Powrót pociągów do Karpacza stał się zmorą mieszkańców gminy Mysłakowice. Ludzie skarżą się na ogromny hałas i twierdzą, iż ich spokój zależy od humoru maszynistów Kolei Dolnośląskich. Podczas gdy jedni przejeżdżają cicho, inni używają sygnałów dźwiękowych tak mocno, iż w domach drżą szyby. Turystyczny hit wywołał ostry konflikt między kolejarzami a lokalną społecznością.
Pociągi stały się zmorą mieszkańców. "Jak można to wytrzymać?"

Mieszkańcy gminy Mysłakowice podkreślają, iż do przeszywających sygnałów wydawanych przez pociągi Kolei Dolnośląskich nie sposób się przyzwyczaić. Hałas jest najbardziej dotkliwy w godzinach, w których większość osób próbuje jeszcze odpocząć lub kładzie się spać. Jak mówi pani Anna, mieszkanka Mysłakowic: - Najgorzej to jest rano, o 6:35, albo po 22:00.
"Maszynista trąbi przez 30 sekund, jak tu spać?"
Problem nie tkwi w samym fakcie kursowania pociągów, ale w sposobie, w jaki maszyniści korzystają z sygnałów ostrzegawczych. Według lokatorów pobliskich domów dźwięki są nadużywane - bywają długie, ciągłe i zbyt częste. Swojej frustracji nie kryje Patryk, mieszkaniec Mysłakowic: - Za każdym razem po 20-30 sekund trąbi. Jak można wytrzymać, przespać i odpocząć po nocce? - pyta retorycznie rozmówca "Wydarzeń" Polsatu.
W podobnym tonie wypowiadają się sąsiedzi z okolicznych miejscowości. Wskazują oni na brak powtarzalności i logiki w zachowaniu załóg pociągów. Dariusz, mieszkaniec Łomnicy, uważa, iż sytuacja zależy od konkretnego człowieka siedzącego w kabinie: - Moim zdaniem albo tak się cieszy jazdą pociągiem, iż lubi trąbić, albo robi to po prostu bezczelnie.
WIDEO: Materiał "Wydarzeń" 12:50

Obawy potęguje fakt, iż ruch na linii ma być w przyszłości jeszcze większy. Mieszkańcy już teraz czują niepokój, słysząc nadjeżdżający skład, ponieważ nigdy nie wiedzą, jak intensywny dźwięk wywoła maszynista.
ZOBACZ: Drożej na stacjach paliw. Znamy ceny maksymalne na weekend
Pan Rafał, również mieszkaniec Łomnicy, zwraca uwagę na skalę problemu: - Dźwięki wzbudzają niepokój, są raz dłuższe, raz krótsze. Tak się nie da żyć. Teraz jest 27 pociągów i zaraz puszczą do Kowar, to będą jeździły co 15 minut.
Koleje Dolnośląskie: To kwestia bezpieczeństwa i przepisów
Przedstawiciele przewoźnika odpierają zarzuty o złą wolę pracowników. Tłumaczą, iż każdy sygnał dźwiękowy ma swoje uzasadnienie w przepisach i aktualnej sytuacji na torach.
ZOBACZ: Śmiertelny atak niedźwiedzia na Podkarpaciu. Prokuratura ujawniła nowe informacje
Andrzej Padniewski z biura prasowego Kolei Dolnośląskich tłumaczy zachowanie maszynistów następująco: sygnały podawane są zgodnie z rozporządzeniem. - Tam jest tylko i wyłącznie tonacja do wyboru z perspektywy maszynisty, czyli niski lub wysoki ton. One są podawane w zależności od przejazdu czy tego, czy widzimy zwierzynę na torach - podsumował.
Pociągi w Karpaczu. Turystyczny sukces kontra codzienność
Pociągi na trasie Jelenia Góra - Karpacz pojawiły się w zeszłym roku, po ćwierć wieku przerwy. Choć otwarcie zrewitalizowanej linii odbyło się w hucznej oprawie, dzisiejsza rzeczywistość dla wielu osób jest trudna do zniesienia.
Z perspektywy pasażera sytuacja wygląda jednak inaczej. Korzyści widzi turystka Elżbieta. - Fajnie, iż są pociągi, bo my bez samochodu i można szybciej dojechać - przyznaje.
Mieszkańcy gminy Mysłakowice liczą jednak na kompromis. Walczą o normalność, rozsądek i o to, by sygnał pociągu był jedynie niezbędnym ostrzeżeniem, a nie codziennym utrapieniem, które spędza im sen z powiek.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni


