Miałam siedemdziesiąt osiem lat, kiedy uwierzyłam, iż wreszcie spotkałam mężczyznę, któremu nie przeszkadza mój wąsik. A potem jego gospodyni na mój widok upuściła dwa kieliszki. Kilka minut później ścisnęła mnie za rękę i wyszeptała: „Pani Heleno, proszę stąd wyjść. Zanim on wróci”.
Pierwsza prośba Antoniego o zdjęcie bez makijażu sprawiła mi przyjemność. Czwarta wzbudziła niepokój.
— Znowu zdjęcie? Antku, niedługo urządzisz wystawę moich portretów!
— Lubię patrzeć na twoją twarz, Heleno. Taką, jaka jest.
Bardzo chciałam mu wierzyć.
Ciemne włoski nad górną wargą towarzyszyły mi od młodości. Przez ponad pół wieku goliłam je, zakrywałam i sprawdzałam w lustrze. Zawsze dostrzegałam tę krótką chwilę, gdy czyjś wzrok przesuwał się z moich oczu na usta.
Mój mąż, Władysław, nigdy tak na mnie nie patrzył.
Kiedyś przed weselem rozpłakałam się i powiedziałam, iż nie wychodzę.
— Przecież to okropnie widać!
Podał mi płaszcz.
— Helenko, zaprosili cię, bo cię kochają. Nie szukają modelki do reklamy szminki.
Poszłam. Mimo to sześć razy zaglądałam tego wieczoru do lustra.
Władysław zmarł dziewięć lat wcześniej. Nauczyłam się gotować dla jednej osoby i zasypiać po swojej stronie pustego łóżka. Nie umiałam jednak przestać tęsknić za kimś, przy kim nie musiałam się pilnować.
Wnuczka Zosia założyła mi profil na portalu randkowym.
— Babciu, masz prawo jeszcze kogoś poznać.
Po trzech dniach odezwał się Antoni, osiemdziesięcioletni wdowiec.
„Rozwiązuje pani krzyżówki ołówkiem czy długopisem?”
„Długopisem. W moim wieku można już żyć niebezpiecznie”.
Wkrótce rozmawialiśmy każdego wieczoru.
Pamiętał o moich różach. Pytał o nową pracę Zosi. Gdy wreszcie zdobyłam się na odwagę i wspomniałam o wąsiku, zacisnęłam palce na telefonie.
Odpisał:
„Proszę, nie usuwaj go dla mnie. Jesteś piękna taka, jaka jesteś”.
Przeczytałam to trzy razy. Potem płakałam.
Na pierwsze spotkanie przyniósł cytrynowe ciasteczka. Na drugim sfotografował mnie przy krzewie róż. Na trzecim wypytywał, gdzie mieszkałam jako dziecko.
— W różnych miejscach. Często się przeprowadzaliśmy.
Przyjął tę odpowiedź z zaskakującym skupieniem.
Kilka dni później zaprosił mnie na kolację. Zanim skończyliśmy rozmowę, poprosił o kolejne zdjęcie.
— Sama twarz, kochanie. Bez makijażu.
— Dlaczego tak ci na tym zależy?
— Bo lubię twoje naturalne piękno.
Wysłałam fotografię. Ale wieczorem uświadomiłam sobie, iż nigdy nie prosił o zdjęcia domu ani ogrodu. Interesowała go wyłącznie moja twarz.
Przywitał mnie różowymi różami.
Za nim pojawiła się gospodyni, Maria, niosąc dwa kryształowe kieliszki.
Spojrzała na mnie. Szkło roztrzaskało się na podłodze.
— Helena…?
— Tak. Czy my się znamy?
Antoni natychmiast stanął między nami.
— Mario, posprzątaj, proszę.
Jego chłodny ton odebrał mi ochotę na dalsze pytania.
Przy kolacji rozmawiał o moich rodzicach i dzieciństwie. Zapytał, czy miałam siostrę. A potem nagle:
— Czy twoja mama mieszkała w Łodzi w 1965 roku?
Odłożyłam widelec.
— Skąd o tym wiesz?
— Zgadłem.
— Nigdy nie wspominałam o Łodzi.
Zadzwonił telefon. Antoni przeprosił i wyszedł na korytarz.
Maria zjawiła się natychmiast.
— Musi pani wyjść.
— Co się dzieje?
