Strupów. Osiedlili się tutaj i z nich właśnie pochodzi nasz rycerz Jan (Hans). Takie buty!
Żeby nie było, iż moja teoria została wyssana z palca, podobnych przykładów znam znacznie więcej. Choćby Chwalimierz, niedaleko mojego miasta Środy Śląskiej! Przez wieki zwał się Frankenthal od swojego zasadźcy, Hugona z Frankonii. Mało tego! Niedaleko dzisiejszego Chwalimierza leży wieś o nazwie Jugowiec. Tę również założył wspomniany przybysz z Frankonii i nadał jej nazwę od swojego własnego imienia, Hugo. Nazwa ta zanikła wprawdzie w czasach niemieckich, ale po 1945 roku powróciła w polskiej wersji właśnie jako Jugowiec. Tak więc moja hipoteza ma pełną rację bytu i nie narodziła się z niczego. Problem polega jedynie na tym, iż na ten moment nijak nie jestem w stanie udowodnić jej dzięki twardych dokumentów. Ale to jeszcze nie koniec moich przemyśleń! Warto bowiem zwrócić uwagę, iż łużyckie Straupitz i te nasze Strupice pod Chojnowem to nie jedyne punkty na mapie, które udało mi się namierzyć…
Zabytkowy platan, który rośnie obok dworu. Strupice po raz trzeci i po raz czwarty…
Moje podróżnicze i badawcze śledztwo pokazało, iż zbieżności te nie kończą się na Łużycach i okolicach Chojnowa. Na mapie Polski odnalazłam bowiem kolejne ślady tej samej nazwy, które tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, iż ród owego pierwszego Strupa mocno odcisnął się na mapie kraju!
Drugie Strupice na Dolnym Śląsku to dzisiejsza dzielnica Jeleniej Góry. Zanim w 1954 roku wchłonęło ją miasto, przez wieki była to samodzielna wieś leżąca nad północnym brzegiem Bobru, u stóp Gór Kaczawskich. Co jest tu najważniejsze dla mojej hipotezy? Przed wojną ta podjeleniogórska osada po niemiecku nazywała się dokładnie tak samo jak nasza wieś pod Chojnowem: Straupitz! Co więcej, niemieccy i polscy historycy badający tamten rejon również zgodnie podają, iż jej nazwa pochodzi wprost od nazwiska bądź przezwiska Strup. Po 1945 roku na tamtych terenach krótko obowiązywała wprawdzie urzędowa nazwa Raszyce, ale ostatecznie powrócono do historycznych, słowiańskich korzeni – i tak oto na Dolnym Śląsku mamy dwa dawne Straupitze, które po polsku bezbłędnie brzmią jako Strupice.
Budynki folwarczne w majątku w Strupicach Ale prawdziwa niespodzianka czekała na mnie w zupełnie innym punkcie Polski – w województwie świętokrzyskim. W powiecie ostrowieckim, w gminie Waśniów, leży kolejna wieś o nazwie Strupice. I tutaj dochodzimy do najciekawszego punktu programu: różnicy w pisowni historycznej.
Podczas gdy nasze dolnośląskie Strupice (zarówno te pod Chojnowem, jak i te w Jeleniej Górze) przeszły przez wielowiekowy proces germanizacji, gdzie twarde słowiańskie „u” niemieccy pisarze i urzędnicy zamienili na „au” (tworząc formę Straupitz), świętokrzyskie Strupice nigdy nie doświadczyły tego językowego zabiegu. Tam od samego początku, w staropolskich kronikach i rejestrach kościelnych, nazwa była zapisywana w swojej czystej, twardej formie z literą „u”.
