On wyciągnął ją siłą przez próg i zatrzasnął drzwi. Maja najpierw poszybowała po sile, potem potknęła się i upadła na drewnianą podłogę dworu. Otrząsając dłonie, usiadła na mokrych desek i ostrożnie dotknęła żarzącej się policzki, po czym zeszła w dół do dolnej wargi. Na palcach pośród krwi pozostał szkarłatny ślad. To nie zadziwiło Maję potwierdziło jedynie przypuszczenie, iż znów mąż rozbił jej wargi. Ból policzka był jednak silniejszy.
Po raz kolejny Stanisław nie potrafił się opanować. Zdarzało mu się to dosyć często.
Maja wróciła do drzwi, opierając czoło o szorstkie belki, próbując złapać oddech. Z za zamkniętych drzwi dobiegały przerażone szlochy. To były Łucja i Nina, córki Stanisława. Serce skurczyło się w piersi, boleśnie. Chciała ich nie skrzywdzić Dotknęła językiem spuchniętej, lekko słonej wargi rezultat kolejnej kłótni, kolejnego wybuchu ślepej, niepohamowanej zawiści.
Wszystko zaczęło się od jednej głupiej uśmiechu. Na spotkaniu pod koniec sierpnia szef, mężczyzna w okolicach pięćdziesięciu lat, wesoły i rumiany, żartował o urodzajności plonów. Maja, stojąc obok, nieświadomie roześmiała się z uprzejmości. To zauważyła Grażyna, siostra Stanisława. Jej spojrzenie, ostre i kłujące jak igła, zatrzymało się na Maii nieco dłużej niż trzeba. Wystarczyło. Grażyna, nie zwlekając, natychmiast opowiedziała bratu, dodając własne uwagi. Znała on jego gniew jak własną kieszeń.
Maja odepchnęła się od drzwi, ocierając się o podłogę i podążyła w stronę zagrody. Usiadła na zimnym pniu. Wrzesieńowy wieczór był cieplejszy niż w dzień, ale ziemia już dawała w kość chłodną nocą. Przyprawny wiatr wdzierał się pod cienki szalik. Tak pragnęła ciepła, pieca, dzieci Ale dokąd iść? Do rodziny Stanisława? Grażyna przywitałaby ją przy progu z żałosną uwagą. Nie było już bliskich. Matki nie było od roku. Serce ścisnęło się jeszcze mocniej, a po policzkach popłynęły gorzkie łzy. Brakowało jej matki i zapachów, które z nią kojarzyły suszonych jabłek, dymu z kominka, cichych, kojących słów, które potrafiły ukoić każdy ból. Teraz jednak nie było już nikogo, kto mógłby uśmierzyć jej cierpienie.
Jak to możliwe? myślała, patrząc w gęstniejący zmierzch. Co ja zrobiłam, iż siedzę przy zamkniętych drzwiach własnego domu jak bezdomny pies i nie widzę wyjścia ani światła?
A to wszystko stało się zaledwie siedem lat wcześniej Siedem lat. Zamknęła oczy i przez słoneczną kałużę łez dostrzegła inny obraz ten, w którym była szczęśliwa. Miała ukochanego mężczyznę, dwie rodziny szykowały się do ślubu.
***
Powietrze było gęste i słodkie, pachniało skoszoną trawą i nadchodzącym zmierzchem. Szli ramię w ramię ona i Wojciech, który tak ją kochał.
Jutro powiedziała cicho Maja, spoglądając w stronę zachodzącego słońca. Nie mogę w to uwierzyć.
Wojciech przycisnął jej dłoń mocniej. Jego duża, ciepła ręka całkowicie otuliła jej delikatne palce.
A ja wierzę. Wierzyłem od pierwszego dnia, kiedy wpadłaś na chmurę i bałaś się zejść. Pamiętasz?
Maja roześmiała się.
Pamiętam. A ty stałeś na dole i krzyknąłeś: Skacz, złapię cię. I złapałeś.
Ich miłość była wielka, wszyscy w wsi o tym wiedzieli. Nie zawsze jednak było tak spokojnie. Na samym początku w ich życiu pojawiła się Grażyna Zamoyska, siostra męża, którego Maja poślubiła. Wojciech podobał się też Grażynie. Kto by nie kochał jego figlarnych oczu i upartych loków? Grażyna, spłonęła z zazdrości i robiła wszystko, by ich rozdzielić. Szeptała za plecami: iż Maja nie jest godna takiego chłopaka, iż ich rodziny nie mają pieniędzy. Namawiała inne dziewczyny, by nie przyjaźniły się z Mają, nazywała ją niewytrawną i dziwką.
