Rozdział 20
Kiedy wchodzimy do domu, czeka już na nas obiadokolacja: młode ziemniaki z koperkiem, gotowany kalafior z bułką tartą i pieczony kurczak. Do tego kompot z rabarbaru. Pałaszujemy, jakbyśmy od rana nic nie jedli i w pewnym momencie zdaję sobie sprawę z tego, iż całe policzki mam umazane tłuszczem i pewne wyglądam jak chomik. Na szczęście nie ja jedna. Po obiedzie Kuba wzdycha.
- Jestem w ciąży spożywczej - oznajmia Kuba i kładzie rękę na pękatym brzuchu.
- Na szczęście z prawego łoża - komentuje Aśka i chichoczemy cicho. - Teraz siesta, a wieczorem... się zobaczy - dodaje.
Jak na komendę wszyscy zaczynają zbierać ze stołu, po czym człapią po schodach na górę, każde do swojego łóżka. Zasypiam, gdy tylko kładę głowę na poduszce. Budzę się po niespełna pół godziny. Ta krótka drzemka znacznie mnie zregenerowała. Wychodzę na korytarz i zaglądam do Aśki i chłopaków. Wszyscy jeszcze drzemią. Mateusz wygląda jak uśpiony anioł, z jasnym lokiem opadającym mu na czoło. Cichutko wracam do swojego pokoju, biorę koc i książkę i wychodzę do ogrodu. Po drodze zabieram ze sobą szklankę kompotu. Rozkładam koc na trawniku - połowa koca jest na słońcu (tam będą moje nogi), a połowa w cieniu. Widzę w oddali babcię Helę. Drzemie w hamaku. Uśmiecham się i odczuwam przypływ czułości, gdy na nią patrzę. Traktuje nas wszystkich jak własne wnuki. Kładę się na brzuchu i otwieram książkę w zaznaczonym miejscu. Mija kilkanaście minut i od strony domu dobiegają mnie znajome głosy. Towarzystwo się obudziło. Skaczę na równe nogi i biegnę w ich stronę. Wyciągają zakupy z samochodu i wyprowadzają rowery ze stodoły.
- Zastanawialiśmy się, czy nie przejechać się nad jezioro samochodem, ale uznaliśmy, iż najpierw zrobimy serwis rowerów, a nad jezioro zaczniemy jeździć jutro rowerami. Takie kardio dobrze nam wszystkim zrobi - mówi Aśka.
Szybko okazuje się, iż z naszą znajomością mechanizmów rowerowych na kilka się przydamy, więc Kuba i Mati zabierają wszystko do ogrodu, tam, gdzie leży mój koc, Aśka przynosi książkę i ogromny dzbanek kompotu oraz talerz z kawałkami placka i obie rozkładamy się na kocu, a chłopacy rozkładają rowery i resztę sprzętu na trawie. Mati przyciąga wąż ogrodowy, który będzie potrzebny, żeby umyć zakurzone elementy. Razem z Kubą rozkładają rowery na części i sprawdzają w telefonach, co i jak powinni zrobić. Chcą wykonać dobrą robotę, żebyśmy mieli sprawne rowery przez resztę wakacji. Aśką zerka na mnie, jakby próbowała mnie przyłapać na wgapianiu się w Matiego, ale przejrzałam jej zamiary i wytykam język w jej stronę. Śmiejemy się i częściowo czytamy, częściowo żartujemy z chłopakami, którzy naprawiają rowery. Myją, suszą, smarują, spryskują specjalnymi płynami.
- To będzie robota na więcej niż jeden wieczór. Pewnie skończymy jutro rano - stwierdza Kuba.
Po około godzinie myją dokładnie ręce i siadają obok nas na kocu. Jemy placek i pijemy kompot. Siedzimy po turecku. Kolano Mateusza dotyka mojego. Czuję, iż przenika mnie dreszcz, ale nie pozwalam sobie po raz kolejny na wycieczki w mojej wyobraźni. Na to przyjdzie czas za zamkniętymi drzwiami, gdy pójdziemy spać. Siedzimy i żartujemy, a wokół nas powoli zapada wieczór.
- Kurde, komary mnie gryzą - żali się Aśka. - Następnym razem trzeba zabrać jakiś sprej.
- Dobra, zbieramy się w takim razie - mówię i podnosimy się.
