Przez wieki wisiał zarówno w chłopskich chatach, jak i szlacheckich dworach. Chronił przed chłodem, zdobił wnętrza i był świadectwem kunsztu lokalnych tkaczek. Później na pewien czas stracił popularność. Dziś polski kilim wraca – już nie tylko jako pamiątka po dawnym rzemiośle, ale jako pełnoprawny element współczesnego designu.
Kilimy coraz częściej znajdują miejsce choćby w nowoczesnych wnętrzach, stanowiąc unikalną dekorację przestrzeni. Fot. Ilustracja WEMKilim należy do tych przedmiotów, w których trudno oddzielić funkcję użytkową od sztuki. Dawniej tkaniny wieszano przede wszystkim na ścianach, aby ocieplały wnętrza, ale równie ważne były ich kolory i wzory. Kilimy układano też na podłogach, ławach czy skrzyniach. Były obecne w bardzo różnych warstwach społecznych – od wiejskich domów po szlacheckie siedziby.
W Polsce określenie „kilim” zaczęło być używane około połowy XVII wieku. Chodzi o dwustronną, wzorzystą tkaninę dekoracyjną wykonywaną manualnie na krośnie, najczęściej z wełnianym wątkiem i lnianą osnową. Sama technika jest jednak znacznie starsza i bywa wiązana ze słowiańskimi tradycjami sięgającymi wczesnego średniowiecza.
Powrót na ściany
Siłą kilimu zawsze była jego zdolność do przyjmowania nowych form. Obok tradycyjnych ornamentów z czasem pojawiały się projekty inspirowane awangardą, geometrią czy współczesną sztuką. Dzięki temu kilim nigdy nie musiał pozostać wyłącznie „ludową dekoracją”.
Pokazała to m.in. wystawa „Fenomen polskiego kilimu” w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi, na której w 2024 roku zaprezentowano blisko 90 prac – zarówno tkaniny liczące ponad sto lat, jak i realizacje całkiem współczesne. Zestawienie ich obok siebie dobrze pokazywało ciągłość tej tradycji: technika pozostaje podobna, ale język wizualny zmienia się wraz z kolejnymi pokoleniami projektantów.
Dzisiejszy powrót kilimów jest częścią szerszego renesansu rękodzieła. Po latach dominacji masowej produkcji coraz więcej osób poszukuje przedmiotów wykonanych lokalnie, w niewielkich seriach, z dobrych materiałów i z widocznym śladem pracy człowieka. To, co jeszcze niedawno mogło kojarzyć się z wyposażeniem domu dziadków, zaczęło pojawiać się na targach designu i ścianach nowoczesnych mieszkań.
Młodzi przy krosnach
Do tradycyjnego tkactwa wróciło w Polsce wiele nowych pracowni. Jedną z nich jest Tartaruga, założona przez Jadzię Lenart i Wiktorię Podolec. Ich kilimy zachowują tradycyjną technikę, ale wykorzystują współczesne, często abstrakcyjne i bardzo kolorowe wzory. Twórczynie sięgają też po resztki przędzy, bawełnę z recyklingu i barwniki roślinne.
Inną drogą poszła marka Splot, która łączy pracę doświadczonych tkaczek z projektami współczesnych grafików i artystów. Jednocześnie przywraca wzory z przeszłości – ponownie wykonywane są m.in. kilimy według projektów Zofii Stryjeńskiej, Józefa Czajkowskiego czy Marii Bujakowej. W ten sposób historyczny polski design nie trafia wyłącznie do muzealnych magazynów, ale ponownie może znaleźć się w prywatnym domu.
Także inne pracownie włókiennicze pokazują, jak szerokie możliwości daje tradycyjne tkactwo. Powstają prace minimalistyczne i bardzo dekoracyjne, monochromatyczne i pełne kolorów, inspirowane pejzażem albo całkowicie abstrakcyjne. Niektóre można powiesić jak obraz, inne wykorzystać również jako dywan czy element wyposażenia wnętrza.
Wyplatana historia
Kilim ma jeszcze jedną cechę, której trudno oczekiwać od seryjnej dekoracji kupionej w sklepie. Jego wykonanie jest powolne. Według twórców marki Splot utkanie jednego metra kwadratowego zajmuje około tygodnia. Drobne różnice powstające podczas manualnej pracy sprawiają też, iż dwa egzemplarze nigdy nie są naprawdę identyczne.
I być może właśnie dlatego kilim tak dobrze odnalazł się we współczesnych wnętrzach. W świecie rzeczy produkowanych gwałtownie i w milionach egzemplarzy oferuje coś odwrotnego: czas, niedoskonałość manualnej pracy i świadomość, iż za przedmiotem stoi konkretny człowiek.
Polski kilim nie wraca więc wyłącznie dlatego, iż znów modne stało się rękodzieło. Łączy coś, czego współczesny design bardzo dziś poszukuje – lokalne dziedzictwo, naturalne materiały, ręczną pracę i nowoczesną formę. To tradycja, której nie trzeba zamykać w muzeum. Wystarczy ponownie powiesić ją na ścianie.
WEM