Ale te brudy nie przywarły do Mai. Przeszła przez nie niczym przez niewidzialne szkło, pozostawiając powierzchnię czystą i błyszczącą. Grażyna wściekła się jeszcze bardziej, a żółć pożerała ją od środka. Wojciech podchodził do plotek z humorem.
Nie jestem aniołem odrzucał, gdy ktoś chciał mu przekazać kolejny plotek. A Maja ona jest inna. Nie próbujcie mnie oszukać.
Ich związek, mimo pomówień, pozostawał niewinny. Ciche spacery do domu, rozmowy przy furtce, nieśmiałe buziaki w policzek. Wszystko zmieniło się miesiąc przed ślubem. Wojciech wydawał się inny.
Kiedy wcześniej odprowadzał ją do furtki, odwracał się lekko, machając ręką. Teraz przytulał ją tak mocno, jakby chciał wchłonąć całe jej serce i nie puszczał.
Wojtku, co się z tobą dzieje? zapytała Maja, czując napięte mięśnie.
Nie wiem odpowiedział cicho, przyciskając twarz do jej włosów. Boję się, iż gdy puszczę, już jej nie zobaczę.
Głupie słowa szepnęła, gładząc jego ogolone czoło. Zawsze będziemy razem. Jutro się zobaczymy.
Jutro westchnął, a w jego westchnieniu było coś nieokreślonego.
Wtedy matka Maji, wzdychając, powiedziała: Czuję, iż on to wyczuł, córeczko. Młodym sercem wiedział, iż przed wami rozstanie. I w noc przed uroczystością nie wytrzymał.
Wojtku, wytrzymaj jeszcze jedną noc powiedziała Maja łagodnie. Wojciech natychmiast rozgrzał się namiętnością, a Maja topiła się w jego ustach i dotyku. Położyli się pod ogromną wierzba, której gałęzie ukryły ich przed wzrokiem przechodniów. Nikt nie przechadzał się po tej ulicy nocą miejsce było tak odosobnione, iż mogło służyć jedynie im. Szepty Wojtka były gorące i przerywane, a ręce drżały, podnosząc rąbek sukni.
Co z tego, nie mogę już czekać. Jutro i tak będziesz moją żoną. Moją żoną! Moją rzekła.
Maja nie sprzeciwiła się, bo pragnęła tego samego. Nocne niebo, usiane gwiazdami, rozpościerało się przed jej oczami Stała się kobietą pod cieniem wierzby, wśród ziemi i ziół.
Rano, po ochlapaniu łez policzków, Wojciech, szczęśliwy i uspokojony, odszedł do domu. Po drodze, przepełniony emocjami, postanowił się wykąpać w rzece. Co się tam wydarzyło, nikt nie dowiedział się. Jego ciało znaleziono następnego dnia, przy planowanym ślubie, przytwierdzone do przeciwległego brzegu.
***
Żal przytłoczył Maję. Stała się cieniem samej siebie, dniami siedziała przy oknie, w które Wojciech kiedyś wrzucał małe kamienie, by ją przywołać, i trzymała w rękach ślubną suknię. Białą, koronkową, którą własnoręcznie szyć w zimowe wieczory. Delikatne palce przeglądały haft, jakby w tym rytmie można było znaleźć odpowiedź.
Po co? wyjeła cicho, niczym szelest firanek. Po co?
Matka, patrząc na córkę, płakała w ukryciu, wycierając łzy rękawem fartucha. Bała się, iż dziewczyna rozejdzie się jak sucha gałąź i pójdzie za mężem.
Wtedy na progu pojawiła się Grażyna, ta sama, ociekająca łzami, w prostym lnianym stroju, a jej zwykle zadziorne oczy pełne były żalu.
Majo rzuciła się do niej, padając na kolana i oplatając jej chude nogi. Przepraszam! Boże, wybacz moje okropne słowa! Wojtka nie ma nie mamy już nic do podziału. Zostaniemy przyjaciółmi? Tak? Jak w dzieciństwie?
Maja siedziała nieruchomo, niczym lalka. Matka, opierając się o framugę drzwi, patrzyła niepewnie. Nie wierzyła, iż człowiek może zmienić się w jednej chwili, jakby zdjął starą skórę. Nagle Maja poruszyła się. Cichy, szarpany oddech wydobył się z piersi, a potem popłynęły łzy nie ciche jak przedtem, ale gorzkie, uzdrawiające, głośne. Objęła Grażynę, przytuliła się do jej ramienia i płakała do upadłego, wyzbywając się całego bólu.
