Po czterech miesiącach wymiany wiadomości zgodziła się na spotkanie z 52-letnim adoratorem rozmowę zaczął od pięciu zarzutów
Mówi się, iż oczekiwanie na święto bywa słodsze niż samo święto. W historii Krystyny oczekiwanie przedłużyło się niemal do czterech miesięcy, zamieniając się w swego rodzaju internetowy serial z codziennymi odcinkami.
W tym czasie poznała Gustawa niemal na wylot, zapamiętała imiona jego szkolnych przyjaciół i choćby przestała się dziwić jego zwyczajowi stawiania trzech kropek po każdym dzień dobry.
Krystyna ma czterdzieści pięć lat w takim wieku na randkę idzie się już nie z drżącymi kolanami, a z ironicznym zaciekawieniem badaczki. Zobaczymy, jaki okaz tym razem trafi się na żywo, myślała, szykując się do wyjścia.
Należy do tych kobiet, które najzwyklejszy kaszmirowy sweter potrafią nosić z taką gracją, jakby to była ceremonialna peleryna, a autoironia pozwala jej rozbroić niemal każdą niezręczną sytuację.
Gustaw, który niedawno świętował pięćdziesiąte drugie urodziny, w wiadomościach był poważny, rozsądny, lekko ironiczny i co szczególnie ją urzekało sprawiał wrażenie godnego zaufania.
W naszym wieku, Krystyno pisał do niej późnymi wieczorami człowiek szuka już nie fajerwerków, ale ciepła. Chciałbym być z kobietą, która rozumie bez słów.
Bez słów to bez słów, uśmiechała się pod nosem Krystyna, tuszując rzęsy. Najważniejsze, by te słowa, które jednak padną, nie sprawiły, iż od razu będzie chciała wyjść.
Spotkanie umówili w niewielkiej, przytulnej kawiarni pachnącej cynamonem, z miękkim światłem. Krystyna przyszła punktualnie pewna siebie, gotowa na miły wieczór. Wyglądała perfekcyjnie.
Gustaw pojawił się pięć minut później. Na żywo był trochę niższy niż na zdjęciach, a spojrzenie miał takie, jakby przed chwilą odkrył poważny błąd w raportach finansowych.
Usiadł naprzeciwko, krótko się uśmiechnął i przywitał.
Ani komplementu, ani serdecznego miło cię widzieć.
Bacznie przyjrzał się Krystynie, jakby przeprowadzał inspekcję. Potem zaproponował zamówienie kawy i deseru na tym stanęło.
Krystyno, zaczął tonem nauczyciela tuż przed radą pedagogiczną długo analizowałem nasze rozmowy. Niemal cztery miesiące. Teraz, widząc cię na żywo, muszę od razu powiedzieć o ważnych kwestiach. Mam wobec ciebie pięć zarzutów.
Coś w niej cicho zadźwięczało tak zwykle pęka nastrój. Krystyna oparła brodę na dłoni i skinęła głową.
Pięć zarzutów? Zabrzmiało ciekawie. Słucham cię uważnie.
Gustaw nie wyczuł ironii i zaczął odliczać na palcach.
Zarzut pierwszy: zdjęcia
Na jednym ze zdjęć, gdzie masz niebieską sukienkę, sylwetka wygląda inaczej. Teraz widzę, iż jesteś bardziej zaokrąglona. To może wprowadzać mężczyzn w błąd. W naszym wieku kobieta powinna być uczciwsza.
Krystyna w myślach parsknęła. Zaokrąglona przynajmniej nie monumentalna, zawsze coś.
Zarzut drugi: szybkość odpowiedzi
Czasami odpisujesz zbyt długo. Na przykład trzy tygodnie temu napisałem do ciebie o 14:15, odpowiedziałaś dopiero o 16:40. Mężczyźni nie lubią czekać. To brak szacunku.
Wtedy chyba byłam na zebraniu zaczęła spokojnie, ale Gustaw już liczył dalej.
Zarzut trzeci: miejsce spotkania
Czemu jesteśmy tu? Ta kawiarnia jest za bardzo na pokaz. Proponowałem prostsze miejsce. Twój wybór wskazuje na skłonność do demonstracyjnej konsumpcji.
Krystyna zerknęła na latte i przez chwilę miała ochotę wylać je Gustawowi na głowę. Jednak ciekawość wygrała.
Zarzut czwarty: wygląd
Dlaczego ta sukienka? Przecież to tylko spotkanie na kawę. Jest zbyt wyzywająca na dzień. Biżuteria również zbędna. Kobieta powinna przyciągać wnętrzem, a nie blaskiem. W tym wieku szukam treści, a nie wystawy.
Zarzut piąty: samodzielność
Sama wybrałaś lokal, często mówisz o swojej niezależności. Nie pozwalasz mężczyźnie poczuć się jak mężczyzna. Potrzebuję kobiety, która pyta o radę, a nie manifestuje samodzielność. jeżeli będziemy razem, musisz zweryfikować swoje zachowanie.
Skończył i skrzyżował ręce na piersi wyraźnie czekał na przeprosiny albo wdzięczność za szczerość.
Krystyna patrzy na niego i nagle widzi jasno: cztery miesiące rozmów były tylko wygodną fasadą dla pedantycznego manipulatora. On nie szukał ciepła. Szukał wygodnego obiektu do napompowania własnego ego.
Wiesz, Gustawie, powiedziała cicho, niemal łagodnie ja też trochę analizowałam. I zajęło mi to pięć minut, by wyciągnąć wniosek.
Jaki? zmrużył oczy.
Jesteś wyjątkowy. Przejechałeś przez całe miasto, żeby wystawić rachunek kobiecie, którą widzisz po raz pierwszy, za gust, wygląd i prawo do bycia sobą. To doprawdy rzadki poziom pewności siebie.
Gustaw spochmurniał:
Po prostu mówię szczerze.
Nie pokręciła głową Krystyna. To nie szczerość. Po prostu jesteś nieszczęśliwy i mierzysz świat krzywą miarką. Zdjęcia ci się nie podobają? Idź do muzeum tam eksponaty się nie zmieniają. Odpisuję za wolno? Kup sobie tamagotchi. Sukienka nie pasuje? Ubrałam ją dla siebie, nie dla ciebie.
Wstała, poprawiła torebkę i spojrzała na niego spokojnie.
Na koniec jeżeli twoje ego rozpada się od słowa sama, potrzebujesz nie romansu, a rehabilitacji. W wieku czterdziestu pięciu lat zbyt cenię swój czas, by tracić go na kogoś, kto zaczyna znajomość od rewizji moich braków.
Dokąd idziesz? A kawa? bąknął Gustaw.
Kawę dopij sam. To pozwoli ci zaoszczędzić środki. I rada na koniec: jeżeli chcesz, by ktoś patrzył ci w usta zapisz się do dentysty.
W domu Krystyna najpierw zablokowała Gustawa we wszystkich komunikatorach. W jej wieku poczucie komfortu to nie tylko koc i cisza, ale i telefon wolny od ludzi, którzy próbują przykroić cię do własnych ciemnych wyobrażeń.
A wy jak myślicie: nieudany flirt czy starannie wyreżyserowany spektakl? I czy warto kontynuować znajomość, jeżeli od pierwszej minuty wystawiają wam rachunek za to, kim jesteście?