Bierzemy dzbanek, szklanki i talerz, ja zwijam koc i wleczemy się do domu. Jeszcze szklanka herbaty z babcią Helą w kuchni i po chwili czas się rozejść do swoich sypialni. Wszyscy chcą się wykąpać po długim dniu, więc ustalamy kolejkę i każdy, kto skończy, puka do drzwi osoby, która jest następna w kolejce. Całkiem dobry system. Czuję się zmęczona, ale wiem, iż chcę jeszcze zrobić sobie dobrze, gdy będę już wykąpana i pachnąca, a moja cipka będzie kusząco śliska, ciepła, miękka i głodna kutasa Matiego. Tylko zamiast kutasa będę mieć jakiś silikon. Wolałabym ślizgać się moją mokrą cipką po jego twardym członku i żołędziu z kropelkami preejakulatu. Nie chcę myślę o tym, iż gdyby do czegoś doszło, potrzebowalibyśmy prezerwatywy. To zabija mój kobiecy wzwód. Póki co siedzę na łóżku i czekam na sygnał, iż łazienka jest do mojej dyspozycji.
Po kąpieli, która zmyła ze mnie brud i pot całego dnia czuję się rozluźniona i lekka. Nacieram się balsamem, stosuję wszystkie zabiegi na twarz i włosy, a potem zamykam drzwi sypialni na klucz od wewnątrz i zapalam świeczki, włączam muzykę, ściągam ręcznik i staję nago przed lustrem, które jest przyklejone do środkowych drzwi dużej szafy garderobianej. Przyglądam się swojemu ciału. Wzrost: średni. Budowa: przeciętna. Ładnie zarysowane biodra i niemal idealnie płaski brzuch (niemal, drugi dzień u babci Heli i już mam malutki brzuszek, ale nie jest to nic, z czym sobie nie poradzę po powrocie do domu. Obracam się lekko i patrzę przez ramię na moje pośladki.
- No dobra, dupa nie jest zła - mruczę do siebie i klepię się po jędrnym, krągłym tyłku.
Piersi są pełne, ale ani za duże, ani za małe. Kiedyś usłyszałam od jednego chłopaka, z którym spałam na studiach, iż `pierś pięknej kobiety powinna mieścić się w dłoni uczciwego mężczyzny`. Lubię to powiedzenie. I moje sterczące sutki. Włosy: kolor `polski mysi blond polny` sięgające za łopatki. Usta trochę wąskie, ale pełne, jak u lalki. Oczy koloru wody morskiej w pochmurny dzień. Szare. Czasem zielonkawe. Czasem przysięgłabym, iż są błękitne niczym niebo. Proste brwi. I trochę piegów, które zdążyły już się pojawić na moim prostym, niczym nie wyróżniającym się nosie pomimo stosowania filtrów przeciwsłonecznych.
- Nie jest źle, Baśka - mówię do siebie, po czym wskakuję na łóżko.
Rozkładam nogi, biorę na palce parę kropli oleju rycynowego (jest trochę gęsty, ale zdrowy i ma nieskończoną ilość zastosowań) i zaczynam masować swoją łechtaczkę, żeby ją rozgrzać przed głównym punktem wieczoru, jakim będzie użycie zabawek. Muzyka z purpurowo-fioletowego głośnika podłączanego na Bluetooth zagłusza moje cichutkie jęki. Zajmuję się swoją łechtaczką i wargami sromowymi delikatnie, pieszczotliwie, z pełnym oddaniem. Powoli zaczynam czuć, iż moja cipka robi się coraz bardziej wilgotna i zaczynam przywoływać wizje Mateusza. Pozwalam mojej wyobraźni ponieść się tam, dokąd akurat chce pójść. Sięgam po moje zabawki.
*
Podarowałam sobie dwa orgazmy, gwałtownie się jeszcze umyłam w łazience i zasnęłam jak suseł. Budzę się w nocy i chce mi się pić. Powinnam była o tym pomyśleć, zanim położyłam się spać. Noce zaczynają być gorące. Ponieważ śpię w podkoszulku i krótkich sportowych spodenkach, wystarczy, iż wsunę na stopy japonki i mogę wyjść na korytarz i zejść na dół, gdzie jest garnek z kompotem. Wymykam się z sypialni i schodzę po schodach, starając się pamiętać, aby nie nadepnąć na skrzypiący stopień. Docieram do sieni i biorę jedną ze szklanek, po czym pochylam się nad garnkiem z kompotem i nalewam sobie pełną szklankę. Nagle słyszę, iż ktoś najwyraźniej wpadł na ten sam pomysł, bo dociera do mnie odgłos stóp na schodach. `Oby to był Mati` - myśli mój zakochany mózg. Ale to nie Mati, to Kuba.
- No hej - mówi nieco zaspanym głosem. - Tobie też zachciało się pić?
- Yhym - odpowiadam, - po czym odwracam się znowu w stronę garnka, żeby nalać sobie kolejną szklankę, którą zabiorę do sypialni.