Jaka to jest dla mnie informacja? Ja to widzę w ten sposób: Strupowie z Łużyc przybyli na Śląsk i założyli tutaj dwie osady o tej samej nazwie. Członkowie tego rodu po prostu rozleźli się po tej ziemi – było ich przynajmniej dwóch i obaj zrobili dokładnie to samo. Natomiast trzecie Strupice, te z Gór Świętokrzyskich, nie mają z tą łużycko-śląską migracją nic wspólnego. Gdyby bowiem miały z nią wspólne korzenie, ich pisownia również by się zmieniła. I takim właśnie sposobem myślenia ustaliłam – nie mając przed oczami żadnych leciwych pergaminów – iż jednorazowo wymieniony w rzeczonym Dzienniku Urzędowym Województwa Dolnośląskiego rycerz Hans von Straupitz mial łużyckie korzenie, a jego przodkowie założyli na Śląsku dwie niezależne osady…
Pałac w Strupicach Świątynia w Strupicach. Warta odwiedzenia
Kiedy zrobiłam już wystarczające archiwum fotograficzne tej dawnej rezydencji i nasyciłam się dziejami tego zakątka, ruszyłyśmy ku świątyni w Strupicach, ponieważ takie miejsca są zawsze nad wyraz zajmujące i często skrywają tajemnice, o których nie słyszał świat. Kościół pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w tej miejscowości znajduje się rzut beretem od folwarku, a więc gdy tylko opuściłyśmy jego zabudowania, od razu naszym oczom ukazała się jego zgrabna sylwetka. Był to naprawdę urzekający widok. Jak już wspominałam wyżej, pierwotny przybytek w tej miejscowości powstał w średniowieczu. Wzmiankowano go w dokumentach w 1305 roku. Znajdował się on dokładnie tam, gdzie teraz stoi jego następca, w centrum dawnego cmentarza. Pod koniec XVIII wieku stara świątynia uległa zawaleniu z powodu złego stanu technicznego. Nowy kościół powstał w 1806 roku jako zbór ewangelicki, a w jego zewnętrzne ściany wmurowano barokowe i rokokowe epitafia, które udało się uratować z katastrofy budowlanej dawnego kościoła.
Kościół pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w StrupicachMuszę Wam się przyznać, iż kiedy maszerowałam ku tej sakralnej budowli, nie miałam pojęcia, jaką historię tam namierzę. Byłam przekonana, iż po tym, co udało mi się ustalić przy dworze Müllerów, nic już ciekawszego mnie tam nie spotka w tych Strupicach. A jednak bardzo się myliłam. Posłuchajcie…
Niezwykle losy Ernsta Raupacha
Kiedy weszłyśmy na obszar świątynny, zaparkowałyśmy rowery w cieniu przy ogrodzeniu i zaczęłyśmy lustrację terenu. gwałtownie odkryłyśmy, iż poza opisywanym wcześniej mauzoleum Müllerów, znajdują się tam jeszcze pozostałości dawnego cmentarza. kilka ich, ale wystarczająco dużo, aby zwiedzanie zajęło trochę czasu. Nasz pies, czując chłód cmentarnej murawy, padł na trawę i uciął sobie drzemkę, a ja z moją Ines zajęłyśmy się archiwizacją. I właśnie wtedy, gdy robiłyśmy lustrację terenu, objawiła się nam ta historia.

Posłuchajcie opowieści o chłopcu z tej dolnośląskiej wsi, który uciekając przed życiowymi demonami, podbił carskie salony, napisał jeden z pierwszych wampirycznych horrorów w historii, a na koniec trząsł całym berlińskim teatrem. Opowiem Wam o Ernście Raupachu urodzonym w Strupicach pod Chojnowem i mieszkającym w dawnej farze tuż obok tego kościoła (choć on jeszcze wtedy nie istniał, bo wówczas stała tam pierwotna świątynia, która się potem zawaliła). Wszystko zaczęło się 21 maja 1784 roku. Ernst nie przyszedł na świat w magnackim pałacu, ale w skromnym, przesiąkniętym zapachem starych ksiąg domu lokalnego ewangelickiego pastora. Ojciec, Johann Christoph, trzymał domowników twardą ręką, zaszczepiając w synu surową moralność, ale i miłość do nauki.
Kościół pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w StrupicachSielskie, choć chłodne wychowawczo dzieciństwo skończyło się gwałtownie w 1794 roku, gdy ojciec zmarł. Dziesięcioletni Ernst wraz z matką i rodzeństwem musiał spakować skromny dobytek i przenieść się do Legnicy. Tam chłopak trafił do Gimnazjum Miejskiego. gwałtownie okazało się, iż ma umysł jak brzytwa. Mając zaledwie 16 lat, siedział już w najstarszej klasie i zamiast biegać za dziewczętami, namiętnie zaczytywał się w Immanuelu Kancie.Wiosną 1801 roku, idąc w ślady ojca, ruszył na uniwersytet w Halle studiować teologię. Jednak los miał wobec niego zupełnie inne plany niż ambona w wiejskim kościółku.
