Opiekunka żony – polskie realia, trudne wybory Lidy: rozczarowania, zdrada i walka o lepsze życie po rozwodzie, gdy praca, przyjaźń i uczucia mieszają się z marzeniem o stabilizacji i szczęściu

newsempire24.com 1 dzień temu

Opiekunka dla żony

Słucham? Dla Lidzi brzmiało to jak obcy język. Dokąd niby mam się wynosić? Po co? Dlaczego?
Daj spokój z tą teatralnością skrzywił się. Przecież tu wszystko jasne. Nie masz już komu pomagać. I gdzie się wyniesiesz, mało mnie obchodzi.
Edek, zwariowałeś? Mieliśmy się przecież pobrać
To była twoja fantazja. Ja nic takiego nie mówiłem.
W wieku 32 lat Lidia postanowiła gruntownie odmienić swoje życie i opuścić rodzinne miasteczko.

Po co tu dalej siedzieć? Słuchać wyrzutów matki?

Ta wciąż nie mogła się powstrzymać, wypominała Lidce rozwód. Jak mogłaś takiego męża przepuścić?

A ten Wiesiek, szkoda słów pijak i łobuz! Jak ona w ogóle osiem lat temu dała się na niego namówić?

Lidka się rozwodem nie przejęła przeciwnie, poczuła ulgę.

Tyle iż z matką przez to nieustannie dochodziło do spięć. Zresztą o pieniądze też się kłóciły zawsze było za mało.

No i zdecydowała, iż jedzie do Poznania, tam wszystko się ułoży!

Przecież Danuta jej koleżanka szkolna już pięć lat od ślubu z wdowcem.

No i co, iż starszy o szesnaście lat i wcale nie przystojny? Ale za to ma mieszkanie i pieniądze.

A Lidia wcale nie gorsza od Danuty.

Nareszcie! Ocknęłaś się! poparła ją Danuta. Pakuj się szybko, na początek możesz u nas pomieszkać, a z robotą damy radę.

A twój Wacek nie będzie miał nic przeciwko? zawahała się Lidia.

Przecież robi, co mu każę! Nie martw się!

Lidia jednak u przyjaciółki długo nie została.

Kilka tygodni przemieszkała, gdy tylko zarobiła pierwsze pieniądze, wynajęła pokój.

Dosłownie po kilku miesiącach dopisało jej ogromne szczęście.

Czemu taka kobieta pracuje na targu? współczująco powiedział stały klient, Edward Borysowicz.

Stałych klientów Lidia znała już wszystkich po imieniu.

Zimno, głodno, a i godności nie ma.

A co robić? wzruszyła ramionami. Jakoś trzeba zarabiać.

Dodała figlarnie:

A pan może ma inną propozycję?

Edward Borysowicz nie był w jej oczach uosobieniem ideału. Starszy dwadzieścia lat, pulchny, z łysiejącą głową i przenikliwym spojrzeniem.

Warzywa zawsze wybierał drobiazgowo i płacił co do grosza. Ale ubrany porządnie, samochód dobry raczej nie żaden żul ani pijak.

Fakt, obrączkę też miał, więc o mężu nie było mowy.

Jesteś, widzę, kobietą odpowiedzialną, sumienną, schludną od razu przeszedł na ty opiekowałaś się kiedyś chorymi?

Raz się przytrafiło. Sąsiadkę pielęgnowałam. Miała udar, dzieci daleko i nie miały czasu się nią zająć. Poprosili mnie.

Doskonale! ucieszył się Edward, zaraz jednak posmutniał: A moja żona, Tamara Iwanowna, też miała udar.

Lekarze mówią, iż szanse są niewielkie. Wróciła do domu, ale nie mam kiedy się nią zajmować. Pomożesz? Zapłacę uczciwie.

Lidia nie zastanawiała się długo. Lepiej w ciepłym mieszkaniu, choćby wynosić basen, niż marznąć na targu i obsługiwać kapryśnych klientów!

Poza tym Edward zaproponował, by mieszkała u nich nie musiała płacić za najem.

Mają trzy oddzielne pokoje! Miejsca jak w pałacu! opowiadała Lidia Danucie. Dzieci żadnych nie mają.

Matka Tamary niezła dama, w wieku 68 wciąż się odmładza. Niedawno wyszła za mąż nie ma czasu w córkę chorą.

