Przeprowadzamy się do waszego mieszkania — Ola ma świetne mieszkanie w centrum. Świeżo po remoncie, można się cieszyć życiem! — Mieszkanie idealne dla samotnej kobiety — uśmiechnął się pobłażliwie do Iny przyszły zięć, Tomek. — A my planujemy dwójkę, a najlepiej trójkę dzieci. Jedno po drugim. W centrum wieczny hałas, nie ma czym oddychać, parkingów brak. I co najważniejsze — tylko dwa pokoje. A wy tu macie trzy i ciszę. Do tego przedszkole tuż za oknem. — Rzeczywiście, dzielnica jest świetna — potwierdził Sławek, ciągle nie rozumiejąc, do czego zmierza przyszły zięć. — Dlatego tu zostaliśmy. — No właśnie! — Tomek pstryknął palcami. — Mówię Oldze, po co się cisnąć, skoro rozwiązanie jest pod ręką? Wam z córką ta powierzchnia jest niepotrzebna. Co wam po takim metrażu? I tak z jednego pokoju nie korzystacie, zrobiliście tam składzik. A nam się przyda. Ina próbowała wsunąć odkurzacz piorący do wąskiej szafy w przedpokoju. Odkurzacz stawiał opór, rura haczyła się o wieszaki i nie dawał się ułożyć na swoim miejscu. — Sławek, pomóż mi! — zawołała do pokoju. — Albo szafa się skurczyła, albo już nie umiem nic poukładać! Sławek zerknął z łazienki — właśnie skończył naprawiać kran. Spokojny, trochę ślamazarny, zupełne przeciwieństwo swojej żony. — Już, już, przynieś tutaj. Zgrabnie przejął ciężki sprzęt i jednym ruchem ustawił w kąciku szafy. Ina westchnęła i oparła się ramieniem o framugę. — Powiedz mi, czemu nam nigdy nie wystarcza miejsca? Mieszkanie niby duże, trzy pokoje, a jak zaczniemy sprzątać, to wszystko by się chciało wynieść na klatkę. — Bo masz słabość do zbieractwa — zaśmiał się Sławek. — Po co nam trzy serwisy kawowe? Jada się z jednego góra dwa razy w roku. — Zostaw, to pamiątka. W końcu to mieszkanie po babci. Po ślubie Sławkowi rodzice uczciwie podzielili spadek: jemu przypadło to przestronne, trzypokojowe mieszkanie w cichej dzielnicy po babci, a jego siostrze Oli — dwa pokoje w ścisłym centrum, na tzw. “złotym trójkącie”. Wartościowo wychodziło niemal tyle samo. Przez pięć lat wszyscy żyli w zgodzie, nikomu niczego nie zazdrościł. Ina naiwnie uważała, iż tak już zostanie. Ale… *** Po sprzątaniu usiedli odpocząć. Włączyli telewizor — i zadzwonił dzwonek do drzwi. Sławek poszedł otworzyć. — Siostra z narzeczonym przyszli — powiedział do żony, zaglądając przez Judasza. Pierwsza do mieszkania wpadła Ola. Za nią, ciężko stąpając, Tomek. Ina widziała go dotąd chyba dwa razy: Ola poznała go pół roku temu na siłowni. Tomek od razu jej się nie spodobał — nadęty, z wyższością. Od razu patrzył z góry na nią i na Sławka. — Hejka! — Ola cmoknęła brata w policzek i uściskała Inę. — Przejeżdżaliśmy obok, to wpadliśmy. Mamy nowinę! — No to chodźcie, skoro już jesteście. Nowiny są zawsze dobre — Sławek zaprosił ruchem do kuchni. — Napić się czegoś? — Lepiej wodę — burknął Tomek. — Sprawa poważna, Sławek. Tak naprawdę to niezupełnie “przy okazji”. Mam konkretną sprawę. Nie rozkładaj się, nie trzeba herbaty. Usiądź. Ina nagle poczuła niepokój — ton Tomka zupełnie jej się nie spodobał. Co znowu wymyślił? — No to mów — wzruszył ramionami Sławek. Ola udawała, iż jej nie ma — czegoś szukała w telefonie, zostawiając głos narzeczonemu. Tomek chrząknął. — Sprawa wygląda tak. Z Olą składamy dokumenty do ślubu. Za trzy miesiące wesele. Mam wobec niej poważne plany. Rodzina, wspólne życie, szczęście. Przemyśleliśmy nasze warunki mieszkaniowe… Przeprowadzamy się do was, a wy zamieniacie się z nami! Ina aż zaniemówiła. Najpierw spojrzała na męża, potem