Restauracja, do której zaprosił mnie na drugie spotkanie Konrad, tętniła pozornym przepychem: półmrok miękko otulał stoły, a kelnerzy przesuwali się pomiędzy nimi niemal niepostrzeżenie, jakby byli cieniami. On sam doskonale komponował się z tym wnętrzem nienaganny garnitur, rzucający się w oczy zegarek i ten znajomy, pewny siebie półuśmiech człowieka przekonanego, iż świat zawsze krąży wokół niego.
Wybieraj, co tylko chcesz rzucił z nonszalancją, choćby nie zerkając do karty. Nie znoszę, kiedy kobieta się ogranicza.
Brzmiało to niemal jak cytat z bajki o szczodrym księciu, ale w środku czułam ukłucie niepokoju. Może to przez to spojrzenie, które oceniałoby marmur, albo przez to, jak zbyt chętnie opowiadał o byłych partnerkach, które według jego własnych słów widziały w nim jedynie portfel.
Zamówiłam sałatkę z kaczką i kieliszek rieslinga. Konrad rozszedł się na całość stek, tatar, butelka drogiego czerwonego wina. Przez całą kolację rozprawiał o biznesie, narzekał na płytkość ludzi, rozważał wartości duchowe i bliskość. Słuchałam, kiwałam głową, choć czułam się dziwnie jakbym nie była na randce, tylko na egzaminie, podczas którego zaraz może się pojawić podchwytliwe pytanie.
Teatr jednego aktora
Kelner położył na stole czarną, skórzaną okładkę z rachunkiem. Konrad wcale nie przerwał wywodów o upadku obyczajów. Powoli sięgnął do marynarki, potem do drugiej kieszeni, poklepał spodnie. Twarz mu spoważniała, pewność siebie ustąpiła sztucznej bezradności.
Kurcze mruknął, patrząc mi prosto w oczy. Chyba zostawiłem portfel albo w biurze, albo w drugiej furze.
Rozłożył ramiona, udając bezradność, ale bać się nie bał. choćby nie poprosił kelnera o chwilę cierpliwości czy nie sięgnął po telefon, by zrobić przelew. Po prostu utkwił we mnie wzrok.
Ale numer, co za głupia sytuacja przeciągnął, odchylając się na krześle. Może ratujesz sytuację? Ty zapłacisz teraz, ja oddam potem albo następnym razem dołożę z procentem.
Wtedy już wszystko stało się jasne: to nie była przypadkowa amnezja, tylko starannie zaplanowany test, o którym sam rozprawiał wcześniej przy winie.
Znałam takie historie czytałam o nich na forach, widziałam w tanich serialach, nie przypuszczałam jednak, iż ktoś spróbuje tego na mnie, mając przy tym święte przekonanie o własnej przewadze.
Jego logika była wręcz groteskowa: jeżeli kobieta bez słowa płaci za dwóch świetna, łatwa, gotowa ratować i dźwigać; jeżeli odmówi wyrachowana, tylko na portfelu jej zależy. W tej chwili już nie siedziałam naprzeciwko biznesmena, tylko zakompleksionego manipulatora wcielającego się w rolę egzaminatora.
Był przekonany o własnej wygranej. W jego śnie o potędze perspektywa związku z takim łakomym kąskiem powinna mnie zmusić do cichego sięgnięcia po portfel.
Chłodna odpowiedź
W ciszy powoli, bardzo spokojnie otworzyłam torebkę. Konrad wyraźnie się rozluźnił postanowił, iż mu się udało.
Oczywiście, nie ma sprawy powiedziałam łagodnie i skinęłam na kelnera.
Proszę podzielić rachunek oznajmiłam wyraźnie. Opłacam własne zamówienie. Za stek, tatara, wino i deser niech zapłaci dżentelmen.
Na jego twarzy pojawił się cień, zniknęła pewność.
Słucham? wysyczał, pochylając się ku mnie. Przecież nie mam portfela.
Rozumiem powiedziałam, przykładając telefon do terminala. Ale adekwatnie ledwie się znamy. Normalne jest, iż każdy płaci za siebie. Za kosztowną kolację zamówioną przez dorosłego faceta, który sam mnie tu zaprosił przykro mi, nie poczuwam się do obowiązku. Jesteś dorosły, znajdziesz wyjście.
Kelner zamarzył, z zakłopotaniem spoglądał to na mnie, to na niego. Konrad purpurowiał, z każdą sekundą pozorna elegancja odpadała warstwa po warstwie, odsłaniając pospolite chamstwo.
Naprawdę? syknął. O co chodzi? To tylko pieniądze! Powiedziałem, iż oddam. Po prostu chciałem cię przetestować.
No i przetestowałeś odpowiedziałam wstając. Jestem osobą, której nie da się zmanipulować.
Odeszłam w stronę drzwi miałam poczucie, iż to finał, ale coś ciągnęło mnie z powrotem. Konrad został ze swoim nieopłaconym rachunkiem, naburmuszony, wściekły, bez portfela.
Zawróciłam, wyjęłam z portmonetki kilka pogniecionych banknotów i garść drobniaków tych, które zwykle lądują na dnie torebki.
A tak, dorzuciłam. Skoro portfel został w innym samochodzie, rozumiem, iż i na taxi nie masz?
Położyłam bilon przy jego kieliszku drogiego wina.
To na bilet tramwajowy. Nie przejmuj się, trafisz do domu. Możesz uznać, iż w ten sposób dorzucam się do twoich badań nad kobiecą duszą.
Kilku ludzi z sąsiednich stolików zerknęło w naszą stronę. Konrad wyglądał, jakby dostał kuksańca od losu.
Wyszłam na podwórze, za którym snuły się ciemne marzenia.
Ten wieczór kosztował mnie raptem sałatkę i kieliszek wina niewielka cena za to, iż w porę rozpoznałam kim jest człowiek po drugiej stronie stołu i zaoszczędziłam sobie kilku lat życia. Mam nadzieję, iż wyciągnie wnioski. Choć tacy ludzie zwykle pozostają sobą.
A wy co byście zrobili, mając przed sobą zapominalskiego amatora testów? Ratowalibyście rycerza bez portfela czy wybralibyście twardą, uczciwą odpowiedź?