Grobowiec na terenie świątynnym w Strupicach Rosyjska tułaczka
Po studiach Ernst wrócił na chwilę do Legnicy, podszlifował język francuski i podjął decyzję, którą wtedy wybierało wielu młodych, wykształconych Niemców bez grosza przy duszy: wyjazd na wschód. Inwestycja w przyszłość opłaciła się. W 1804 roku spakował kufer i ruszył do Sankt Petersburga, by pracować jako guwerner.
I tu zaczyna się prawdziwie filmowy wątek. W 1807 roku Raupach dostał posadę nauczyciela najmłodszego syna wdowy po generale Mikołaju Nowosilcowie. Tak, tym samym Nowosilcowie, którego Adam Mickiewicz przedstawił jako krwawego, bezwzględnego Senatora w III części Dziadów! Ernst mieszkał w jaskini lwa, obserwując od kulis rosyjską elitę urzędniczą, co dało mu niesamowity zmysł obserwacji społecznej. W Rosji wiodło mu się świetnie. Czasem głosił kazania w zborze luteranów, zaczął pisać pierwsze tragedie, aż w końcu został szanowanym profesorem literatury niemieckiej i historii powszechnej na Uniwersytecie w Petersburgu. W tym samym okresie przeżył też najpiękniejsze i zarazem najtragiczniejsze chwile swojego życia prywatnego.
Poślubił Szwajcarkę, Cäcilie von Wildermeth, damę dworu carskiego. Małżeństwo było tak dobrze widziane, iż nowożeńcy dostali apartament w samym Pałacu Zimowym! Sielanka trwała jednak krótko. W 1817 roku Cäcilie zmarła na gorączkę połogową wraz z ich nowo narodzonym dzieckiem. Ta tragedia całkowicie złamała Ernsta. Uciekł w pracę, a w jego głowie zaczęły rodzić się mroczne wizje.
Barokowe, piaskowcowe epitafium z końca XVII wieku upamiętnia szlachciankę Barbarę Eleonorę. Płyta umieszczona w niszowej wnęce, zwieńczona rzeźbionym aniołkiem (putto) oraz dwoma bogato zdobionymi herbami rodowymi,Narodziny wampira i chłodny prysznic u Goethego
W 1822 roku w Rosji podniosła się fala nastrojów antyniemieckich. Raupach, podejrzewany przez carską policję o zbyt wolnomyślicielskie poglądy, spakował się i wyjechał do Włoch. Podróż ta zaowocowała zabawną książką podróżniczą wydaną pod pseudonimem Lebrecht Hirsemeuzel.
Jednak to w styczniu 1823 roku Ernst odpalił prawdziwą literacką bombę. W czasopiśmie Minerva opublikował opowiadanie „Nie budźcie zmarłych” (Laßt die Todten ruhen). Była to mroczna, gotycka historia o mężczyźnie, który z tęsknoty wskrzesza swoją pierwszą żonę, a ta okazuje się… wampirzycą wypijającą krew z własnych dzieci. Co ciekawe, przez lata opowiadanie to mylnie przypisywano Ludwigowi Tieckowi. Raupach stworzył ten horror na długo przed Drakulą Brama Stokera!
Poczuwszy wiatr w żaglach, Ernst wymyślił sobie, iż zamieszka w Weimarze – ówczesnej stolicy niemieckiej kultury. Chciał pokłonić się samemu bogu literatury, Johannowi Wolfgangowi von Goethemu. W 1823 roku doszło do spotkania, ale… zakończyło się ono katastrofą. Goethe, stary i nieco zgorzkniały, przyjął Raupacha lodowato. Nie poznał się na talencie młodszego kolegi, potraktował go z góry i odprawił z kwitkiem. Urażony w swojej śląskiej dumie Ernst stwierdził: O nie, staruszku, tak bawić się nie będziemy. Autentycznie obrażony porzucił Weimar i w 1824 roku przeniósł się do Berlina.