na szwagierkę, ale ta dalej przeglądała media społecznościowe, jakby temat jej nie dotyczył. — Tomek, chyba żartujesz — Sławek zmarszczył brwi. — To jakiś żart? — Nie żartuję, mam konstruktywną propozycję. Zamieńmy się! My wprowadzamy się tu, wy — do Oli. Ola całkowicie się ze mną zgadza, nam obojgu wydaje się, iż tak będzie sprawiedliwie. Ina drugi raz zaniemówiła. — Sprawiedliwie? — powtórzyła. — Tomek, mówisz to poważnie? Przyszedłeś do naszego domu i chcesz nas wyeksmitować, bo planujesz mieć dzieci? — Po co się od razu denerwować, Ina? — Tomek się skrzywił. — Patrzę realistycznie. Macie jedno dziecko i, o ile wiem, nie planujecie kolejnych. Po co wam zbędne metry? To nieracjonalne. A nam się przydadzą. — “Perspektywy”! Słyszysz, Sławek? — Ina zerwała się z miejsca. — On chce nas się pozbyć, bo mu tak wygodniej? Sławek podniósł rękę, prosząc żonę o spokój. — Tomek, chyba zapominasz, iż to mieszkanie rodzice zapisali mi. Tak samo jak Oli jej. Przez pięć lat wszystko tu remontowaliśmy, wybieraliśmy kafelki, parkiet. Córka dorasta, ma swój pokój, kolegów, swoje miejsce. I ty chcesz, żebyśmy się stąd wynieśli tylko dlatego, iż tak ci lepiej pasuje? — Bez nerwów, Sławek — Tomek rozsiadł się wygodnie. — Przecież jesteśmy rodziną. Ola to twoja rodzona krew. Czy nie zależy ci na jej przyszłości? Poza tym, proponuję wam lokal w ekskluzywnej dzielnicy. Finansowo wręcz wygrywacie, przeliczałem. — No ładnie — zakpił Sławek. — choćby ślubu nie wziąłeś z moją siostrą, a już na moje mieszkanie masz chrapkę! Ola wreszcie oderwała się od telefonu. — Ojej, czemu od razu taka histeria? — jęknęła. — Tomek chce nas tylko uszczęśliwić. Nam naprawdę będzie ciasno w moim mieszkaniu, jak pojawią się dzieci. A tu korytarz taki, iż w piłkę można grać. Mama zawsze mówiła, iż rodzina jest najważniejsza. Tego nie pamiętasz, Sławek? — Mama mówiła o pomocy, a nie o wyrzucaniu drugiego z własnego domu! — odparła Ina. — Ty w ogóle rozumiesz, co twój Tomek wygaduje? — A co on takiego mówi? — Ola zamrugała niepewnie. — Mówi, jak jest. Nam potrzebniejsze. Wy i tak nie korzystacie z jednego pokoju. — Nieprawda! — prawie krzyknęła Ina. — To mój gabinet! Tam pracuję, jeżeli już muszę ci przypominać! — Pracujesz — burknął Tomek — Wrzucasz grafiki do internetu? Ola mówi, iż to hobby. Na laptopie możesz robić to w kuchni, nie jesteś żadną panią prezes. Sławek wstał powoli. — Dobra — powiedział cicho. — Koniec rozmowy. Wychodzicie. Oboje. — Sławek, serio? — Tomek choćby nie drgnął. — Przyszliśmy normalnie, jak rodzina. — Normalnie? — Sławek podszedł do stołu. — Przychodzisz po moje mieszkanie, obrażasz moją żonę i chcesz decydować, gdzie wychowuje się moja córka? Masz choć trochę przyzwoitości? — Przyzwoitość?! — Ina stanęła obok męża. — On już podział majątku robi, zanim jeszcze ślub weźmie! Ola, zastanów się, z kim zadajesz. Przecież on ciebie pierwszą wyrzuci z twojego mieszkania! — Nie mów tak o nim! — Ola zerwała się. — Tomek dba o mnie! O naszą przyszłość! A wy… tylko myślicie o sobie. Siedzimy tu i kurczowo pilnujecie swoich kątów. Brat, świetny brat! — Skąpiec tu jest twój przyszły mąż — Sławek wskazał palcem drzwi. — Dla jasności: do widzenia. I żadnych zamian nigdy nie będzie. jeżeli jeszcze raz usłyszę taki pomysł, kontakt się urywa. Tomek wstał, poprawił kołnierzyk. Nic a nic skrępowany, tylko rozdrażniony. — Źle robisz, Sławek. Myślałem, iż się dogadamy. Ale skoro jesteś taki uparty… Ola, wychodzimy! Kiedy drzwi się za nimi zamknęły, Ina bezsilnie osunęła się na