Przez 20 lat przepraszałam teściową za wszystko, aż pewnego dnia przyjaciółka zadała mi jedno pytanie. Wtedy wszystko stało się jasne.

newskey24.com 14 godzin temu

Wyobraź sobie dwadzieścia lat non stop przepraszałam moją teściową, zupełnie z automatu, jakby to już było częścią mnie. W końcu jednak coś mi się rozjaśniło… i to wszystko dzięki jednemu pytaniu od bliskiej przyjaciółki.

Dwadzieścia lat. Aż tyle lat przepraszałam Zofię choćby się nad tym nie zastanawiałam, po prostu leciało z ust przy każdym naszym kontakcie.

Gdzie jesteś? Czekam na ciebie już pół godziny! słyszę jej oburzony głos przez telefon.

Przepraszam bardzo, może źle się wyraziłam co do godziny zaczęłam standardowo, choć przecież jak byk napisałam jej w wiadomości: spotkanie o piętnastej. Zostało jeszcze piętnaście minut.

I tak wyglądało prawie każde nasze spotkanie.

Tego dnia miałyśmy wybrać zasłony do pokoju mojej córki Hani. Gadałam, iż mogę po prostu wysłać zdjęcia przez telefon, ale Zofia uparła się, iż koniecznie musimy pojechać razem.

Te są naprawdę ładne pokazałam jasne, beżowe zasłony.

Beżowe? Całkiem niepraktyczne. Granatowe będą lepsze ucięła. Ja już dzieci wychowałam, wiem co mówię.

I oczywiście kupiłyśmy te granatowe.

W drodze powrotnej gapiłam się przez okno i milczałam. Z pozoru było normalnie, ona zadowolona, wszystko jak zwykle A ja jednak czułam w środku ten sam ciężki kamień, którego nie potrafiłam nazwać.

Wieczorem zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka Marta.

Wiesz, co ostatnio zauważyłam? zagadała. Ty się przepraszasz za cudze nastroje i zachowania.

To pytanie mnie zatrzymało.

Zaczęłam sobie przypominać te wszystkie sytuacje

Przeprosiłam, iż nie poszliśmy na rodzinną kolację, chociaż nikt nas choćby o niej nie poinformował.
Przeprosiłam, iż nie poprosiłam o radę.
Przeprosiłam za nietrafiony prezent.
Przeprosiłam, iż Hania nie zostaje na noc.

Jakbym była odpowiedzialna za jej samopoczucie.

Najbardziej uderzyło mnie, gdy znalazłam starą fotografię mała ja, może dziesięcioletnia. Skulona, cicha wyglądałam, jakbym przepraszała, iż w ogóle jestem.

Wracają wspomnienia z dzieciństwa.
Zmęczona mama. Ciągłe poirytowanie. Słowa typu: Przez ciebie wszystko jest trudniejsze.
I to był moment, kiedy mała Agnieszka uwierzyła, iż ma odpowiadać za emocje dorosłych.

I ta logika została ze mną na lata.
Tylko zamiast mamy teraz teściowa.

Tydzień później Zofia zadzwoniła z fochem, iż zapisaliśmy Hanię na balet.

Zazwyczaj zaczęłabym od:
Przepraszam Nie chcieliśmy urazić Rozważymy to

Ale tym razem wzięłam głęboki oddech i spokojnie powiedziałam:

Przykro mi, iż jest pani rozczarowana, ale to nasza rodzicielska decyzja. To nie jest jakieś lekceważenie z naszej strony i nie czuję się winna, iż nasze wybory nie pokrywają się z pani oczekiwaniami.

W słuchawce zapadła cisza.

Po tej rozmowie trzęsły mi się trochę ręce, ale w środku poczułam ulgę.

Gdy mój mąż Michał powiedział, iż jego mama uważa, iż byłam niegrzeczna, spokojnie odpowiedziałam:

Nie byłam niegrzeczna. Po prostu pierwszy raz nie przeprosiłam za coś, czego nie zrobiłam.

Potem Zofia przyszła z wizytą. Po raz pierwszy rozmawiałyśmy tak naprawdę szczerze.

Chcę po prostu być ważna przyznała się.

Jest pani ważna odpowiedziałam jej ale jako opinia, nie jako rozkaz.

Nie powiem, iż ta rozmowa załatwiła wszystko. Zdarza mi się jeszcze łapać na tym odruchu, by przepraszać, choć nie ma za co.
Ale już to zauważam.
I się powstrzymuję.

Nie jestem odpowiedzialna za cudze emocje.
To najważniejsze odkrycie mojego dorosłego życia.

A Ty ile razy przepraszasz za coś, co wcale nie zależy od Ciebie, tylko po to, żeby nie było kłótni?

Idź do oryginalnego materiału