Bardzo ciężka ta chora?

Co tu kryć Szkoda baby leży jak kłoda i tylko jęczy. Na pewno już nie wyzdrowieje.

A ty, patrząc na to, się cieszysz? Danuta spojrzała przenikliwie.

Nie, no co ty Lidia spuściła wzrok ale potem Edward będzie wolny

Oszalałaś, Lidka? Życzyć śmierci drugiemu człowiekowi przez mieszkanie?!

Nikomu niczego nie życzę, ale szansy nie zmarnuję! Ty to masz dobrze żyjesz w luksusie!

Tego dnia pokłóciły się na dobre, dlatego dopiero po pół roku Lidia zwierzyła się Danucie, iż ma romans z Edwardem.

Nie mogą bez siebie żyć (przynajmniej tak się zaczęło), ale żony porzucić nie zamierza nie ten typ! więc są na razie kochankami.

Czyli wy się tu mizdrzycie, a w drugim pokoju jego żona kona? nie zostawiła na niej suchej nitki Danuta. Wiesz, jak to obrzydliwe? Czy te jego bogactwa ci oczy zamuliły?

Nigdy od ciebie nie usłyszę dobrego słowa! Lidia się obraziła.

Znowu przestały się spotykać. Ale ona czuła się całkowicie niewinna (no, może odrobinę winna).

Wszyscy tacy święci! Najedzony głodnego nie zrozumie mówi się nie bez powodu. Będzie musiała obyć się bez koleżanki.

Lidię wyróżniała przy Tamarze Iwanownie staranność i sumienność. Gdy zaczęła się spotykać z Edkiem, wzięła na siebie również wszystkie domowe obowiązki.

Mężczyzna wymaga nie tylko w łóżku zadowolenia trzeba smacznie nakarmić, koszule wyprać i wyprasować, posprzątać, by mu kurz przeszkadzał.

Wydawało się Lidzi, iż kochanek jej jest zadowolony, a i ona sama żyje w błogości.

Wszystko się rozmyło choćby nie zauważyła, iż Edek przestał jej płacić za opiekę nad jego żoną. Ale o jakich pieniądzach mowa, skoro to prawie małżeństwo?

Dawał jej tylko na zakupy i bieżące potrzeby, a ona robiła domowy budżet, choćby nie zdając sobie sprawy, iż ledwo mieści się w przydzielonych wydatkach.

A pensja majstra była przecież niezła. No nic pobiorą się, to się wszystko wyrówna.

Pożądanie stopniowo przygasało, Edek coraz mniej się spieszył do domu, ale Lidia tłumaczyła to jego zmęczeniem przy chorej żonie.

Czym miał się zmęczyć, skoro do chorej rzadko na minutę zajrzał ona nie rozumie, ale żałuje.

Mimo iż mogła się tego spodziewać, Lidia i tak rozpłakała się, gdy Tamara Iwanowna zmarła.

Półtora roku poświęciła tej kobiecie tego czasu nie da się odzyskać. Pogrzeb też organizowała Lidia Edek był zbyt przybity ze smutku.

Z kasą jednak się nie popisał dał jej tylko tyle co nic, ale Lidia wszystkiego dopilnowała, było godnie. Nikt nie śmiał jej zarzucić zaniedbania.

Nawet sąsiadki, które dotąd krzywo na nią patrzyły z powodu romansu z Edkiem, na pogrzebie kiwały z uznaniem głowami. Teściowa Edka również była zadowolona.

Lidia nie spodziewała się, iż właśnie wtedy usłyszy od Edka coś takiego.

Jak się domyślasz, nie jesteś mi już potrzebna, więc masz tydzień na wyprowadzkę rzucił oschle dziesiątego dnia po pogrzebie.

Że co? Lidia nie wierzyła własnym uszom. Gdzie mam się wyprowadzić? Dlaczego?

Bez scen, proszę skrzywił się kochanek. Wszak nie masz już kogo pielęgnować. Twoje sprawy mnie nie interesują.

Edek, o czym ty mówisz? Przecież mieliśmy się pobrać?

To twoja wyobraźnia. Nic nie obiecywałem.

Rano po nieprzespanej nocy Lidia jeszcze próbowała rozmawiać z Edkiem, ale powtórzył słowo w słowo to samo, tylko nalegał, by się spieszyła z wyprowadzką.

