My jeździliśmy do nich na tanie piwo, smażony ser i narty, oni do nas po tańsze pampersy i kafelki do łazienki. Do Unii wchodziliśmy razem, ale Słowacja była małym, eleganckim rynkowym tygrysem, który wcześnie przyjął euro, błyskawicznie budował fabryki samochodów i patrzył na naszą gigantyczną, rozgrzebaną budowlaną Polskę z lekkim pobłażaniem. A potem coś tąpnęło.