kanapę. Trzęsła się cała. — Widziałeś to? Widziałeś? Skąd taka bezczelność? Kim on myśli, iż jest? Sławek milczał. Stał przy oknie, patrzył, jak na parkingu Tomek właścicielsko otwiera drzwi samochodu, mówiąc coś do Oli rozdrażnionym tonem. — Wiesz, co jest najgorsze? — odezwał się w końcu. — Ola naprawdę wierzy, iż on ma rację. Zawsze była trochę… bujająca w obłokach, ale aż tak? — Omotał ją! — Ina wstała. — Sławek, trzeba zadzwonić do mamy. Do twoich rodziców. Muszą wiedzieć, jaki pomysł zrodził im się w rodzinie. — Poczekaj — Sławek wyciągnął telefon. — Najpierw zadzwonię do Oli. Sam, bez tego pawia. Wybrał numer, długo nik­t nie odbierał, w końcu odebrała zapłakana Ola. — Halo! — mruknęła. — Ola, posłuchaj mnie uważnie — głos Sławka był stanowczy. — Jesteś teraz w aucie z nim? — I co z tego? — jeżeli siedzi obok, daj na głośnomówiący. Chcę, żeby on też to usłyszał. — Nie jestem w aucie — zaszlochała. — Wysadził mnie pod blokiem i pojechał. Powiedział, iż musi ochłonąć, bo moja rodzina to same samoluby. Sławek, czemu wy tacy jesteście? On chciał tylko, żebyśmy mieli wszystko idealnie… — Ola, obudź się! — Sławek niemal krzyknął w słuchawkę. — Jakie idealnie? Przyszedł żądać mojego mieszkania! W ogóle wiesz, iż to twoje, twoje dziedzictwo? A on już chce rozporządzać nim jak własnym. Powiedział ci choć słowo o tej zamianie wcześniej, zanim zasiedliśmy w kuchni? W słuchawce zapadło milczenie. — Nie — powiedziała w końcu cicho. — Mówił tylko, iż ma dla wszystkich “niespodziankę”. Że wymyślił, jak wszystkim będzie lepiej. — Świetna niespodzianka. Zdecydował za ciebie i za mnie, choćby nas nie pytając. Ola, komu chcesz zaufać? On to zwykły wyrachowany cwaniak. Dziś mieszkanie, jutro powie, iż twoje auto jest za małe, a pojutrze stwierdzi, iż twoi rodzice mają mu przepisać działkę, bo “potrzebuje świeżego powietrza”. — Nie mów tak… — głos Oli był roztrzęsiony. — On mnie kocha. — Gdyby cię kochał — nie robiłby takich awantur bez powodu. Ustawił nas przeciwko sobie! Ina do tej pory nie może dojść do siebie. Rozumiesz, iż chciał nas pokłócić? — Porozmawiam z nim — szepnęła niepewnie Ola. — Porozmawiaj. I dobrze się zastanów, zanim pójdziesz do urzędu. Sławek się rozłączył i rzucił telefon na kanapę. — I co? — zapytała cicho Ina. — Mówi, iż nie wiedziała. Że Tomek przygotował “niespodziankę”. Ina gorzko się zaśmiała. — Widzę to: przychodzi pan życia i wszystkich ustawia: metry tu, ludzi tam. Wstrętne. — Spokojnie — Sławek objął ją za ramiona. — Mieszkania nie oddamy, to pewne. Szkoda tylko siostry. Wpadnie z nim w kłopoty. *** Najgorsze obawy Sławka i Iny się nie spełniły — do ślubu nie doszło. Tomek rzucił Olę już tego samego wieczoru. Zapłakana, późno w nocy przyjechała do brata i opowiedziała, co się stało. Tomek wrócił i zaczął się od razu pakować. Ola próbowała dowiedzieć się, co się stało. Tomek stwierdził, iż z takimi “skąpcami” się nie zada. “Rodzina nie do niczego”, szlochała Ola. “Nie można na was liczyć”. Powiedział, iż dzieciakami po weekendach nie zamierzamy się zajmować, jak będą potrzebować odpocząć. I iż “kasy i tak im nie damy, choćby poprosili”. — Olu, nie żal ci go! — oburzyła się Ina. — Taki facet nie jest wart ani jednej łzy! Na niego nie można liczyć — zawsze będzie myślał tylko o sobie. Olej go i zapomnij! Ola cierpiała jeszcze parę miesięcy, ale potem doszła do siebie. Dopiero wtedy dotarło, jak mogła nie zauważyć jego prawdziwego charakteru. Gdyby za niego wyszła, całe życie byłoby koszmarem. Los ją ochronił, i tyle.