Barokowe, piaskowcowe epitafium z 1757 roku upamiętnia 41-letnią Maricy von Kottwitz z domu von Sommerfeld, żonę Siegemunda von Kottwitz. Płyta ozdobiona bogatym akantowym kartuszem oraz dwoma rodowymi herbami w górnych rogach. Król Berlina i fabryka hitów
Berlin okazał się dla Raupacha ziemią obiecaną. Przez kolejne dwadzieścia lat Ernst Benjamin Salomo Raupach stał się absolutnym monopolistą i carem berlińskich scen teatralnych. jeżeli jakiś dyrektor teatru chciał zarobić krocie, musiał wystawić sztukę Raupacha. Nasz chłopak ze Strupic napisał łącznie około 80 (a według niektórych źródeł choćby 117!) dramatów, komedii i tragedii. Pisał w tempie ekspresowym. Do jego największych hitów należały:
- „Poddani” (Die Leibeigenen, 1826) – odważna sztuka krytykująca poddaństwo i niewolnictwo w Rosji.
- „Skarb Nibelungów” (Der Nibelungenhort, 1834) – monumentalna opowieść na motywach germańskich mitów o rycerzach i złocie.
- „Hohenstaufowie” (Die Hohenstaufen, 1830–1837) – gigantyczny cykl historyczny składający się aż z 16 sztuk, opowiadający o średniowiecznej dynastii władców.
Krytycy literaccy go nienawidzili. Zarzucali mu, iż jest „fabrykantem tandety”, iż pisze pod publiczkę i dba tylko o pełną kasę teatrów. Ale Raupach miał to gdzieś – publiczność go uwielbiała, waląc drzwiami i oknami na każdy spektakl. Za swoje zasługi otrzymał prestiżowy pruski Order Orła Czerwonego III Klasy.
Barokowe, piaskowcowe epitafium z 1682 roku upamiętnia 62-letnią Sabinę von Rothkirch z domu von Knobelsdorf. Płytę bogato zdobioną rodowymi herbami i główką anioła. Spojrzenie Pauliny, czyli Raupach od kulis
Kiedy po śmierci Ernsta krytycy bezlitośnie pisali, iż był tylko zimnym teatralnym rzemieślnikiem, do akcji wkroczyła jego druga żona, Paulina Werner. Pobrali się w Berlinie 12 maja 1848 roku, a Paulina była od sławnego dramaturga młodsza o równe 26 lat. Zakochana kobieta nie zamierzała milczeć i w 1853 roku wydała książkę „Raupach. Szkic biograficzny”, w której postanowiła utrzeć nosa krytykom i pokazać światu, jaki Ernst był naprawdę.
Na kartach tej publikacji Pauline pisała o mężu z rozczulającą czułością, udowadniając berlińskim wyższym sferom, jak bardzo myliły ją pozory. Wyjaśniała, iż świat często błędnie brał jego milczenie za dumę, a ironię za brak serca. W rzeczywistości w zaciszu domowym Ernst potrafił z dziecięcą wręcz euforią cieszyć się najmniejszym przejawem piękna i dobra, a każdą troskę drugiego człowieka przeżywał głębiej niż własną.
