Jest też najstarszą, posiada najbardziej płaski dach, a jej historia pachnie najsmaczniejszymi wyrobami masarskimi, produkowanymi w Kaliszu w XX wieku.
Dobra kicha – u Herbicha!
Tak było.
Z archiwum akt dawniejszych

Stanislaw Herbich, fot. zbiory Macieja Blachowicza
„W młodości myślałem, kim by tu zostać, gdzie by tu iść. Mój ojciec był stolarzem. Stale narzekał, iż stolarstwo to ciężka robota, kurz, to, tamto. Przyjechał raz do niego kolega rzeźnik i mówi, iż u nich w sklepie potrzebują chłopaka. „Ano mam tutaj takiego” – powiedział ojciec. „To przychodź pan z nim!”. Rano poszliśmy do sklepu mięsnego pana Herbicha na rogu ul. św. Stanisława i Głównego Rynku. Ojciec zapłacił 500 zł, przyjęli mnie na praktykę i tak się zaczęło. To był 2 października 1932 r. Miałem wtedy 16 lat.” – zaczyna swą opowieść.
Dostać się na praktykę do dobrego rzeźnika było przed wojną bardzo trudno. Pan Aleksander miał to szczęście. Zawodu uczył się w sklepie uznanym za wzorcowy: ulokowanym w centrum, elegancko wystrojonym, jasnym, przestronnym, czyściutkim, a co najważniejsze – świetnie zaopatrzonym.
„Herbich to był bogaty rzeźnik. Posiadał wielki majątek w Murowańcu: stawy rybne i duży warsztat około 5-6 czeladzi, podczas gdy inne zakłady zatrudniały po dwóch, trzech albo po jednym czeladniku. Klientelę to miał od elity po zwykłego robotnika. Wszyscy u niego kupowali. Co się dziwić. Codziennie już o g. 8 rano na sklep szły świeżutkie wędlinki. O g. 5 wstawaliśmy, żeby wszystko przygotować. Najszybciej schodziły paróweczki i serdelki, a kaszaneczka była takim przysmakiem, iż cały Kalisz trąbił: „U Herbicha dobra kicha!”” – puentuje wypowiedź Pan Aleksander Górski.
O legendzie leżącej blisko mitu wyrobów wędliniarskich rodziny Herbich, wspomina również Pani Genowefa Górczyńska:

Dom Herbichów w XIX wieku, fot. Muzea Wielkopolski
„Wśród wyróżniających się swoimi wyrobami mięsnymi, poczesne miejsce zajmował Pan Herbich z kaszanką (…) Dlaczego u Herbicha była najlepsza kaszanka? Nie sprzedawał on a przynajmniej bardzo rzadko pośrednich podrobów jak płucka, czy śledziony oraz skrawki po wytopieniu tłuszczu, a zużywał je właśnie do wyrobu kaszanek. W latach 30. angielska firma dozorowała u niego przy wyrobie szynek w puszkach które wysyłano do Anglii. Wysyłano z Kalisza również wędzone bekony, a nadmierny tłuszcz z szynek był odkrawany i sprzedawany klientom na zapleczu. (…) Gdy mama kupowała trzy kilogramy takiego odkrojonego tłuszczu, wykrawała z niego resztki znajdującego się mięsa i robiła kotlety a resztę topiła albo oczyszczony i posypany papryką trzymała obsuszony do chleba. U rzeźników można było prócz tego kupić po ugotowaniu wyrobów wodę zwaną kiszczanką. Na niej gotowano przeważnie żur (…)” pisownia oryginalna – przyp. red. według notatki z 1984 roku.
Wszystko na parterze i w podwórzu kamienicy, która swojej masarskiej tożsamości nie wyzbyła się do dziś, mimo upływu kilku dekad od sprzedaży w tym miejscu wyszynku.
Dom Pachałów
Mury opisywanej kamienicy są jednak znacznie starsze niż wskazuje jej masarska metryka. Jak podaje Maciej Błachowicz:
„W czasach pruskich właścicielem tej kamienicy był piekarz Christian Pachaly (ewangelik). Po jego śmierci budynek odziedziczyła wdowa.”

