Randka z przedsiębiorcą w polskiej restauracji: przyszedł bez portfela, żeby sprawdzić, czy jestem materialistką. Nie dałam się zbić z tropu… Zobacz, co zrobiłam…

twojacena.pl 6 dni temu

Dziennik osobisty, 17 lutego

Wczorajszego wieczoru nie zapomnę długo. Prawdę mówiąc, im dłużej o tym myślę, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, iż intuicja mnie nie zawiodła.

Restauracja, do której zaprosił mnie Łukasz na drugie spotkanie, robiła niesamowite wrażenie półmrok, przytulne światło świec, kelnerzy sunący między stołami z niemal teatralną uprzejmością. Łukasz: jakby wyjęty z reklamy doskonale skrojony garnitur, drogi zegarek na nadgarstku i specyficzny wyraz twarzy sugerujący, iż to właśnie on jest tu najważniejszy.

Zamów, proszę, co dusza zapragnie rzucił lekko, nie spoglądając choćby na menu. Nie znoszę, kiedy kobieta się krępuje.

Brzmiało to efektownie, trochę niczym cytat z polskiego serialu, w którym bogaty mężczyzna próbuje oczarować główną bohaterkę. Coś jednak wzbudziło we mnie niepokój. Może to był ten analizujący wzrok albo ochocza opowieść o byłych, które jak twierdził widziały w nim tylko portfel.

Wybrałam kaczkę na rukoli i kieliszek rieslinga. On zamówił wystawnie: stek, tatar, całą butelkę starego, czerwonego wina. Rozprawiał o interesach, narzekał na płytkość ludzi, rozwodził się nad wartościami i duchową bliskością. Słuchałam, przytakiwałam, ale czułam się jak na egzaminie; jakby lada moment miał paść niewygodny test.

Teatr dla jednego widza

Przy końcu kolacji kelner przyniósł rachunek w eleganckim czarnym etui. Łukasz nie przerywał swoich rozważań o upadku moralności, sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, potem do następnej, w końcu zaczął szukać po kieszeniach spodni. Jego mina wyraźnie się zmieniła pewność siebie ustąpiła miejsca teatralnemu zakłopotaniu.

No pięknie westchnął, spoglądając mi prosto w oczy. Portfel musiałem zostawić w biurze albo w innym aucie.

Rozłożył ręce w geście bezradności, ale nie widziałam w nim żadnego stresu. Nie poprosił kelnera o chwilę, nie wyciągnął telefonu, by zrobić przelew. Po prostu patrzył na mnie.

Co za głupia sytuacja, prawda? powiedział, opierając się wygodnie plecami. Może mnie poratujesz? Zapłacisz teraz, oddam ci potem. Albo następnym razem stawiam z nawiązką.

W tej sekundzie wszystko stało się jasne: to nie był przypadek ani zwykłe roztargnienie. To był zaplanowany test, o którym jeszcze pół godziny wcześniej mówił, narzekając na złote rączki.

Słyszałam o takich numerach czytałam w kobiecych forach, pojawiają się też w polskich komediach, ale nie sądziłam, iż trafię na taką próbę sama. I to dorosłego, ustawionego faceta.

Jego logika była wręcz śmieszna: kobieta, która zgodzi się bez mrugnięcia okiem zapłacić za dwóch w porządku, podda się i będzie wygodna. Gdy odmówi materiał do podsumowań: zainteresowana tylko kasą. I nagle, siedząc naprzeciwko niego, widziałam już nie przedsiębiorcę, ale niedojrzałego manipulatora, który postanowił mnie sprawdzić.

Był przekonany, iż już wygrał. Według jego scenariusza miałam po prostu wyjąć kartę i zapłacić za cały wieczór bo przecież taki mężczyzna to okazja.

Chłodna kalkulacja

Powoli i spokojnie otworzyłam torebkę. Uśmiech na twarzy Łukasza stał się jeszcze szerszy. Myślał, iż plan się powiódł.

Oczywiście, żaden problem powiedziałam cicho i skinęłam na kelnera.

Czy może pan rozdzielić rachunek? poprosiłam wyraźnie. Zapłacę za siebie. Za stek, tatar i butelkę wina niech zapłaci pan Łukasz.

Jego uśmiech stopniał w sekundę.

Jak to? syknął, pochylając się do mnie. Nie mam przecież portfela.

Rozumiem odpowiedziałam spokojnie, przykładając telefon do terminala. Ale przecież dopiero się poznajemy. Zapłacić za siebie to dla mnie oczywistość. Kolacja mężczyzny, który zaprasza kobietę do drogiej restauracji i zamawia najdroższe rzeczy z karty, raczej nie jest moją odpowiedzialnością. Jesteś dorosły, na pewno dasz sobie radę.

Kelner na chwilę się zdezorientował. Łukasz zrobił się czerwony, jego wyrachowanie wyparowało.

Naprawdę? wysyczał. O takie pieniądze? Przecież bym oddał. Chciałem tylko sprawdzić, jaka jesteś.

I sprawdziłeś odparłam, wstając. Jestem osobą, która nie da sobą manipulować.

Kierowałam się już w stronę wyjścia, ale coś jeszcze mnie zatrzymało. On został przy stole z nieopłaconym rachunkiem, zły i zagubiony.

Wróciłam, wyciągnęłam z portfela kilka zgniecionych złotych i garść drobnych te, które zawsze leżą na dnie torebki.

A, właśnie dodałam. o ile portfel został w aucie, to prawdopodobnie na taksówkę również zabrakło?

Położyłam monety przy jego kieliszku.

To na bilet autobusowy. Dasz radę wrócić do domu. Potraktuj to jako mój wkład w twoje badania duszy kobiet.

Kilka osób zerknęło w naszym kierunku. Łukasz wyglądał jak po policzku.

Wyszłam na mroźną ulicę.

Wieczór kosztował mnie tylko kaczkę i kieliszek wina niewielka cena za to, iż zdołałam zawczasu dostrzec, z kim mam do czynienia. Mam nadzieję, iż wyciągnął wnioski, choć, szczerze mówiąc, tacy ludzie się nie zmieniają.

Ciekawe, jak wy byście zachowały się na moim miejscu? Ratowałybyście „zapominalskiego”, czy wybrałybyście stanowczość, ale i szczerość?

Idź do oryginalnego materiału