Czuję, iż Kuba, który stoi tuż za mną, pochyla się, żeby sięgnąć po szklankę, i wyraźnie czuję, jak jego twardy jak skała penis napiera na mój pośladek. Nieruchomieję na chwilę, ale staram się nie dać nic po sobie poznać. `Kuba?!` - czuję, iż kręci mi się w głowie. Kuba odsuwa się, więc gwałtownie przemykam obok niego i kieruję się w stronę schodów.
- Do jutra, dobranoc - mówię cicho i najszybciej, jak mogę, pomykam na górę.
Gdy jestem w sypialni oddycham głęboko i strząsam z siebie dziwne uczucie, które mną zawładnęło, gdy nabrzmiały członek Kuby wciskał się w mój pośladek.
- Brrrrr - mówię, po czym kładę się z powrotem do łóżka.
Kuba jest jak brat! Muszę wymazać to wspomnienie z pamięci. Im szybciej, tym lepiej.
Rozdział 21
Budzę się i spoglądam na telefon. Spałam nieco dłużej, niż planowałam, ale od tego są wakacje. Mufki nie ma w pokoju. prawdopodobnie goni motyle albo bawi się z Mateuszem w ogrodzie. Uśmiecham się na samą myśl. Przez ułamek sekundy wracają do mnie wspomnienia nocnego spotkania z Kubą, ale gwałtownie o tym zapominam i biegnę do łazienki, żeby przygotować się na nadchodzący dzień. Chłopcy powinni skończyć serwisowanie rowerów, więc muszę się ubrać tak, żebym wieczorem nie miała odciśnietego siodełka między nogami. Ubieram szorty khaki i czarny podkoszulek na ramiączkach, a do tego trampki. Zbiegam na dół. W kuchni jest tylko Aśka, która dopija herbatę. Babcia Hela myje i obiera truskawki.
- Dzień dobry - mówię i siadam do stołu.
- Czekają cię dzisiaj głodowe igrzyska, bo Kuba i Mati zjedli prawie wszystko, co było przygotowane na śniadanie - informuje mnie Aśka.
Babcia Hela śmieje się.
- W moim domu nikt nie chodzi głodny - zapewnia i przynosi talerz z pomidorami ze szczypiorkiem i plastrami żółtego sera. Na stole są świeże bułki, masło i dżem.
- Dziękuję, babciu - mówię patrząc jej w oczy i ściskam ją za rękę.
Babcia macha dłonią i przynosi mi kubek z herbatą.
- A gdzie są Kuba i Mati? - pytam, chociaż adekwatnie znam już odpowiedź.
- Rowery - mówi Aśka i poprawia opadające ramiączko kostiumu kąpielowego.
Jemy śniadanie i plotkujemy. Aśka przegląda swoje media społecznościowe, chociaż babcia Hela patrzy na to nieco nieprzychylnie.
- Nie po to przyjechali, żeby siedzieć w telefonach - mówi.
- To sprawy służbowe - ściemnia Aśka i patrzy na mnie porozumiewawczo, po czym zaczyna mi relacjonować, czego się dowiedziała z Instagrama, TikToka i Facebooka o tym, co się aktualnie dzieje u naszych wspólnych znajomych.
- Marcela znalazła sobie jakiegoś nadzianego gościa na Tinderze - opowiada. - Właśnie wrzuciła na Instagram zdjęcia z wakacji na Bali.
- Marcela ma dobrze ustawionych starych, nie? - pytam. - Zawsze miała więcej kasy, niż była w stanie wydać, więc to dla niej niewielka odmiana. Pasują do siebie.
- No w sumie... - Aśka wydyma usta i znudzona przegląda dalej. - Nuuuuuudy - stwiedza po chwili i odkłada telefon.
Ja w miedzyczasie skończyłam śniadanie i piję herbatę, a do kuchni wbiega mokra Mufka i rozpryskuje wodę na wszystkie strony. Babcia Hela podskakuje niczym młoda dziewczyna. Mufka podbiega do mnie i próbuje wskoczyć na ławkę, ale nakazuję jej zostać na ziemi. Po tej krótkiej napaści mokrego psa sama mam mokre spodenki i podkoszulek.
- Wygląda na to, iż załapałaś się na wizytę w myjni rowerowej - mówię i głaszczę jej mokre futro.
Mufka liże mnie po rękach. Wstajemy z Aśką o od stołu, dziękujemy za śniadanie i sprzątamy naczynia.
- Nasmarowałaś się balsamem do opalania? - pyta Aśka. - Dzisiaj znowu jest gorąco.