newsempire24.com 1 dzień temu

Dziś miałam dzień pełen przemyśleń, bo wydarzyło się coś, co zmusiło mnie do głębokiego zastanowienia się nad rodziną, relacjami i naszym domem.

Cała sprawa zaczęła się niby zwyczajnie, od rozmowy o mieszkaniach. Od lat mieszkamy z Serkiem w naszej trzypokojowej kamienicy na Starym Żoliborzu. Całe otoczenie kocham cisza, dużo zieleni, przedszkole w ogródku, wszyscy się tu znają.

Ola (siostra Serka) zawsze mieszkała w swoim dwupokojowym mieszkaniu w sercu Śródmieścia, na Złotej. Idealne dla samotnej dziewczyny wszystko blisko, świeże po remoncie, ale trochę klaustrofobiczne i niestety bez miejsca parkingowego. Po babci Serka dostaliśmy naszą kamienicę, a Ola mieszkanie w centrum. Wartościowo wychodziło podobnie i wszyscy byli zadowoleni przez te pięć lat.

Ostatnio jednak coś się zmieniło. Ola zaczęła się spotykać z Dawidem poznała go pół roku temu na siłowni, widać było, iż jest nią oczarowany, a jednak od początku coś mi w nim nie grało. Taki… zadufany w sobie, jakby uważał, iż reszta świata jest od niego gorsza.

Dziś mieliśmy sprzątanie generalne znów próbowałam wcisnąć nasz myjacy odkurzacz do zbyt wąskiej szafy w przedpokoju i jak zwykle utknęłam. Serek, który właśnie skończył naprawiać kran w łazience, w swoim spokojnym stylu pomógł mi z maszyną i całą siłą wcisnął ją tam, gdzie powinna być.