Moja narzeczona chce zrobić remont przed ślubem dorzucił Edek.

Narzeczona? Jaka?

Nie twoja sprawa.

Ach tak? Dobrze, wyprowadzę się, ale wpierw zapłacisz mi za pracę. Owszem! Nie patrz tak na mnie!

Miałeś płacić czterdzieści tysięcy złotych miesięcznie. Otrzymałam tylko dwie wypłaty. Winien jesteś mi 640 tysięcy.

O, jak ładnie liczyć umiesz! zaśmiał się kochanek. Nie przesadzasz?

A i jeszcze za pomoc domową wypada dorzucić! Nie będę się kłócić daj milion i rozchodzimy się jak statki na morzu!

Co niby? Do sądu chcesz iść? Umowy nie masz.

Powiem pani Tamili, powiedziała cicho Lidia. Ona wam ten dom kupiła.

Uwierzy po tej rozmowie możesz stracić i mieszkanie, i robotę. Teściową znasz lepiej ode mnie.

Edward pobladł, ale zaraz wrócił do siebie.

Kto ci uwierzy? Straszy mnie. Wiesz co? Wynieś się od razu.

Masz trzy dni, Edku. Nie będzie miliona będzie awantura, Lidia zabrała rzeczy i wyniosła się do hostelu. Trochę grosza z bieżącego domowego zostawiła.

Czwartego dnia, nie doczekawszy się odpowiedzi, poszła pod mieszkanie. Szczęście była tam pani Tamila.

Po minie Edka widziała, iż nie zamierza jej nic płacić, więc natychmiast opowiedziała wszystko teściowej.

Opowiada banialuki, bredzi! Nie słuchaj jej! fuknął wdowiec.

Coś tam już słyszałam na pogrzebie, nie wierzyłam zmierzyła wzrokiem syna Teraz wszystko jasne. Tobie też powinno być. Nie zapomniałeś, iż mieszkanie jest na mnie?

Edek zesztywniał.

Więc żeby cię tu za tydzień nie było. Albo nie za trzy dni.

Pani Tamila już ruszyła do drzwi, ale jeszcze odwróciła się do Lidzi.

A ty, dziewojo, czego tu jeszcze stoisz? Nagrody czekasz? Wynocha!

Lidia wybiegła jak poparzona. Nic już nie dostanie. Trzeba wracać na targ tam zawsze znajdzie się jakieś zajęcieNa schodach Lidia zatrzymała się na moment, zaciskając kurczowo torbę z rzeczami. Poczuła się nagle lekka nie dlatego, iż nie miała już nic. Była wolna. Została wydana ze wszystkich swoich złudzeń, z marzeń o rychłym szczęściu u boku Edka, z naiwnych kalkulacji, kto będzie komu coś zawdzięczać.

Wyszła na dwór, a nad Poznaniem wisiało już wczesne letnie słońce. Powietrze pachniało świeżym chlebem z pobliskiej piekarni. Ludzie gdzieś się spieszyli, śmiali przy ogródkach kawiarnianych każdemu coś się udawało, komuś się rozpadało, ale świat szedł dalej.

Lidia szła powoli przed siebie, z każdym krokiem prostując ramiona i nabierając odwagi. W głowie pojawił się głos Danuty: Pakuj się szybciutko, wszystko się ułoży!. Zrozumiała nagle, iż to prawda ale nie tak, jak sobie kiedyś wyobrażała. Może nie z pieniędzmi, nie z Edkiem, ale z tą wolnością, która pierwszy raz od dawna rozlewała się w niej cicho i mocno.

Wzięła głęboki oddech i wyciągnęła telefon. Przewinęła książkę adresową. Po dłuższej chwili wybrała numer Danuty. Serca ścisnęło jej na krótkie Tak? przyjaciółki.

W odpowiedzi zaśmiała się sama do siebie.

Hej, Danka Może kawa? Ty stawiasz, ja opowiadam. Chyba wiem, od czego zacząć nowe życie.

Poczuła, iż tam, gdzie zamknęły się drzwi, gdzie szwankowały wielkie plany, tam właśnie czekało na nią coś nowego. Niekoniecznie większego ale jej własnego.

Tym razem postanowiła już nikomu nie podawać kluczy do swojego serca. choćby jeżeli czasem miała spać w hostelu zawsze mogła je zamknąć od środka.

Idź do oryginalnego materiału