Kiwam głową i wychodzimy na zewnątrz. Wyjmuję z kieszeni gumkę do włosów i związuję je w koński ogon. Mateusz i Kuba są za domem. Rowerom brakuje jedynie kół i nad tym właśnie pracują chłopcy.
- Juhu! - woła Aśka. - Jedziemy dzisiaj nad jezioro!
- Wszystko na to wskazuje - odpowiada Kuba.
Nie wiem, czy tylko mi się wydaje, czy jest lekko speszony moją obecnością, ale postanawiam udawać, iż wszystko jest po staremu. Nic się nie wydarzyło. Aśka chwyta wąż ogrodowy i mówi poważnym głosem:
- Przyszłyśmy wziąć odwet za Mufkę - po tych słowach odkręca wodę i zaczyna lać dookoła siebie, starając się trafić w chłopaków. Mati i Kuba uciekają przed nią, a Mati podbiega do niej od tyłu, podnosi ją w pasie do góry i wyrywa jej wąż z dłoni.
Potem zaczyna biegać za nami i oblewać wodę Aśkę i mnie. Śmiejemy się do rozpuku.
- Wystarczy! - piszczy Aśka. Mokre włosy lepią jej się do twarzy.
Mateusz zakręca wodę i odkłada waż.
- Ktoś zapomniał dziś włożyć stanika - mówi niby od niechcenia i zdaję sobie sprawę, iż przez mój mokry podkoszulek wyraźnie widać kształ sterczących sutków.
- Gbur! - rzuca w jego stronę Aśka, a ja, pomimo usilnych prób, robię się czerwona na twarzy niczym burak.
- Pójdę ubrać strój kąpielowy - mamroczę pod nosem i biegnę w stronę domu.
- Basia! - słyszę za sobą głos Matiego. - Nie miałem nic złego na myśli!
Aśka dopada mnie przy drzwiach. Śmieje się i zakrywa usta dłonia.
- No proszę - mówi ze śmiechem, - Mati skomentował twoje cycki.
- Cicho! - syczę, bojąc się, iż usłyszy nas babcia Hela.
- No, daj już spokój - mówi Aśka i przewraca oczami. - Idź załóż górę od kostiumu i wracaj. Nie ma sensu się przebierać. Wszystko wyschnie na słońcu.
Ma rację. Biegnę do pokoju, zakładam górę bikini, wciągam wilgotny podkoszulek i wracam do ogrodu. Siadam obok Aśki na trawie i zdejmuję trampki i skarpetki, żeby pozwolić im wyschnąć. Mati zerka na mnie ukradkiem podczas pracy nad kołami. Udaję, iż tego nie zauważam, ale czuję motyle w brzuchu. Mija pół godziny i nasze ubrania i buty są suche.
- Asiula! Basia! - słyszymy wołanie babci Heli od strony domu. - Chodźcie, nazrywacie czereśni to ugotuję kompot - mówi.
Idziemy po miski i kierujemy się w stronę trzech rosłych drzew, z których zwisają grona czerwono-żółtych, dużych czereśni. Aśka robi sobie z nich kolczyki i połowę zjada, a połowę wkłada do miski. Przy jednym z drzew stoi drabina, więc wchodzę wyżej i zrywam owoce z wyżsych gałęzi.
- Tylko nie zjedz za dużo, bo będziemy się musieli zatrzymać w polu w drodze nad jezioro - mrugam do Aśki, która chichocze i od tej pory wszystkie owoce lądują w misce.
Kiedy miski są pełne, wracamy do domu, a gdy dołączamy do chłopaków, rowery stoją już gotowe. Rdza została usunięta, wszystkie mechanizmy i łańcuchy są nasmarowane, a opony, dętki i siodełka nowe. Każdy wybiera rower dla siebie. Kuba i Aśka mają swoje Authory, więc dla Mateusza zostaje męska Ukraina, model kolarski. W sumie bardzo do niego pasuje. Trochę retro, ale po liftingu. Mi zostają Wigry. Dopasowujemy wysokość siedzeń i kierownic i wyprowadzamy rowery na podjazd przed dom, żeby przejechać się po utwardzonej drodze. Dawno nie jeździłam na rowerze i czuję się cudownie, gdy pedałuję z całych sił i czuję wiatr rozwiewający kosmyki włosów, które wymknęły się z kucyka. Cała nasza czwórka śmieje się jak dzieci.
- Po obiedzie pojedziemy nad Słupeckie - mówi Kuba, gdy wszyscy zdyszani zatrzymujemy się wreszcie przed domem. - Tam są podobno takie fajne okrągłe pomosty. I jakiś hotel.
Uznajemy to za świetny pomysł, po czym parkujemy nasze rumaki za domem.







