Olga właśnie robiła domowe leczo, gdy z pracy wrócił jej mąż. – Już jestem, kochanie! – zawołał Sławek, wszedł do kuchni i nagle zamarł.

newskey24.com 3 dni temu

Olga kończyła właśnie wekowanie lecza, kiedy z pracy wrócił jej partner.

Jestem już w domu zawołał Sergiusz, wszedł do kuchni i znieruchomiał na chwilę. A to co tutaj się dzieje?

Jak to co? Gotuję leczo, przecież sam prosiłeś uśmiechnęła się Olga.

Ja nie pytam o leczo, tylko o ten bałagan Sergiusz gestem pokazał całe pomieszczenie.

O co ci chodzi, kochanie? Możesz wyjaśnić? zdziwiła się kobieta.

Nie udawaj, dobrze wiesz o co mi chodzi! odparł zniecierpliwiony.

Olga stała zdziwiona, nie rozumiejąc, o co się rozchodzi.

***

Olu, wróciłaś? Tak się cieszę, iż cię widzę! Sergiusz próbował zabrzmieć łagodnie, gdy kobieta wkroczyła do mieszkania.

Nie przyszłam tylko po resztę moich rzeczy! Przecież mówiłam, iż to koniec!

Ale jak to? Kocham cię! Nie chcę rozstania, bardzo cię potrzebuję… Tak mi brakowało ciebie przez te dni!

Tydzień wcześniej doszło między nimi do kłótni, jakiej nie powinno być ani między małżonkami, ani choćby między partnerami. Sergiusz nie wytrzymał nerwowo.

Sprzeczka zaczęła się w kuchni, gdy zobaczył nieporządek, który dla niego był nie do zaakceptowania.

Olga właśnie wekując leczo, rozkładała miski, talerze i słoiki po całej kuchni. Na kuchence bulgotał ogromny garnek z pomidorowymi plamami. W różnych miejscach stały spodeczki z czosnkiem, papryką i innymi składnikami.

Wszystko w myślach Olgi było w normie kruszyła paprykę i nie rozumiała oburzenia.

Cztery miesiące temu wprowadzili się do siebie, choć przed tym Sergiusz długo mieszkał samotnie. Specjalnie dla Olgi zrezygnował z wygodnej rutyny i spróbował jeszcze raz zbudować wspólne życie, jednak nie przewidział wielu szczegółów.

Poznali się po czterdziestce. Olga miała dorosłą córkę, która już pracowała, a Sergiusz miał dziesięcioletniego syna z pierwszego małżeństwa, którego rzadko widywał, bo mieszkał daleko z matką.

Wydawało się, iż spotkały się dwie osoby, którym z sobą jest najzwyczajniej dobrze.

Na początku Olga, szczęśliwa, przeprowadziła się do Sergiusza. Starała się być idealną partnerką, wierzyła, iż właśnie z nim może być szczęśliwa i może choćby razem spotkają starość.

Pierwsze miesiące były dla niej jak z bajki. Gotowała smakołyki, choć bywała bardzo zmęczona. Zastanawiała się nawet, skąd bierze siły. To musiała być miłość innej odpowiedzi nie widziała.

Jednak po paru miesiącach Sergiusz zaczął się zmieniać. Wracał z pracy naburmuszony, wieczorami marudził z byle powodu bo filiżanka po herbacie nieumyta, bo podłoga nieprzetarta, bo łóżko nie tak pościelone.

Przecież nie miało to sensu wszystko inne było zadbane, obiad na stole, pod kocem czekał ktoś, kto cieszył się z jego powrotu.

Olga także pracowała. Wracała do domu godzinę wcześniej, a mimo wszystko dawała radę zadbać i o dom, i o posiłek.

Na początku ignorowała jego pretensje, ale z czasem zaczęło ją to drażnić. Nie wybuchała, nie mówiła nic. Liczyła, iż Sergiusz się opamięta.

Zawekowania na zimę robiła od dawna, ale starała się ogarniać to pod nieobecność Sergiusza, bo bywał wtedy u siostry, dłubiąc przy samochodzie z szwagrem.

Tego dnia miał także tam być, ale niespodziewanie wrócił i zobaczył cały rozgardiasz, który za chwilę miał zamienić się w równo ustawione słoiki z leczo omotane kocem.

Olga nie pojmowała, dlaczego taka reakcja bo jak zrobić przetwory w idealnym porządku?

Za chwilę wszystko sprzątnę! zapewniła go.

Tak? Już to widzę! Znowu zostawisz bajzel! wykrzyknął.

Czy choć raz zostawiłam po sobie bałagan? Skąd u ciebie tyle jadu?

Bo jest upał i wszystko tu pachnie pomidorami! narzekał.

To zostań w pokoju, pooglądaj telewizję!

Jestem głodny. Co jest do jedzenia?

Zaraz ci podgrzeję i ci przyniosę, tylko się uspokój.

Znowu te same makaron z klopsikami? To trzeci dzień już to samo!

