Poruszające pożegnanie z przyjacielem: gdy Michałowi S. zabrakło sił, Nikita złamał szpitalne zasady…

polregion.pl 1 tydzień temu

Rano Mieczysławowi Stanisławowiczowi pogorszyło się. Ledwo łapał oddech.
Szymon, niczego już nie chcę. Ani tych twoich leków, ani nic. Tylko ciebie proszę, pozwól mi pożegnać się z Przyjacielem. Błagam. Odłącz mnie od tego wszystkiego
Skinął głową w stronę kroplówek.
Nie mogę tak odejść. Zrozum, nie mogę
Po jego policzku spłynęła łza. Szymon wiedział, iż jeżeli wszystko odłączy, może już nie zdążyć zawieźć go do wyjścia.
Mężczyźni z całej sali zeszli się do nich.
Szymon, naprawdę nic nie można zrobić? Przecież to nie w porządku
Rozumiem Ale to szpital, sterylność musi być.
A kogo to obchodzi Popatrz, człowiek odejść nie może.
Wiedział, o czym mówią. Ale co mógł poradzić? Szymon podniósł się. Przecież może wszystko. Do diabła z tą dyscypliną, do diabła z firmą ojca. Niech go choćby zwolnią. Nagle odwrócił się, spotykając wzrok Jagody. W jej oczach widniał szacunek.
Szymon wybiegł na zewnątrz.
Przyjacielu, błagam cię, bądź cicho. Może nikt nie zauważy. Chodź, chodź do pana.
Już miał otworzyć drzwi, gdy drogę zastąpiła mu Pani Emilia Edwardowna.
Co to ma znaczyć?
Pani Emilio Proszę, tylko pięć minut. Dajcie im się pożegnać. Wszystko rozumiem. Później możecie mnie wyrzucić.
Kobieta milczała przez chwilę. Kto wie, co działo się w jej głowie, ale w końcu cofnęła się o krok.
Dobrze. Niech i mnie wyrzucą.
Przyjacielu, za mną!
Szymon pobiegł korytarzem, pies tuż obok. Na końcu korytarza Jagoda już trzymała otwarte drzwi. Pies jakby wiedział, po co tu jest po dwóch susach był pod drzwiami sali jeszcze chwila, i Przyjaciel wspiął się na tylne łapy opierając przednimi o łóżko Mieczysława Stanisławowicza. W sali panowała cisza. Mężczyzna otworzył oczy, próbował podnieść rękę, ale przeszkadzały mu kroplówki. W końcu drugą ręką zerwał je sam.
Przyjacielu! Przyszedłeś
Pies położył łeb na jego piersi. Mieczysław pogładził Przyjaciela raz, drugi Uśmiechnął się I ten uśmiech już na jego twarzy pozostał. Ręka opadła. Ktoś powiedział:
Pies płacze
Szymon podszedł do łóżka. Przyjaciel rzeczywiście miał łzy w oczach.
Już dobrze. Chodź Idziemy
***
Szymon usiadł na płotku, a Przyjaciel wszedł w krzaki i tam się położył. Do Szymona podszedł znajomy z sali, dawniej pierwszy oddał mu swoje kotlety. Wyciągnął paczkę papierosów. Szymon spojrzał, chciał odmówić, ale machnął ręką. Zapalił papierosa.
Jagoda usiadła obok. Miała czerwone oczy, spuchnięty nos.
Jagodo To mój ostatni dzień.
Czemu?
Wiesz, najpierw byłem tu za karę, potem chciałem ojcu coś udowodnić Miał mi oddać firmę. Ale nie w tym rzecz. Nie dam rady. Wracam do domu. Powiem mu prosto twój syn to nieudacznik. Przepraszam, Jagodo
Szymon odszedł. Napisał wymówienie, spakował się. Jagoda patrzyła przez okno jak podjeżdża pod szpital swoim mercedesem, wysiada. Otwiera drzwi pasażera i idzie w stronę krzaków. Coś mówi Przyjacielowi, potem wraca do samochodu i czeka. Po kilku minutach pies przychodzi. Długo patrzy Szymonowi w oczy, a potem wskakuje do środka.
Jagoda znów się rozpłakała.
Nie jesteś nieudacznikiem! Jesteś najlepszy!
***
Kilka dni później Jagoda zobaczyła, jak dyrektor idzie z mężczyzną, który bardzo przypominał Szymona. Zbiegła po schodach i wybiegła przed budynek.
Pan jest ojcem Szymona?
Dyrektor spojrzał na nią ze zdziwieniem.
Jagodo, o co chodzi?
Proszę poczekać, panie Sergeju, może mnie pan później zwolnić! Więc to pan?
Władysław Olegowicz patrzył zaskoczony na drobną dziewczynę z piegami.
Tak, to ja.
Nie wolno panu! Nie wolno myśleć, iż Szymon do niczego się nie nadaje! On jest najlepszy! To on jeden nie bał się i pozwolił człowiekowi pożegnać się przed śmiercią ze swoim przyjacielem! Szymon ma serce i duszę!
Jagoda odwróciła się i wróciła do budynku. Władysław Olegowicz uśmiechnął się.
Widziałeś?
Sergej odpowiedział:
No i co z nią zrobić? Dobra dziewczyna, ale ciągle żąda prawdy!
To źle?
Nie zawsze jest dobrze
***
Minęły trzy lata.
Z bramy pięknego domu wyszła cała rodzina. Szymon prowadził wózek, a Jagoda na smyczy miała ogromnego, zadbanego psa. Doszli nad Wisłę, tam Jagoda spuściła psa.
Przyjacielu, nie oddalaj się za bardzo!
Pies wielkimi susami pognał nad rzekę. Po kilku minutach dziecko w wózku zapiszczało. Przyjaciel natychmiast był przy nich.
Jagoda zaśmiała się.
Szymonie, chyba nie potrzebujemy niani. Po co ten pośpiech? Sonia tylko zgubiła smoczek.
Dziecko usnęło znowu, Przyjaciel zajrzał do wózka i upewniwszy się, iż wszystko w porządku, pognał za motylem
Bo czasem choćby w tych najtrudniejszych chwilach najważniejsze to być dla kogoś Przyjacielem. choćby jeżeli nie wszystko się udaje. Najważniejsze, by mieć serce i nie bać się okazać uczuć.

Idź do oryginalnego materiału