Odejdź, Kostek: Wieczorna cisza, zimny obiad i rozbite serce – historia Mariny, która miała dość czekania w cieniu przeszłości

twojacena.pl 1 dzień temu

Talerze z wystygłą kolacją wciąż stały na stole. Jadwiga patrzyła na nie, ale niczego nie widziała. Za to doskonale widziała cyfry na zegarze, które przesuwały się powoli, jakby z niej drwiły. 22:47.

Kuba obiecał być do dziewiątej. Jak zwykle…

Telefon milczał.

Jadwiga już się nie złościła.

Wszystko, co jeszcze miało w niej życie, dawno wypaliło się do końca, pozostawiając po sobie tylko chłodne zmęczenie.

Około wpół do dwunastej w zamku drzwi zaskrzypiał klucz.

Jadwiga choćby nie odwróciła głowy. Siedziała na kanapie, otulona pledem, wpatrzona w jeden punkt.

Cześć, kochanie. Przepraszam, zasiedziałem się w pracy w głosie Kuby brzmiały sztuczne nutki, za każdym razem, gdy kłamał.

Podszedł, pochylił się, by pocałować ją w policzek. Jadwiga odsunęła się odruchowo. Leciutko, ale on to wyczuł.

Coś nie tak? spytał, odwijając szalik.

Pamiętasz, jaki dziś dzień? głos Jadwigi był cichy, bez życia.

Zamarł na chwilę, myśląc gorączkowo.

Środa. A co?

Dziś są urodziny mojej mamy. Mieliśmy do niej pojechać z tortem. Przecież obiecałeś.

Twarz Kuby momentalnie się zmieniła. Uśmiech zniknął, zastąpiony miną winy i paniki.

Jezu, Jadwik, całkiem zapomniałem. Przepraszam, w pracy istny młyn. Jutro na pewno zadzwonię do twojej mamy.

Poszedł do kuchni. Jadwiga słyszała, jak krząta się przy lodówce, jak brzęczy naczyniami. Zawsze właśnie tak uciekał wśród kubków i widelców łatwiej było ukryć zmieszanie.

Ale dziś nie zamierzała go już oszczędzać. Wstała i przeszła do drzwi kuchennych.

Kuba, a z kim siedziałeś dziś niby do jedenastej w pracy?

Odwrócił się. Ręka z kartonem mleka trochę zatrzęsła mu się.

Z zespołem. Nowy projekt startujemy. Terminy gonią. Wiesz przecież, jak to jest.

Wiem przytaknęła. I wiem jeszcze, iż o trzeciej dzwoniłeś i mówiłeś: Ela, rozumiem wszystko, ale muszę to naprawić.

Ela. Elżbieta. Jego była żona. Duch, który mieszkał z nimi przez te wszystkie lata. Zimny cień wyrzutów i niewypowiedzianych żali.

Kuba pobladł.

Podsłuchiwałaś?

Nie musiałam. Tak głośno mówiłeś w łazience, iż wszystko słyszałam.

Odstawił mleko, powoli usiadł przy stole.

To nie to, co myślisz.

A co mam myśleć? głos Jadwigi w końcu nabrał jakiejś emocji. Że od pół roku jesteś jak na szpilkach? Że wieczorami cię nie ma? Że patrzysz na mnie jak przez szybę? Próbujesz do niej wrócić? Powiedz wprost. Wytrzymam.

Kuba patrzył na swoje ręce. Silne, wprawne dłonie, które potrafiły naprawić wszystko, tylko szczęścia nie umiały zbudować.

Nie zamierzam do niej wracać powiedział cicho.

To co? Sypiasz z nią znowu?

Nie! W jego oczach było tyle szczerości i desperacji, iż Jadwigę na moment zwątpiła w swoje oskarżenia. Naprawdę nic takiego.

To co więc?! Co próbujesz tam naprawiać?! niemal krzyknęła. Spłacasz jej długi? Rozwiązujesz jej problemy? Żyjesz jej życiem zamiast być ze mną?

Milczał.

Słowa, które dusiła miesiącami, wybuchły nagle lawiną.

Odejdź, Kuba. Idź do niej, skoro jej tak potrzebujesz. Albo do kogo tam cię ciągnie. Naprawiaj, co chcesz. Byle mnie zostaw w spokoju. Ja już tak nie mogę. I nie chcę.

Chciała wyjść, ale Kuba podniósł się gwałtownie i zastawił jej drogę.

Nie mam dokąd iść! Nie ma żadnej Eli! Ani nowej, ani starej! Sam już nie rozumiem, co się ze mną dzieje! Po prostu próbuję to wszystko naprawić!

Odwrócił się, przełknął ślinę.

Nie mów zagadkami wyszeptała.

Pytasz, co naprawiam? nie wytrzymał Kuba. Siebie próbuję naprawić! Staram się, ale nie potrafię. Rozumiesz? Ty nie jesteś nią. Jesteś cierpliwsza, łagodniejsza, wierzyłaś we mnie, choćby gdy sam się już poddawałem. Z tobą powinno się udać. Ja powinienem się udać nowy, lepszy. Ale, jak zwykle, wszystko psuję: zapominam o urodzinach, tonę w pracy chociaż wiem, iż czekasz. Milczę. Widzę, jak z twoich oczu gaśnie światło. Tak samo, jak kiedyś w jej oczach…

Jadwiga milczała.

Nie chcę szukać nowej mówił dalej cicho Kuba. Boję się, iż znowu to samo. Znów coś ważnego przegapię. Znowu doprowadzę do łez albo nienawiści. Po prostu nie umiem być mężem. Nie umiem żyć we dwoje… dzień za dniem. Bez dramatów, bez kłótni. Wszystko niszczę. Chodzę po linie, wciąż bojąc się, iż spadnę. A ty… Ty przy mnie też jakbyś nie żyła…

Kuba spojrzał na Jadwigę. Tym razem jego spojrzenie było zagubione, ale szczere:

Więc problem nie jest w tobie. Ani w Eli. Problem jest we mnie…

Jadwiga wysłuchała tego potoku słów i zrozumiała zupełnie jasno: Kuba nie zdradził jej z żadną kobietą. Zdradził ją swoim strachem. Nie był złym człowiekiem. Był po prostu zagubiony. Człowiek, który nie wie, jak dalej żyć.

I co teraz, Kuba? spytała już bez żalu. Zdałeś sobie z tego sprawę. I co dalej?

Nie wiem odparł szczerze.

To ogarnij się wreszcie wyrwało się Jadwidze. Idź do psychologa, poczytaj książki, uderz głową w mur zrób cokolwiek. Przestań krążyć wokół, szukać magicznego guzika, który wszystko naprawi. Nie ma takiego. Jest tylko praca nad sobą. Idź i ją wykonaj. Sam.

Beze mnie.

Wyszła z kuchni, przeszła obok niego do przedpokoju, założyła płaszcz.

***

Drzwi się zamknęły. Kuba został sam, w ciszy przerywanej jedynie stukiem deszczu. Podszedł do okna, zobaczył, jak sylwetka Jadwigi znika w wilgotnej ciemności i nagle poczuł niewyobrażalny ciężar. Ciężar tego, co pozostało przy nim.

Jego przepaść nie była już cieniem. Stała tu, w tym pustym mieszkaniu, w zakrzepłej kolacji, w jego własnych dłoniach, które nie zdołały nic utrzymać.

I zamiast pobiec za Jadwigą, sięgnął po butelkę starej polskiej wódki…

Idź do oryginalnego materiału