Sześć lat temu razem z mężem kupiliśmy sobie przytulną działkę pod Warszawą. Wszystko robiliśmy własnymi rękami od malowania ścian, przez układanie paneli, aż po przekopywanie rabatek. Staraliśmy się jeździć tam co weekend, albo chociaż raz na dwa tygodnie, żeby trochę odetchnąć od miejskiego powietrza.
Nie przesadziliśmy z tymi warzywami raptem parę grządek: ogórki, pomidory, trochę koperku, szczypiorku, cukinii i papryki. Tak, żeby było świeże na kanapkę, ale żeby nie było dużo roboty. Cała filozofia!
Przy okazji dostaliśmy w prezencie po poprzednich właścicielach mnóstwo malin, kilka krzaków porzeczek i agrestu oraz całkiem sporo truskawek. Latem zabierałam owoce do biura w Warszawie i częstowałam dziewczyny z pracy. Oczywiście wszyscy zachwyceni.
W tym roku do naszego zespołu dołączyła Halina, przeniesiona z innego działu. Sprawiała wrażenie bardzo miłej i uprzejmej osoby. Traf chciał, akurat przyniosłam wtedy świeże truskawki i oczywiście poczęstowałam też Halinę.
Halina była wniebowzięta, zaraz zaczęła opowiadać wszystkim, jakie te truskawki pyszne, i zasypała mnie pytaniami, skąd je mam i jak wygląda mój ogródek. Wszystko jej szczegółowo opowiedziałam. Cóż, niech się dziewczynie życie cieszy!
Parę dni potem Halina podchodzi do mnie i z rozbrajającą szczerością pyta, czy nie pożyczyłabym jej kluczy do naszej działki, bo jej córka z dziećmi akurat mogłaby wyskoczyć na tydzień, a tam powietrze takie czyste, no i dzieciaki się przewietrzą. Bo ona słyszała, iż my w najbliższym czasie i tak nie planujemy jechać, więc przecież nic się nie stanie.
Odparłam grzecznie, ale stanowczo, iż bardzo mi przykro, ale nie mogę. Halina się trochę nadęła, ale więcej nie nalegała.
Minęły dwa tygodnie i nagle podchodzi do mnie Marlena koleżanka z tego samego pokoju co Halina i pyta, jak dojechać do naszej działki. Zbaraniałam i pytam, o co chodzi.
A Marlena mówi, iż Halina urządza tam sobie w sobotę imprezę urodzinową i wszystkich zaprosiła tylko każdy musi dotrzeć na własną rękę, bo nie organizuje transportu ze względu na terminarz.
Szczęka mi opadła.
Podchodzę do Haliny i pytam, czy to prawda.
No ale co się dziwisz? patrzy na mnie z miną świętej. Przecież to tylko jeden dzień, nikt tam nie zamieszka, a zrobimy grilla, posiedzimy, podziękujemy. Tobie co, tak żal raz użyczyć?
A no tak, żal! Żal mi czasu i pracy, którą w to wszystko włożyliśmy, żal świeżo skoszonej trawy i wypielęgnowanych kwiatków, żal malin i tej chałupki, która jest naszym azylem.
W dodatku choćby mnie nie zaprosiła już nie wspominając o pytaniu o pozwolenie!
Odmówiłam z uśmiechem, choć usłyszałam, iż to takie niekoleżeńskie.
No trudno. Przez tyle lat częstowałam koleżanki owocami, ale żadna nie miała jeszcze odwagi osiągnąć poziomu bezczelności Haliny!


![Trwa mieszkaniowa inwestycja przy ulicy Bolka Świdnickiego. Kto może się starać o lokal? Gdzie złożyć wniosek? [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/05/TBS-Bolka-Swidnickiego-2026.05.10-15.jpg)