Nie jestem w stanie zrobić wszystkiego od razu! Leczo też samo się nie wekuje Sam o nie prosiłeś! Jestem ledwo żywa, dźwigałam torby ze sklepu. Mnie tu też gorąco, a ty tylko się czepiasz!

Nie podnoś na mnie głosu! oburzył się.

Przecież to ty krzyczysz. Staram się cię po prostu uspokoić! Przestań już!

Mam dość tego wszystkiego!

W tym momencie i Olga wybuchła.

A co dokładnie masz dość? Że masz ciepły obiad zaraz po pracy? Że co wieczór śpisz w wypranej pościeli? Że ktoś z uśmiechem wita? Że nie słyszysz złego słowa, choćby jak sam nie masz racji? Może po prostu masz dość mnie?

Tak! Mam dość! Nie chcę już tych twoich kolacji, nie potrzebuję leczo ani tej twojej wypranej pościeli!

Wiesz co? Ja też mam dość! Ciągle ci wszystko przeszkadza Nigdy nie odkładasz swoich rzeczy, a wyżywasz się na mnie. Jak chciałam, żebyś zawiózł mnie po warzywa, to wolałeś pomagać Sławkowi! I to ja cię mam dość!

Sergiusz nie lubił krytyki, a widząc wyraz twarzy Olgi, nie zapanował nad sobą… Tego Olga się po nim nie spodziewała.

Chciała odpowiedzieć, ale pohamowała się. Zrozumiała, iż dalej nie da rady. Nie chciała ryzykować więcej.

To koniec! powiedziała, wyszła z kuchni.

Drżącymi rękami zaczęła się pakować. Co mogła wepchnęła do dwóch walizek, założyła dżinsy i gwałtownie opuściła mieszkanie.

Widział to wszystko, ale nie przeprosił, choćby nie próbował jej zatrzymać.

Tamtą noc spędziła u przyjaciółki, a następnego dnia wynajęła kawalerkę. Musiała wydać sporo złotych na czynsz, pośrednika, nowe rzeczy do mieszkania.

Nie miała w głowie, by się godzić. Przynajmniej przez pierwsze trzy dni. Potem zrobiło jej się po prostu żal. Analizowała wszystko: kłótnię, słowa, miny oboje zawinili.

Wiedziała jednak, iż nie wolno tego wybaczać. A mimo wszystko było ciężko na sercu.

Sergiusz jej nie szukał. Tylko w dniu rozłąki napisał SMS-a:

I co mam zrobić z tym leczo?

Zrób z nim co chcesz. Wszystko mi jedno! odcięła się.

Było jej szkoda lecza. I tych pieniędzy. Pół godziny jeszcze i słoje byłyby gotowe. Tak źle wyszło…

Sama przed sobą nie chciała się przyznać, iż z nadzieją czekała na telefon lub przeprosiny. Jednak nic takiego się nie wydarzyło.

Minął tydzień. Przyzwyczaiła się trochę do myśli, iż znów jest sama. Zdecydowała, iż czas zabrać rzeczy, które zostały u Sergiusza, i oddać mu klucze.

Mogła to zrobić, gdy był w pracy, ale przyszła, gdy był w domu.

Wysłała mu pół godziny wcześniej wiadomość, iż przyjdzie. Czekał już w drzwiach, winny i przybity, ale nie zmiękła przez to.

Obiecał, iż nie chce rozstania, iż ją kocha, iż nie wyobraża sobie bez niej życia. Tylko czemu nic nie robił, przez tydzień nie odezwał się? Czy prawdziwą miłość definiuje milczenie?

Olga nie miała złudzeń. Zrobił to raz, zrobi drugi.

Dość tego, przestań siebie i mnie oszukiwać! Gdyby ci zależało, zrobiłbyś więcej niż nic.

Przepraszam sam nie wiem, co we mnie wstąpiło! próbował.

Teraz z tym żyj. Przyszłam po swoje.

Zebrała drobiazgi szampony, ulubioną herbatę, różowy kubek, pled od siostry i wyniosła je do przedpokoju.

Sergiusz biegał za nią, próbował przepraszać, ale ona już tego nie potrzebowała.

Tydzień milczenia wystarczył, by zrozumieć wszystko. Gdyby kochał, nie czekałby w ciszy.

Gdy rzeczy były spakowane, zamówiła taksówkę. Gdy stanął w drzwiach:

Zostań! Bez ciebie zginę!

Ale ze mną zginę ja powiedziała spokojnie, odsunęła go delikatnie i wyszła.

Odeszła. Sergiusz stał bezradnie i nie wiedział, co poszło nie tak. Może nigdy nie zrozumiał, skoro więcej się już nie spotkali, choć kiedyś szeptali czułe słowa.

Olga jechała przez jesienną Warszawę i patrzyła przez szybę. Była jesień, złota i chłodna zupełnie jak w jej sercu. I nagle przypomniała sobie, iż to jej ulubiona pora roku, iż za dwa tygodnie ma urodziny.

Wszystko będzie dobrze szepnęła z uśmiechem do siebie. Wszystko musi się ułożyć.

Bo czasem, żeby znaleźć szczęście, trzeba najpierw odzyskać siebie.

Idź do oryginalnego materiału