Dom Pachałów w XVIII wieku – dzisiejsza kamienica Herbichów, fot. Grecy w Kaliszu. Marcin Mikołajczyk
Na rycinie z lat 30 XIX wieku, kamienica Pachałów, która w XX wieku stanie się kamienicą Herbichów, stylistycznie odpowiada barkowej i rokokowej proweniencji. Jest więc prawdopodobne, iż jej mury wzniesiono w trzeciej lub czwartej ćwierci XVIII stulecia, jeszcze za czasów I Rzeczypospolitej. Dla kogo, to na razie pozostaje nieustalone.
Dom Pachałów o łamanym „polskim” dachu barokowym, tak jak dzisiaj, posiadał wejście do usługowego parteru na narożniku Rynku Głównego z ulicą Św. Stanisława. Barokową proweniencję budynku zdradzają również kształt okien, z odcinkowo – łukowatym zamknięciem i o takim kształcie opaskach wokół. Nie znany jest wizerunek kamienicy z tamtego okresu od strony ulicy Św. Stanisława. Jak dodaje Maciej Błachowicz:
„W 1850 roku budowniczy powiatu kaliskiego, Jakub Jasieński (1799–1861), opracował projekt przebudowy lub budowy kamienicy dla kupca, również ewangelika, Roberta Wernera (1818–1863). Pewne poprawki do projektu wprowadził znany warszawski architekt Henryk Marconi (1792–1863).”
Projekt Jasieńskiego, doczekał się realizacji, co czytelnie demonstruje serwis fotograficzny obrębu Rynku Głównego powstały w drugiej połowie XIX i na początkach XX wieku. Nie zmieniając ogólnej bryły budynku, nadano mu kostium neoklasycystyczny, co mogło być podyktowane orientacją architektoniczną ówczesnych władz okręgu kaliskiego.
Przyczynek do opracowania i realizacji takiego detalu mógł być również bardziej prozaiczny i wynikał po prostu z mody na neoklasycyzm, który w tym przypadku podkreślało rozbudowane belkowanie z konsolami oraz proste opaski okienne, a w kondygnacji piano nobile – zaakcentowane przez naczółki. W środkowej osi elewacji rynkowej, w przestrzeni trójkątnego szczytu, wykonano otwór okienny o świetle wolego oka, powtórzony zresztą w drugiej elewacji od strony kościoła franciszkańskiego.
W 1863 roku, Werner zmarł, pozostawiając wdowę (Emilię z Breitów) z siedmiorgiem dzieci. W następstwie tych wydarzeń kamienica przeszła na własność Józefa Wilkanowicza, który od 1862 roku prowadził w niej sklep kolonialny. Na krótko przed wybuchem I wojny światowej kamienica stała się własnością Stanisława Herbicha.
Charyzmatyczny Stanisław
Hekatomba pierwszej wojny światowej nie ominęła domu Herbichów. Zabudowa Rynku Głównego została zniszczona w 100 procentach, to jest została wypalona i częściowo obrócona w gruz. W dwa lata przedsiębiorczy Stanisław, podniósł z ruin swój dom – jako jeden z pierwszych w całym Kaliszu.

Witryna sklepu Herbicha, fot. Domena Publiczna
Kamienicę odbudowano, wykorzystując wypalone mury, jednak jej nowa szata architektoniczna była zupełnie nowa. Zachowano też przed pierwszowojenną wysokość budynku, to jest trzy kondygnacje.
Dziś jest to ewenement w pierzejach rynkowych, a to przez fakt, iż niemiecka ustawa budowlana regulująca wysokości, kształty dachów oraz rodzaj materiału oczekiwanego do ich nakrycia weszła w życie rok po odbudowie domu Herbicha. Samowolka budowlana Stanisława, została uszanowana i była przez kolejne lata symbolem uporu, determinacji i charyzmy budowniczych nowego Kalisza.
110. urodziny
Dziś, w odcieniu dojrzałego groszku, kamienica obchodzi swoje 110 urodziny w tym samym kształcie architektonicznym. Posiada najstarsze mury ze wszystkich obiektów przy placu ratuszowym, a swoją obecną stylistykę, odwołującą się do architektury renesansowej, otrzymała być może na fali sławy złotego wieku RZ-Plitej epoki odrodzenia.
Ten tor myślenia, by budować nowe obiekty w stylach neorenesanowym i neobarokowym – odwołującym się do historycznej architektury Polski doby Liberum Veto, towarzyszył odbudowie Kalisza aż do lat 30 XX wieku, gdy ustąpił pierwszeństwa modernizmowi.
Najbardziej charakterystycznym elementem dzisiejszego wystroju kamienicy jest neorenesansowa attyka z wolutowymi spływami o okulusem w miejscu dawnego wolego oka doświetlającego strych.
Tutaj mówią wieki.












![12-letnia Nela nie miała objawów. Badania wykryły cukrzycę typu 1 [Zdjęcia]](https://www.wkatowicach.eu/assets/pics/aktualnosci/2026-05/DSC_4294.jpg)