Od najmłodszych lat słyszałam od swoich rodziców, iż jestem nikomu niepotrzebna, iż do niczego się nie nadaję i nigdy niczego w życiu nie osiągnę.
Mówi się, iż rodzina jest najważniejsza, a matka to najbliższa osoba na świecie. W końcu to ona przez dziewięć miesięcy nosiła mnie pod sercem, cierpiała podczas porodu, nie spała nocami i poświęcała każdą cząstkę siebie dla mojego dobra. Tak podobno powinno być. Ale w moim życiu było zupełnie inaczej.
Moja matka, Danuta Nowicka, i ja dwa różne światy. Zawsze miałyśmy zupełnie inne spojrzenie na wszystko. Nigdy nie słyszałam od niej słów wsparcia czy czułego gestu. Ledwie zapaliłam się do jakiegoś pomysłu czy marzenia, ona gasła wszystko chłodną krytyką i ironicznym śmiechem. Żadne słowa nie raniły bardziej niż jej zdawkowe: Po co ci to?, I tak sobie nie poradzisz. W jej oczach byłam nieudolną, naiwną dziewczyną, która nigdy w życiu sobie nie poradzi.
Nie rozumiałam, dlaczego traktuje mnie w ten sposób. Mimo iż według niej byłam zupełnie bezużyteczna, to gdy tylko potrzebowała pomocy, natychmiast się do mnie zwracała domagała się mojej pracy, uwagi i czasu. Byłam dla niej wyłącznie osobą, na której można się wyżyć albo wykorzystać, kiedy coś trzeba było załatwić.
Na szczęście miałam w życiu jeden jasny punkt mojego ojca, Zbigniewa Nowickiego. To on zawsze widział we mnie coś więcej, zawsze mnie wspierał i był ze mną w trudnych chwilach.
W końcu, mając dwadzieścia dwa lata, spakowałam walizki i wyjechałam z rodzinnej Łodzi do Warszawy. Chciałam zawalczyć o własne szczęście i udowodnić sobie, iż potrafię zbudować życie po swojemu. Gdy mama usłyszała o moich planach, natychmiast wybuchła płaczem, przekleństwami i groźbami. Robiła wszystko, byle mnie zatrzymać. Najważniejsze było dla niej przez cały czas jej wygoda żebym stała pod ręką i służyła jej za darmowego pracownika.
Nie uległam. Mimo iż bolało mnie wszystko w środku, uciekłam przed toksycznym światem, który próbowała mi narzucić. Postawiłam na swoje.
Dziś, po latach walki, patrzę na siebie z dumą. Jestem właścicielką własnej, dobrze prosperującej firmy, mieszkam w dużym, przestronnym mieszkaniu na Ochocie, mam kochającego męża Andrzeja i dwoje wspaniałych dzieci, Jagodę i Malwinę. Za każdym razem, gdy w głowie słyszę głos mamy: Nie dasz rady, nie potrafisz, przypominam sobie, ile osiągnęłam, bo uwierzyłam w siebie i umiałam odciąć się od złych słów.
Dla wszystkich, którzy codziennie słyszą, iż do niczego się nie nadają nie wierzcie w to. Odważcie się postawić na siebie. jeżeli ja mogłam, to Ty też potrafisz. Uwierz w siebie, zagłusz głosy zwątpienia i idź do przodu. Życie naprawdę może być piękne, jeżeli dasz sobie szansę!






![Małgorzata Tomaszewska o partnerze: Najważniejsze było dla mnie, czy mój syn go zaakceptuje [PODCAST]](https://m.mamadu.pl/3f099b66bde9ff4a8bfec0d4cc9df4be,1920,1080,0,0.webp)




