Randka z biznesmenem w warszawskiej restauracji: przyszedł bez portfela, aby sprawdzić, czy jestem materialistką. Nie dałam się zaskoczyć… Zobacz, co wtedy zrobiłam…

newsempire24.com 6 dni temu

Restauracja, do której zaprosił mnie na drugie spotkanie Wojciech, błyszczała ostentacyjnym przepychem: miękkie światła, kelnerzy sunący cicho między stolikami jak cienie. Sam Wojciech idealnie wpasowywał się w tę scenerię garnitur szyty na miarę, rzucający się w oczy zegarek i ten charakterystyczny uśmieszek człowieka, który ewidentnie przywykł do bycia w centrum każdego towarzystwa.

Zamawiaj, co tylko chcesz rzucił niedbale, nie spoglądając choćby w menu. Nie cierpię, kiedy kobieta się ogranicza.

Brzmiało to efektownie, jak kwestia z bajki o szczodrym księciu, ale wewnątrz czułem dziwny niepokój. Może przez jego oceniające spojrzenie, a może przez to, iż wyjątkowo chętnie opowiadał mi o swoich byłych które, jak twierdził, widziały w nim tylko bankomat.

Wybrałem sałatkę z kaczką i kieliszek rieslinga. Wojciech zamówił po królewsku: stek, tatar, butelka wykwintnego czerwonego wina. Opowiadał o biznesie, żalił się na powierzchowność ludzi, rozważał wartości i duchową bliskość. Słuchałem i kiwałem głową, choć miałem wrażenie, iż przyszedłem nie na randkę, ale na egzamin, podczas którego w każdej chwili mogę dostać podchwytliwe pytanie.

Teatr jednej osoby

Gdy kelner przyniósł rachunek w eleganckiej, skórzanej kopercie, Wojciech choćby nie przerywał wywodu o upadku moralności. Powoli sięgnął do jednej wewnętrznej kieszeni marynarki, potem do drugiej, w końcu poklepał się po spodniach. Jego twarz zmieniła wyraz pewność siebie ustąpiła miejsca udawanemu zaskoczeniu.

No nie westchnął, patrząc mi prosto w oczy. Chyba zostawiłem portfel w biurze albo w drugim aucie.

Rozłożył ręce, pozując na bezradnego, ale nie było w nim ani grama niepokoju. Nie poprosił kelnera, by zaczekał, nie wyciągnął telefonu, żeby jakoś załatwić przelew. Tylko patrzył na mnie, wyczekując.

Ale żenująca sytuacja ciągnął, wygodnie rozsiadając się na krześle. Może mnie poratujesz? Zapłacisz teraz, a ja ci potem oddam. Albo następnym razem zapraszam, z odsetkami nawet.

W tej chwili stało się jasne: to nie przypadek ani roztargnienie. Przede mną rozgrywał się test, o którym przez pół wieczoru sam z przejęciem mówił.

Słyszałem kiedyś o podobnych historiach czytałem na forach, widziałem w kiepskich serialach, ale nie spodziewałem się, iż przeżyję to na własnej skórze, i to w wykonaniu dorosłego, do bólu zadbanego faceta.

Jego rozumowanie było żałośnie przewidywalne: jeżeli bez sprzeciwu płacę za dwóch, jestem w porządku, wygodny, gotowy ciągnąć związek. jeżeli odmówię oznacza to, iż rzekomo interesują mnie wyłącznie pieniądze. W tym momencie widziałem już nie biznesmena, a zakompleksionego manipulatora, który postanowił urządzić mi egzamin.

Był pewny wygranej. W jego wizji świata każda potencjalna partnerka powinna być zaszczycona możliwością związku z idealną partią, więc na pewno bez słowa wyciągnę kartę z portfela.

Zimna kalkulacja

Spokojnie i najwolniej jak potrafiłem, otworzyłem torbę. Wojciech wyraźnie się rozluźnił uznał, iż jego plan się powiódł.

Oczywiście, żaden problem powiedziałem cicho i skinąłem na kelnera.

Proszę podzielić rachunek powiedziałem wyraźnie. Płacę za siebie. A za stek, wino i deser niech zapłaci pan dżentelmen.

Jego uśmiech zniknął w jednej chwili.

Co ty wygadujesz? syknął, pochylając się w moją stronę. Nie mam ze sobą portfela.

Doskonale rozumiem przytaknąłem, zbliżając telefon do terminala. Ale ledwie się znamy. Zapłacenie za siebie to normalna sprawa. Kolacja dla faceta, który sam zaprosił mnie do drogiej restauracji i wybrał najdroższe dania? Przepraszam, to nie mój problem. Jesteś dorosły, na pewno sobie poradzisz.

Kelner zamarł z zakłopotaniem, rzucając wzrokiem raz na mnie, raz na Wojciecha. Wojciech poczerwieniał i z każdą sekundą tracił resztki wdzięku wyszła z niego najzwyklejsza chamskość.

Naprawdę? wycedził przez zęby. O to kilka złotych? Przecież mówiłem, iż oddam. Po prostu chciałem cię sprawdzić.

I sprawdziłeś odpowiedziałem, wstając od stołu. Jestem osobą, którą nie da się zmanipulować.

Ruszyłem w stronę wyjścia, ale poczułem, iż przydałby się ostatni akcent. Wojciech został przy stole z nieopłaconym rachunkiem, wściekły i zdezorientowany, bez portfela.

Podszedłem jeszcze raz do stolika, wyciągnąłem z portfela kilka zmiętych banknotów i garść drobnych tych, które zwykle plączą się na dnie torby.

Ach tak rzuciłem. Skoro portfel jest w drugim aucie, to i na taksówkę prawdopodobnie nie masz?

Położyłem monety obok jego kieliszka drogiego wina.

To dla ciebie na bilet autobusowy. Spokojnie, dojedziesz. Potraktuj to jak mój wkład w twoje badania psychiki kobiet.

Kilka osób z sąsiednich stolików spojrzało w naszym kierunku. Wojciech wyglądał, jakby dostał z liścia w policzek.

Wyszedłem na ulicę.

Ten wieczór kosztował mnie tylko sałatkę i kieliszek wina to niewielka cena za to, iż poznałem człowieka na wylot i oszczędziłem sobie wielu rozczarowań na przyszłość. Mam nadzieję, iż wyciągnął jakieś wnioski, choć tacy ludzie rzadko się zmieniają.

A wy jak byście postąpili na moim miejscu? Ratowalibyście zapominalskiego adoratora czy wybralibyście twardą, ale uczciwą postawę?

Idź do oryginalnego materiału