Niech będzie wyszeptała matka. Niech tak będzie. Może Grażyna naprawdę jej pomoże. Bo inaczej nie przetrwa.
Tak zaczęła się dziwna, nie do końca wyjaśniona przyjaźń. Grażyna nie odchodziła od Mai. Przez nocowała u nich, dniami siedziały razem, szeptały o wszystkim. Grażyna stała się tarczą Mai przed światem, jedynym kotwicą w morzu cierpienia.
Wtedy pojawił się Stanisław, kuzyn Grażyny. Młody, spokojny, z poważnym spojrzeniem. Zaczął opiekować się Mają, przynosząc kwiaty z łąk i przysmaki z miasta. Na początku Maja nie chciała go słuchać, odwracała się, zamykała w sobie.
Nie mogę, Grażyna. To zdrada.
Jaką zdradę? nalegała przyjaciółka, gładząc włosy. Życie trwa dalej, Majo. Wojtek nie chciałby widzieć cię taką. Stanisław to dobry człowiek, on cię pokocha, wiem to.
Stanisław, choć cierpliwy, nie przestawał dbać o Maję. W końcu, pod wpływem słów Grażyny, poddała się i zgodziła wyjść za niego za mąż. Ślub był cichy i skromny, bez muzyki i ciekawskich oczu.
Dziewięć miesięcy po śmierci Wojtka w wiosce rozeszły się plotki. Najpierw ciche, potem gwałtownie, jak rwąca rzeka. Maja była krytykowana, obmawiana, wskazywano palcami:
Zbyt się wyniosła!
Może była niewierna? Co się stało w rzece?
Zhańbiła rodzinę!
Słowa były ostre jak sierpy. Najgorsze jednak miały dopiero nadejść. Maja i jej matka dowiedziały się, iż źródłem tych szkodliwych plotek była Grażyna, ich najbliższa przyjaciółka. Przy studni, w towarzystwie sąsiadek, mówiła:
Biedna Maja, kocham ją jak siostrę, ale prawdy nie ukryję Wojtek nie zdążył, a Stanisław pospieszył się do małżeństwa, prawda? Czyż nie chciałby chronić jej honor? Może już ją nie lubi
Jej podstęp, zimna i wyrachowana, w końcu przyniosła skutek.
Idylla, którą Maja tak skrupulatnie budowała, rozpadła się jak ciasto weselne. Stanisław nie okazał się spokojnym i godnym przystanią. Wszystko zaczęło się od jednej wypowiedzi po pierwszej nocy:
Jesteś zepsuta rzucił, patrząc na nią z nienawiścią. Nie wierzyłem w złe słowa. Teraz rozumiem, dlaczego tak gwałtownie zgodziłam się poślubić.
Maja zamarła w szoku. Słowo zepsuta zawierało tyle pogardy, iż odebrało jej oddech. Jakby ktoś wyłączył przełącznik w jego duszy. Czuły, cierpliwy kochanek przemienił się w szorstkiego, zgorzkniałego człowieka, z wiecznie zmarszczonym czołem. W domu unosił się ciężki płaszcz przekleństw i oskarżeń. Jego zazdrość stała się ślepa, absurdalna, nie znała granic.
Zazdrościł jej każdego: sprzedawcy w sklepie, który spojrzał na nią zbyt długo; listonosza, który przyniósł list; choćby starego sąsiada Nikodema, mającego ponad osiemdziesiąt lat. Wystarczyło, iż Maja przywitała się uprzejmie, a on krzyczał:
Znowu się u niego wpatrujesz? wdzierał się Stanisław, wpadając do domu i trzaskając drzwiami. Widzę wszystko!
Maja zachodziła w ciążę niemal od razu. Niestety urodziła dziewczynkę, a on marzył o synu. Maja z nadzieją czekała, iż chłopiec złagodzi jego surowość.
Znowu dziewczynka? jęknął, patrząc na dziecko z rozczarowaniem. Potrzebuję syna!
Wkrótce Stanisław przeszedł w skrajny skraj: krzyczał, iż to nie jego dzieci.
Od kogo one się wzięły? Przyznaj się! W naszej rodzinie rodzą się tylko chłopcy! wykrzykiwał, plując. Ciało Mai było brutalnie atakowane.
Maja w końcu odnalazła w sobie niezbędną odwagę, by odejść, zbudować nowe życie dla siebie i córek, przekonana, iż prawdziwe szczęście nie zależy od cudzych decyzji, ale od własnej, świadomej decyzji o wolności.