Zawsze mnie zadziwia, jak dwa temperamenty mój wieczny chaos i jego spokój mogą tak dobrze funkcjonować. Po sprzątaniu usiedliśmy na chwilę odpocząć, ale choćby nie zdążyliśmy się zanurzyć w serial, bo zadzwonił dzwonek do drzwi.

Pod drzwiami Ola i Dawid. Oboje uśmiechnięci, Ola od razu rzuciła się Serkowi na szyję, mnie mocno przytuliła. Weszli, a ja od razu poczułam dziwną nerwowość w końcu z Dawidem nigdy nie złapaliśmy wspólnego języka.

Zamiast herbaty prosta woda, bo jest temat do rozmowy. Dawid od razu przeszedł do rzeczy zaczął opowiadać, iż z Olą planują niedługo ślub, a co ważniejsze, dzieci, od razu kilkoro, jakby Serek i ja byliśmy ograniczeni tylko do jednego dziecka, bez planów na więcej.

I tu padła propozycja: Przeprowadzamy się do Was, a Wy na Złotą. Argumentował, iż przecież trzypokojowe mieszkanie to za dużo dla naszej trójki, bo jeden pokój i tak stoi pusty i robi za graciarnie, a im, przyszłej wielodzietnej rodzinie, ten metraż idealnie pasuje.

Poczułam się, jakby mnie ktoś uderzył czyżby przyszło komuś do głowy, iż ktoś mógłby nas wyrzucić z domu, bo ma perspektywę? Serek próbował zachować spokój, ale widać było, iż jest zdegustowany.

Dla Dawida rodzinne mieszkanie, wyremontowane własnymi rękami, w którym nasza córka Zosia ma swoje królestwo, to tylko rzecz do przehandlowania. Ola w tle tylko przekopywała się po telefonie, jakby nie dotyczyła jej cała rozmowa.

Im bardziej opierałam się argumentom sprawiedliwego podziału, tym bardziej czułam narastające we mnie wzburzenie. Moja niepotrzebna pracownia moje miejsce do pracy dla Dawida to miejsce na hobby, przecież na laptopie można posiedzieć w kuchni. choćby nie do końca rozumiała mnie wtedy Ola, powtarzając za narzeczonym, iż przecież rodzina jest najważniejsza.

W końcu Serek stanowczo zakończył temat i poprosił, żeby wyszli. Nie mogłam się pozbierać, a on tylko patrzył z okna na to, jak Dawid wsiada do autka, pełen pretensji i bez cienia zażenowania.

Później, gdy telefon zadzwonił, a Ola odebrała zapłakana dowiedzieliśmy się, iż Dawid od razu odjechał, zostawiając ją pod klatką. Poskarżyła się, iż nazwał nas samolubami, bo rzekomo nie pomyślimy o rodzinie, o przyszłych weekendach z jego dziećmi, a na finansowe wsparcie także nie mamy co liczyć.

Nocą przyszła do nas, jeszcze mocno roztrzęsiona. Opowiedziała, iż Dawid powiedział, iż takich teściów, na których nie można polegać, nie potrzebuje. Twierdził, iż nie będzie się użerał z ludźmi, którzy są zadufani w sobie.

Pocieszałam Olę jak umiałam: Nie trzeba ci takiego faceta, lepiej zorientować się na czas. Zbyt gwałtownie chciał wszystko dla siebie, jakby najważniejsze było to, co on zyska.

Przez parę miesięcy Ola była przybita, ale potem do niej to dotarło. W końcu uświadomiła sobie, iż prawdziwe intencje Dawida nigdy nie były czyste. A ja nauczyłam się, iż czasem warto zawalczyć o swój kąt i rodzinę bo nie każdy, kto mówi o wspólnym dobru, myśli o nas, tylko o sobie.

Dziś cieszę się, iż nie ulegliśmy szantażowi i dalej możemy być szczęśliwi, tak jak chcemy w naszym ukochanym kącie na Żoliborzu, gdzie Zosia biega po podwórku, a ja mam swoje miejsce i spokój.

Idź do oryginalnego materiału