Chwyciła moją dłoń.
— On szuka pani od lat.
— Mario!
Antoni stał w drzwiach.
— Powiem jej — oznajmiła.
— Nie w ten sposób!
— A w jaki? Miałeś już trzy spotkania!
Wstałam.
— Dosyć. Ktoś mi teraz wyjaśni, po co tu przyszłam.
W gabinecie na biurku stało kartonowe pudło. Maria wyjęła z niego starą fotografię.
Byłam na niej ja.
Siedemnastoletnia.
Włosy upięte, dłonie splecione na kolanach, twarz oświetlona ostrą lampą.
Łódź. Porady kosmetyczne w domu towarowym.
Mama zabrała mnie tam, żeby zrobiono ze mnie „bardziej kobiecą dziewczynę”.
„Takie owłosienie trudno będzie ukryć”.
„Potrzebne będą regularne zabiegi”.
Rozmawiali o mnie, jakbym nie rozumiała ani jednego słowa.
— Skąd to masz? — zapytałam.
Antoni usiadł.
— Pracowałem dla firmy, która robiła te fotografie. Miałem dziewiętnaście lat.
Nagle go sobie przypomniałam.
Młody pomocnik przy aparacie.
— Zapytałam cię wtedy, czy naprawdę wyglądam tak strasznie.
Przymknął oczy.
— A ja nic nie odpowiedziałem.
— Właśnie.
Tamto milczenie pamiętałam lepiej niż twarze pozostałych osób.
Wyjaśnił, iż wiele lat później dawny kolega znalazł w magazynie stare zdjęcia i karty konsultacyjne. Na odwrocie fotografii było moje nazwisko. Na karcie dane mamy i nasz adres.
— Poprosiłem, żeby mi ją zostawił. Pamiętałem tamten dzień. I to, iż powinienem był się odezwać.
Od czasu do czasu próbował mnie odnaleźć. Po śmierci żony trafił na moje nazwisko w lokalnym biuletynie. Wspomniano tam Zosię i mój ogród. Kilka miesięcy później zobaczył profil randkowy.
— Czyli nie napisałeś do mnie przypadkiem.
— Nie. Chciałem przeprosić. Ale potem tak dobrze nam się rozmawiało… Bałem się, iż już nigdy nie zechcesz mnie widzieć.
— Więc zacząłeś się ze mną spotykać, ukrywając prawdę?
— Nie chciałem cię skrzywdzić!
— A zdjęcia? Po co ciągle o nie prosiłeś?
Spuścił głowę.
— Najpierw chciałem się upewnić, iż to ty. Później myślałem, iż pomogę ci odzyskać pewność siebie.
— A zapytałeś, czy chcę takiej pomocy?
Nie odpowiedział.
Maria odezwała się cicho:
— Widziałam dziś, jak szykował to pudło. Mówiłam mu, iż nie może pani nagle postawić przed oczami takich wspomnień.
Antoni podniósł się.
— Heleno, proszę. Daj mi szansę to naprawić.
— Miałeś szansę. Mogłeś powiedzieć prawdę, zanim ci zaufałam.
Poprosiłam Marię, żeby zamówiła samochód.
Cztery dni później dostałam list. Antoni przepraszał za dawne milczenie, prośby o fotografie i obecną tajemnicę. Nie żądał przebaczenia. Dołączył zdjęcie oraz kartę konsultacyjną.
Długo patrzyłam na dziewczynę pod lampą.
Nie była brzydka.
Była przerażona. A żaden dorosły nie spróbował jej pocieszyć.
Zosia zastała mnie ze łzami na policzkach.
— To ty, babciu?
Przytaknęłam.
— Miałaś takie piękne oczy.
— Dziadek zawsze tak mówił.
Tydzień później zadzwoniłam do Antoniego.
— Wierzę, iż żałujesz. Ale nie wiem, czy potrafię ci znowu zaufać.
— Rozumiem.
Ustaliliśmy, iż nie będziemy na razie kontynuować znajomości.
Wieczorem postawiłam stare zdjęcie obok nowego, zrobionego przez Zosię. Na tym drugim śmiałam się szeroko. Wąsik był doskonale widoczny.
Poprawiłam obie ramki i poszłam zaparzyć herbatę.
Po raz pierwszy nie przyszło mi do głowy, żeby którąś schować.









