To malowniczo położne na wysokości ok. 2500m n.p.m. andyjskie miasto znajduje się około 110km na północ od centrum Quito. Miejscowa ludność – rdzenny lud Otavalo – słynie przede wszystkim z tradycji tkackich.
Aby zrobić zakupy na słynnym targu, pojechaliśmy tam ostatniego dnia naszej podróży po Ekwadorze i Galapagos, o których możecie przeczytać we wpisach: Galapagos – jedyne takie miejsce na Ziemi oraz Ekwador – na andyjskim szlaku.
(sierpień 2026)
Indianie Otavalo
Otavaleños (Kichwa Otavalo) to jedna z najbardziej rozpoznawalnych rdzennych społeczności Ekwadoru.
Ich przodkowie zamieszkiwali andyjskie doliny w północnym Ekwadorze jeszcze przed ekspansją Inków. Rozwijały się tu kultury Caranqui i Cayambi. Pod koniec XV wieku obszar ten podbili Inkowie, ale ich panowanie nie trwało długo, ponieważ już w 1534 roku na tereny te wkroczyli Hiszpanie.
Mieszkańcy doliny zajmowali się tkactwem jeszcze przed podbojem inkaskim, wykorzystując przede wszystkim bawełnę i używając manualnego wrzeciona oraz krosna przepaskowego. Choć skala była mała, to handel wytworzonymi tkaninami prowadzili wyspecjalizowani kupcy. W czasach Inków obok bawełny zaczęto stosować wełnę lam. Po przybyciu Hiszpanów nastąpiła zasadnicza zmiana charakteru produkcji. Konkwistadorzy zakładali tu obraje, czyli duże tkalnie, w których rdzenna ludność pracowała przymusowo. Produkowano w nich tkaniny na potrzeby kolonialnej gospodarki, zaczęto wykorzystywać wełnę owczą i nowe technologie, m.in. kołowrotki i krosna pedałowe. Warunki pracy były katastrofalne, ale umiejętności tkackie przekazywano z pokolenia na pokolenie. W XIX wieku obraje upadły a tkactwo zaczęło ponownie rozwijać się jako rzemiosło rodzinne. To właśnie tkactwo jest jednym z najważniejszych elementów lokalnej gospodarki i kultury.
Otavaleños mówią w kiczua, ekwadorskiej odmianie języka keczua i po hiszpańsku. Niestety przekaz języka kichua młodszym pokoleniom też słabnie i według danych z ostatnich lat jest on na liście języków zagrożonych.
Tradycyjne stroje Otavaleños są bardzo charakterystyczne. To istotny symbol tożsamości. Mężczyźni noszą białe spodnie i niebieskie poncza. Kobiety zakładają białe bluzki z kolorowymi haftami oraz ciemne, długie spódnice zwane anaco. Ramiona owijają szalem. Do tego złote naszyjniki i kolorowe bransoletki, a długie, ciemne włosy splatają w warkocz. Dziś oczywiście nie wszyscy członkowie społeczności ubierają się tradycyjnie. Niemniej jednak wielu mężczyzn przez cały czas nosi filcowy kapelusz i jeden warkocz z tyłu głowy, a kobiety chętnie zakładają na co dzień tradycyjne elementy stroju.
Targ na Plaza de los Ponchos
To jeden z największych targów wyrobów rzemieślniczych w Ameryce Południowej. Można tu znaleźć tradycyjne tekstylia, odzież, biżuterię, ceramikę i rękodzieło. Targ odbywa się w soboty (największy) i w środy (mniejszy). W pozostałe dni tygodnia również funkcjonuje ale w ograniczonym stopniu.
My trafiliśmy tam w środę i… wbrew temu jak straszyły nas Internety, iż jest to miejsce już zupełnie zrobione pod turystów, nie rozczarowaliśmy się.
Było niesamowicie kolorowo!
Owszem, były stragany z typowo pamiątkarskimi, tymi samymi produktami – torebeczkami, portfelikami, miseczkami sportowymi koszulkami i innymi pierdółkami. Ale były też fantastyczne obrusy, poncha, koce, szale… Oczywiście nie można się oszukiwać i trzeba być świadomym, iż pewnie mała część z nich powstaje już tradycyjnymi metodami, większość zaś przy wykorzystaniu nowoczesnych maszyn.
Była też biżuteria, a wśród niej najbardziej charakterystyczne dla Kichwa Otavalo wielorzędowe naszyjniki i bransoletki. Na pierwszy rzut oka mogą się wydawać tanią tandetą, kolorowymi koralikami kupowanymi dla małych dziewczynek na odpustach – ale takie są właśnie tradycyjne walkas oraz manillas wykonywane z drobnych koralików. Te pierwsze oryginalnie pokrywane były złotem i układano je w kilka lub kilkanaście rzędów ciasno oplatanych wokół szyi, te drugie zaś wytwarzano z korala i noszono po kilka rzędów na nadgarstkach.
Nie zabrakło też masek Aya Uma, czyli Głowy Ducha – nieodłącznego elementu obchodów Inti Raymi, Święta Słońca, przypadającego w okolicach letniego przesilenia (czerwiec). Tradycyjnie maska ta jest kolorowa i dwustronna. Te dwie twarze symbolizują andyjską koncepcję dualizmu: dzień i noc, Słońce i Księżyc, przeszłość i przyszłość, dobro i zło, świat ziemski i świat duchowy.
Na targu znajdziemy też swetry, bluzy, skarpety i czapki. prawdopodobnie niektóre są manualnie robione z wełny alpaki, ale inne to imitacje folkloru z domieszką wełny owczej czy syntetyków. Rozróżnić je trudno. Można próbować po cenie… np. za sweter z alpaki nie powinniśmy spodziewać się ceny niższej niż 100$.
Otavalo
Miasteczko położone jest w dolinie, otaczają je trzy wulkany: Cotacachi, Mojanda i Imbabura. O ile na samym Plaza de los Ponchos spotkaliśmy kilku turystów z zagranicy, to samo miasteczko – mega lokalne, mega naturalne. Pamiętajcie więc – jadąc do Otavalo nie wpadajcie tylko na targ i siup, z powrotem na dworzec. Przejdźcie się ulicami, dojdźcie do kościoła, zajrzyjcie do parku i zjedzcie coś dobrego w lokalnej knajpce. Warto!
Jak dojechać z Quito
Do Otavalo jeżdżą autobusy z dworca Carcelen (północny). Nasza podróż trwała ok. 2h, a za bilet zapłaciliśmy 3,9$/os.
Wszystkie wpisy o Ekwadorze znajdziecie tutaj: EKWADOR
Podobał Ci się wpis? Będzie mi bardzo miło, o ile podzielisz się nim ze znajomymi i zostaniesz moim stałym czytelnikiem na blogu, Facebooku i


