Randka z biznesmenem w warszawskiej restauracji: przyszedł bez portfela, by sprawdzić, czy jestem materialistką. Nie dałam się zbić z tropu… Oto, co zrobiłam…

polregion.pl 6 dni temu

Dziennik, wtorek

Zaproponowałem spotkanie Wiktorii po raz drugi w jednej z najbardziej wystawnych restauracji w Warszawie. Z miejsca uderzył mnie klimat tego miejsca przyciemnione światło, kelnerzy poruszający się prawie bezszelestnie i elegancki gwar rozmów z wyższych sfer. Pasowałem do tej scenerii: nienaganny garnitur, markowy zegarek, uśmiech człowieka, który czuje się pewnie w każdej sytuacji.

Zamawiaj, co chcesz powiedziałem Wiktorii z pewną nonszalancją, choćby nie zaglądając do karty. Nie lubię, gdy kobieta się ogranicza.

Niby wszystko brzmiało jak z bajki o królewiczu, ale kątem oka widziałem, iż coś ją niepokoi. Może to przez moje opowieści o poprzednich związkach i narzekania na złote rączki, które jak twierdziłem widziały we mnie tylko portfel.

Wiktoria zamówiła sałatkę z kaczką i kieliszek rieslinga. Ja natomiast nie szczędziłem sobie przyjemności: stek, tatar, butelka drogiego, polskiego czerwonego wina. Rozmawiałem o biznesie, narzekałem na powierzchowność ludzi, mówiłem o wartościach i bliskości duchowej. Zauważyłem, iż słuchała z napiętą uwagą, jakby była nie na randce, a raczej na egzaminie, z którego w każdej chwili będzie rozliczona.

Teatr jednego aktora

Kiedy kelner przyniósł rachunek w eleganckiej, czarnej teczce, wciąż mówiłem o upadku obyczajów. Sięgnąłem do wewnętrznej kieszeni marynarki, potem do drugiej, potem klepnąłem się po spodniach pewność na twarzy ustąpiła lekkiemu zagubieniu.

Kurczę… mruknąłem, patrząc jej prosto w oczy. Chyba zostawiłem portfel w biurze albo w innym aucie.

Wzruszyłem ramionami z udawaną bezradnością, ale nie było we mnie choćby cienia zmartwienia. Nie poprosiłem kelnera o chwilę, nie próbowałem zrobić przelewu telefonem po prostu patrzyłem na Wiktorię.

No popatrz, co za sytuacja kontynuowałem, rozsiadając się wygodnie. Może mnie poratujesz? Zapłacisz teraz, oddam ci potem lub następnym razem postawię, z procentem.

W tej chwili wszystko się wyjaśniło: to nie była przypadkowa wpadka, tylko test, o którym mówiłem przez połowę wieczoru.

Słyszałem o takich przypadkach, widziałem podobne sceny w kiepskich polskich serialach i czytałem o tym na forach, ale nigdy nie sądziłem, iż sam zainscenizuję coś takiego będąc już dorosłym, doświadczonym facetem.

Cały trik był prostacki: jeżeli dziewczyna bez wahania zapłaci, to znaczy dobra, ugodowa, gotowa nieść i pomagać. jeżeli nie łasa na pieniądze. W tamtej chwili nie byłem już biznesmenem, tylko zakompleksionym manipulatorem, który postanowił urządzić egzamin.

Byłem przekonany, iż wygrana jest pewna. Przecież kto by nie chciał być z atrakcyjnym facetem, więc uznałem, iż po prostu sięgnie po kartę i zapłaci za nas oboje.

Przeliczenie na zimno

Wiktoria powoli otworzyła torebkę, bardzo spokojna. Już myślałem, iż cała scena kończy się po mojej myśli.

Oczywiście, nie ma sprawy odpowiedziała łagodnie i przywołała kelnera.

Poproszę o podzielenie rachunku powiedziała wyraźnie. Zapłacę za siebie. Za stek, wino i deser niech płaci pan dżentelmen.

Uśmiech zniknął z mojej twarzy.

Jak to? zasyczałem, pochylając się nieco. Przecież nie mam portfela.

Rozumiem kiwnęła głową, zbliżając telefon do terminala. Ale jesteśmy ledwo po dwóch spotkaniach. Zapłacenie za siebie to normalne. Za kolację mężczyzny, który sam zaprosił mnie do drogiej restauracji i zamówił, co najdroższe, przepraszam, ale to już nie moja bajka. Jesteś dorosły, znajdziesz rozwiązanie.

Kelner stał, niepewnie patrząc raz na mnie, raz na nią. Czułem, iż rumienię się aż po uszy, a cała moja pewność siebie znika.

Naprawdę? szepnąłem. O pieniądze? Powiedziałem przecież, iż oddam. Chciałem cię tylko sprawdzić.

Sprawdziłeś odparła, wstając od stołu. Nie pozwalam sobą manipulować.

Ruszyła w stronę wyjścia, ale czułem, iż jeszcze coś się wydarzy. Zostałem sam z rachunkiem, zły, zmieszany, bez portfela.

Wtedy ona wróciła, wyjęła z portfela kilka pogniecionych banknotów i garść drobnych tych, co zawsze walają się na dnie damskiej torby.

A tak, dodała skoro portfel w innym aucie, to na taksówkę też nie masz?

Położyła pieniądze koło mojego kieliszka.

To na komunikację miejską. Wytrwasz, dasz radę. Niech będzie, iż to mój wkład w twoje badania kobiecej duszy.

Kilka osób przy sąsiednich stolikach oglądnęło się. Czułem się, jakbym dostał w twarz.

Wyszła.

Ten wieczór kosztował ją tylko sałatkę i kieliszek wina niewielka cena za to, by w porę zobaczyć, z kim ma się do czynienia i oszczędzić sobie lat rozczarowań. Może i ja powinienem wyciągnąć z tego wnioski. Choć szczerze mówiąc, tacy jak ja rzadko kiedy się zmieniają.

Na koniec tej lekcji powiem jedno: chyba nadszedł czas, żebym zrewidował swoje metody sprawdzania ludzi. Czas dorosnąć do partnerskich relacji.

Idź do oryginalnego materiału