Najfajniejsze w tym wszystkim było to, iż obok siebie pracowały całe pokolenia. Dzieciaki traktowały to trochę jak zabawę i poszukiwanie skarbów, choć te znaleziska do najcenniejszych zdecydowanie nie należały. Seniorzy z kolei z wielką cierpliwością zaglądali w każdą kępę trawy i pod każdy krzak. Co udało się znaleźć? Niestety, las był pełen plastiku. Butelki po napojach, stare buty a jednym z bardziej specyficznych trafień była stara, zardzewiała puszka po rybach, która w mchu przeleżała pewnie dobrych kilka lat. Nikt jednak nie marudził na ciężkie worki czy brudne ręce, bo cel był wspólny i dla wszystkich jasny.Kiedy największy bałagan zniknął, a las wreszcie zaczął wyglądać tak, jak natura go stworzyła, przyszedł czas na najbardziej wyczekiwaną część dnia. Osiedlowa rada przygotowała wspólne ognisko, żeby wszyscy ci, którzy przez kilka godzin dzielnie schylali się po każdą butelkę i papierosowy niedopałek, mogli w końcu usiąść i po prostu odetchnąć.