Paulina szczegółowo opisała również, jak tytaniczna praca nad dramatem „Hohenstaufowie” zniszczyła zdrowie pisarza, a dawne rany z Rosji nigdy się nie zagoiły. Wyjawiła czytelnikom, iż tworzył on swoje mroczne dzieła, ponieważ sam zmagał się z głębokimi lękami i nigdy nie uwolnił się od cienia petersburskich nocy, gdy śmierć zabrała mu pierwszą żonę i dziecko. Swoje tętniące życiem teatry kreował po to, by zagłuszyć przerażającą go ciszę. Dzięki tej biograficznej opowieści wiemy, iż ostatnie cztery lata małżeństwa były dla schorowanego dramaturga najspokojniejszym portem. Zamiast niedostępnego artysty, Paulina utrwaliła w literaturze obraz człowieka, który wieczorami, zmęczony atakami astmy, siadał przy oknie i wspominał zapach dolnośląskich pól wokół rodzinnych Strupic…
Barokowe, piaskowcowe epitafium małżeńskie z początku XVIII wieku upamiętnia dawnych mieszkańców Strupic – Sigmunda Schicka oraz jego żonę Marię. Płyta ozdobiona rzeźbionymi główkami aniołków została uratowana z katastrofy budowlanej starego kościoła i wmurowana w ścianę obecnej świątyni z 1806 roku.Ostatnia kurtyna
18 marca 1852 roku w Berlinie, po zaledwie dwóch dniach nagłej choroby, Ernst Raupach zamknął oczy na zawsze. Przyczyną jego śmierci był paraliż układu oddechowego i płuc. Pochowano go na berlińskim cmentarzu Dreifaltigkeitsfriedhof I. Paulina zadbała, by spuścizna po nim nie zginęła, a po latach spoczęła tuż obok niego. Legnica również o nim pamiętała – od 1884 roku dzisiejsza ulica gen. Władysława Andersa w tym mieście nosiła dumne imię Ernsta Raupacha (Raupachstraße). Syn pastora, chłopak z malutkich Strupic udowodnił, iż można zacząć na prowincji, a skończyć jako król wielkich, europejskich scen…
Kościół pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w StrupicachKochani, takie oto niesamowite historie przywiozłam dla Was z maleńkich Strupic koło Chojnowa! Spisałam je z ogromną euforią i mam nadzieję, iż ta opowieść skradnie Wasze serca. Włożyłam w tę pracę mnóstwo energii, a pisząc, miałam wypieki na twarzy – byłam absolutnie oczarowana tym, co udało mi się tam odkryć! Jednak to jeszcze nie koniec naszej podróży na dwóch kółkach. Emocje dopiero się rozkręcają, a nasza wyprawa zakończy się dopiero w trzeciej części tego opowiadania. Kolejny wpis już niebawem pojawi się tutaj, na naszym blogu… Szykujcie się na następną porcję tajemnic, bo nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa w tym temacie!
Źródła:
- Oficjalny pruski dziennik urzędowy „Provinzialblätter” (październik 1840, str. 370),
- Kamienna tablica epitafijna z mauzoleum w Strupicach
- Akta Sądu Obwodowego w Złotoryi (Archiwum Państwowe).
- Narodowy Instytut Dziedzictwa: https://nid.pl/wp-content/uploads/2026/08/DLN-rej_13.08.2026.pdf
- Dziennik Urzędowy Województwa Dolnośląskiego Wrocław, dnia 27 kwietnia 2009 r: hasło „Strupice”
- Ernst Raupach: http://liegnitz.pl/index.php?OBJ%2F280=
- Portal Historyczny Miasta Legnicy (Liegnitz.pl) – szczegółowe kalendarium życia pisarza, informacje o jego dzieciństwie w Strupicach i Legnicy oraz wątek rosyjski (wychowanie syna Nowosilcowa).
- Zapiski z „Raupach. Eine biographische Skizze” (1853) – osobiste wspomnienia i cytaty z pamiętnika żony pisarza, Amalie Pauline Werner (Raupach).
- Anglojęzyczna Wikipedia (Ernst Raupach) – informacje o studiach w Halle, karierze w Petersburgu, podróży do Włoch, nieudanym spotkaniu z Goethe’m oraz dominacji w Berlinie.
- Niemieckojęzyczna Wikipedia (Ernst Raupach) – dane o liczbie dzieł (cykl o Hohenstaufach) oraz o odznaczeniach państwowych (Order Orła Czerwonego).
- Baza danych Wikidata (Pauline Werner) – weryfikacja dat życia, profesji oraz małżeństwa drugiej żony pisarza.
- Encyklopedia Britannica (Wydanie 1911) – historyczne zestawienie jego najpopularniejszych sztuk teatralnych.
- Opracowanie historyczno-literackie „Nosferatu’s Kindred” – szczegóły dotyczące autorstwa opowiadania grozy „Laßt die Todten ruhen” i jego premiery w 1823 roku.
- Raupach Pauline, Raupach. Eine biographische Skizze, Verlag von J. A. Stargardt, Berlin 1853.


