Dziś miałam dzień pełen przemyśleń, bo wydarzyło się coś, co zmusiło mnie do głębokiego zastanowienia się nad rodziną, relacjami i naszym domem.
Cała sprawa zaczęła się niby zwyczajnie, od rozmowy o mieszkaniach. Od lat mieszkamy z Serkiem w naszej trzypokojowej kamienicy na Starym Żoliborzu. Całe otoczenie kocham cisza, dużo zieleni, przedszkole w ogródku, wszyscy się tu znają.
Ola (siostra Serka) zawsze mieszkała w swoim dwupokojowym mieszkaniu w sercu Śródmieścia, na Złotej. Idealne dla samotnej dziewczyny wszystko blisko, świeże po remoncie, ale trochę klaustrofobiczne i niestety bez miejsca parkingowego. Po babci Serka dostaliśmy naszą kamienicę, a Ola mieszkanie w centrum. Wartościowo wychodziło podobnie i wszyscy byli zadowoleni przez te pięć lat.
Ostatnio jednak coś się zmieniło. Ola zaczęła się spotykać z Dawidem poznała go pół roku temu na siłowni, widać było, iż jest nią oczarowany, a jednak od początku coś mi w nim nie grało. Taki… zadufany w sobie, jakby uważał, iż reszta świata jest od niego gorsza.
Dziś mieliśmy sprzątanie generalne znów próbowałam wcisnąć nasz myjacy odkurzacz do zbyt wąskiej szafy w przedpokoju i jak zwykle utknęłam. Serek, który właśnie skończył naprawiać kran w łazience, w swoim spokojnym stylu pomógł mi z maszyną i całą siłą wcisnął ją tam, gdzie powinna być.
Zawsze mnie zadziwia, jak dwa temperamenty mój wieczny chaos i jego spokój mogą tak dobrze funkcjonować. Po sprzątaniu usiedliśmy na chwilę odpocząć, ale choćby nie zdążyliśmy się zanurzyć w serial, bo zadzwonił dzwonek do drzwi.
Pod drzwiami Ola i Dawid. Oboje uśmiechnięci, Ola od razu rzuciła się Serkowi na szyję, mnie mocno przytuliła. Weszli, a ja od razu poczułam dziwną nerwowość w końcu z Dawidem nigdy nie złapaliśmy wspólnego języka.
Zamiast herbaty prosta woda, bo jest temat do rozmowy. Dawid od razu przeszedł do rzeczy zaczął opowiadać, iż z Olą planują niedługo ślub, a co ważniejsze, dzieci, od razu kilkoro, jakby Serek i ja byliśmy ograniczeni tylko do jednego dziecka, bez planów na więcej.
I tu padła propozycja: Przeprowadzamy się do Was, a Wy na Złotą. Argumentował, iż przecież trzypokojowe mieszkanie to za dużo dla naszej trójki, bo jeden pokój i tak stoi pusty i robi za graciarnie, a im, przyszłej wielodzietnej rodzinie, ten metraż idealnie pasuje.
Poczułam się, jakby mnie ktoś uderzył czyżby przyszło komuś do głowy, iż ktoś mógłby nas wyrzucić z domu, bo ma perspektywę? Serek próbował zachować spokój, ale widać było, iż jest zdegustowany.
Dla Dawida rodzinne mieszkanie, wyremontowane własnymi rękami, w którym nasza córka Zosia ma swoje królestwo, to tylko rzecz do przehandlowania. Ola w tle tylko przekopywała się po telefonie, jakby nie dotyczyła jej cała rozmowa.
Im bardziej opierałam się argumentom sprawiedliwego podziału, tym bardziej czułam narastające we mnie wzburzenie. Moja niepotrzebna pracownia moje miejsce do pracy dla Dawida to miejsce na hobby, przecież na laptopie można posiedzieć w kuchni. choćby nie do końca rozumiała mnie wtedy Ola, powtarzając za narzeczonym, iż przecież rodzina jest najważniejsza.
W końcu Serek stanowczo zakończył temat i poprosił, żeby wyszli. Nie mogłam się pozbierać, a on tylko patrzył z okna na to, jak Dawid wsiada do autka, pełen pretensji i bez cienia zażenowania.
Później, gdy telefon zadzwonił, a Ola odebrała zapłakana dowiedzieliśmy się, iż Dawid od razu odjechał, zostawiając ją pod klatką. Poskarżyła się, iż nazwał nas samolubami, bo rzekomo nie pomyślimy o rodzinie, o przyszłych weekendach z jego dziećmi, a na finansowe wsparcie także nie mamy co liczyć.
Nocą przyszła do nas, jeszcze mocno roztrzęsiona. Opowiedziała, iż Dawid powiedział, iż takich teściów, na których nie można polegać, nie potrzebuje. Twierdził, iż nie będzie się użerał z ludźmi, którzy są zadufani w sobie.
Pocieszałam Olę jak umiałam: Nie trzeba ci takiego faceta, lepiej zorientować się na czas. Zbyt gwałtownie chciał wszystko dla siebie, jakby najważniejsze było to, co on zyska.
Przez parę miesięcy Ola była przybita, ale potem do niej to dotarło. W końcu uświadomiła sobie, iż prawdziwe intencje Dawida nigdy nie były czyste. A ja nauczyłam się, iż czasem warto zawalczyć o swój kąt i rodzinę bo nie każdy, kto mówi o wspólnym dobru, myśli o nas, tylko o sobie.
Dziś cieszę się, iż nie ulegliśmy szantażowi i dalej możemy być szczęśliwi, tak jak chcemy w naszym ukochanym kącie na Żoliborzu, gdzie Zosia biega po podwórku, a ja mam swoje miejsce i spokój.













